Językoznawcy i socjologowie czescy alarmują, że potoczny język czeski staje się coraz bardziej wulgarny. Klną już nie tylko dorośli, ale także dzieci.
Jeszcze do niedawna w mowie potocznej naszych południowych sąsiadów przekleństwa niemal się nie pojawiały. Czemu zatem przypisać winę za obecny stan rzeczy? Psychologowie uważają, że przykład idzie z ekranu. Winien jest także stres, w którym żyje coraz większa część społeczeństwa.
Jeden ze znanych czeskich adwokatów twierdzi, że można karać używających przekleństw. Jego zdaniem, używanie szczególnie wulgarnego słownictwa, zwłaszcza w miejscach publicznych, może być uznane za czyn chuligański i karane grzywną, a nawet pozbawieniem wolności do dwóch lat.
Wprowadzenie sankcji za podobne "wykroczenia" po naszej stronie granicy zapowiadały władze Tarnowa. O efektach brak jednak doniesień.
A swoją drogą, ciekawe jak brzmią przekleństwa w tym sympatycznym języku.
bla, pap
Jeden ze znanych czeskich adwokatów twierdzi, że można karać używających przekleństw. Jego zdaniem, używanie szczególnie wulgarnego słownictwa, zwłaszcza w miejscach publicznych, może być uznane za czyn chuligański i karane grzywną, a nawet pozbawieniem wolności do dwóch lat.
Wprowadzenie sankcji za podobne "wykroczenia" po naszej stronie granicy zapowiadały władze Tarnowa. O efektach brak jednak doniesień.
A swoją drogą, ciekawe jak brzmią przekleństwa w tym sympatycznym języku.
bla, pap