Sanepid zamyka kolejne kąpieliska. Tym razem zabronił kąpać się w Gdyni i Świnoujściu. - Ręce opadają - komentują wczasowicze. Niestety za zanieczyszczenia w dużej mierze odpowiedzialni są sami turyści. - Dzielą kąpielisko na strefę „pływania” i „sikania” - mówi inspektor sanitarny.
– Ręce opadają. Kurort uchodzi za najlepszy w kraju, a tu w wodzie pływa jakieś g... – powiedział "Rzeczpospolitej" Jarosław, wczasowicz spod Wrocławia wypoczywający w Świnoujściu.
W zeszłym roku zmorą w nadmorskich kurortach były zakwitające sinice. – W tym roku jakoś nas ominęły – mówi rzeczniczka wojewódzkiego sanepidu z Gdańska Anna Obuchowska. Pojawił się jednak inny problem. Jest połowa sezonu, a sanepid musi zamykać najbardziej popularne kąpieliska. W Świnoujściu liczba bakterii grupy coli (ponad 20 tys. jednostek na 100 ml wody) jest dwa razy wyższa od dopuszczalnej. – Ludzie masowo nie wyjeżdżają, ale boimy się, że ci, którzy planowali u nas urlop, nie przyjadą – mówi rzecznik prezydenta miasta Robert Karelus.
Co powoduje taki stan zanieczyszczenia? Niestety sami turyści. – Ludzie załatwiają się w wodzie – mówi Zbigniew Kolanek, powiatowy inspektor sanitarny w Świnoujściu. – Toalet nie brakuje, ale wielu nie chce się opuszczać plaży. Sami dzielą kąpielisko na strefę „pływania" i „sikania".
"Rzeczpospolita", ps
W zeszłym roku zmorą w nadmorskich kurortach były zakwitające sinice. – W tym roku jakoś nas ominęły – mówi rzeczniczka wojewódzkiego sanepidu z Gdańska Anna Obuchowska. Pojawił się jednak inny problem. Jest połowa sezonu, a sanepid musi zamykać najbardziej popularne kąpieliska. W Świnoujściu liczba bakterii grupy coli (ponad 20 tys. jednostek na 100 ml wody) jest dwa razy wyższa od dopuszczalnej. – Ludzie masowo nie wyjeżdżają, ale boimy się, że ci, którzy planowali u nas urlop, nie przyjadą – mówi rzecznik prezydenta miasta Robert Karelus.
Co powoduje taki stan zanieczyszczenia? Niestety sami turyści. – Ludzie załatwiają się w wodzie – mówi Zbigniew Kolanek, powiatowy inspektor sanitarny w Świnoujściu. – Toalet nie brakuje, ale wielu nie chce się opuszczać plaży. Sami dzielą kąpielisko na strefę „pływania" i „sikania".
"Rzeczpospolita", ps
