Jagna Marczułajtis pozwie do sądu trenera kadry

Jagna Marczułajtis pozwie do sądu trenera kadry

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czwarta zawodniczka olimpijskiego slalomu giganta w Salt Lake City 2002 Jagna Marczułajtis-Walczak pozwie do sądu trenera kadry Pawła Dawidka o zniesławienie podczas snowboardowych mistrzostw Polski w Jurgowie.
Trzykrotna olimpijka, czternastokrotna mistrzyni kraju, w drugim poniedziałkowym przejeździe decydującym o awansie do ścisłego finału slalomu giganta równoległego, upadła pod koniec trasy. Leżącą na stoku zawodniczkę z trudem ominął Dawidek. - Nie dość, że mnie nie rozjechał, zachował się skandalicznie. Krzyknął do mnie: stara p... do domu, a potem, do mego męża: ćwoku, do domu dzieci pilnować. Słyszeli to wszyscy, stojący na mecie i na stoku w pobliżu zdarzenia. Nie mogę się pogodzić z tak nagannym i niesportowym zachowaniem trenera, dlatego, aby nigdy więcej nie powtórzyła się taka sytuacja, zamierzam wnieść do sądu pozew cywilny o zniesławienie - powiedziała Marczułajtis-Walczak.

Radna sejmiku woj. małopolskiego dodała, że Paweł Dawidek stwierdził publicznie: - Nie wytrzymałem, musiałem jej powiedzieć stara p... do domu, a ch... najwyżej zapłacę 500 zł kary.

Takie słowa padły w obecności uczestników mistrzostw Polski - blisko 60 zawodników i kilkunastu szkoleniowców. Nieetyczne zachowanie Dawidka potwierdziły - jak dotychczas - swym podpisem 33 osoby.

Wiele zastrzeżeń wnieśli również snowboardziści do organizacji zawodów w Jurgowie, które - jak się okazało - nie zostały zgłoszone do kalendarza FIS. Nie było dodatkowego pomiaru czasu na wypadek awarii, trasa nie została należycie zabezpieczona, rywalizacja była sędziowana przez osoby nie mające do tego uprawnień.

- Potwierdzam te wszystkie zarzuty - oświadczył zawodnik i trener klubu AZS Zakopane Marcin Sitarz. - Podejrzewam, że związek nie ma pieniędzy, więc nie mógł zapłacić za przyjazd delegata FIS. Na 10 dni przed mistrzostwami w ogóle nie było wiadomo czy się odbędą, a na trzy dni zmieniono miejsce. Nasza zawodniczka Karolina Jasion wypadła z trasy i przeleciała pod siatką zabezpieczającą, co dowodzi, że była źle ustawiona. Nie powinno być prześwitu od śniegu do dolnej krawędzi - dodał.

Jest również podejrzenie o sfałszowanie wyników slalomu giganta równoległego kobiet. Jak twierdzą świadkowie, pierwotnie na pierwszym miejscu była Karolina Sztokfisz (AZS Zakopane) przed Aleksandrą Król (KS F2 dawidek team.pl Zakopane). Potem kolejność uległa zmianie i złoty medal przyznano córce prezesa. - Pan Król mętnie wyjaśniał, że nastąpił błąd na tablicy. Jaka jest prawda, trudno będzie dowieść - zaznaczyła Marczułajtis-Walczak. Jej wątpliwości potwierdziły też inne osoby. - Nie wiem, czy będzie można dojść do prawdziwych rezultatów - mówił Sitarz.

Nieodpowiednim posunięciem było także powierzenie funkcji sędziego głównego Rajmundowi Bomowi, członkowi zarządu, którego syn Oskar zdobył dwa złote medale. - Nie można oczywiście twierdzić, że ojciec pomógł synowi by stanął na podium, ale aby nie było żadnych podejrzeń, tę funkcję mogła pełnić inna osoba - powiedzieli zgodnie Marczułajtis i Sitarz.

pap, ps