953,90 złotych odszkodowania wraz z ustawowymi odsetkami zasądził we wtorek Sąd Rejonowy od sprzedawcy źle uszytego garnituru na rzecz jednego z łodzian.
Proces w tej sprawie toczył się przed łódzkim sądem prawie cztery lata.
W listopadzie 1997 roku Sebastian Cz. kupił w łódzkim sklepie garnitur do ślubu, wyprodukowany przez jedną z markowych firm niemieckich. Uwierzył ekspedientce, że garnitur wygniótł się podczas transportu, ale powieszony w szafie "ułoży się". Mimo tych zapewnień, garnitur, który miał na sobie jedynie ok. 20 minut w czasie trwania ceremonii, marszczył się na szwach.
Następnego dnia po ślubie matka pana młodego odniosła garnitur do sklepu, zamierzając wymienić na inny. Gdy okazało się, że nie ma już podobnych, oddała strój w ramach reklamacji. Nie otrzymała jednak pieniędzy, gdyż właściciel sklepu nie uznał reklamacji. Kobieta poprosiła o pomoc Miejski Klub Federacji Konsumentów.
Rzeczoznawcy potwierdzili jej roszczenia. Stwierdzili, że garnitur gniecie się i marszczy na szwach. Federacja próbowała pertraktować ze sprzedawcą. Gdy to nie przyniosło rezultatów, w imieniu poszkodowanego klienta wytoczyła w 1998 roku sprawę właścicielowi sklepu. Domagała się zwrotu 899 zł za garnitur plus ponad 50 zł za opinię rzeczoznawców.
Powołując się na opinię biegłego oraz uwzględniając zeznania przedstawiciela producenta, który przyjął reklamację i zwrócił sprzedawcy pieniądze, sąd uznał we wtorek, że zasadne jest roszczenie o zwrot zapłaconej ceny z tytułu rękojmi wraz z ustawowymi odsetkami. Zasądził też od pozwanego zwrot kosztów ekspertyzy.
"Sprzedawca nie stawiał się na rozprawach, stosował różne wykręty, ale ja wierzyłam, że taki będzie tego koniec, że sprawiedliwość będzie górą. W końcu takie pieniądze piechotą nie chodzą" - powiedziała w sądzie matka Sebastiana Cz.
nat, pap
W listopadzie 1997 roku Sebastian Cz. kupił w łódzkim sklepie garnitur do ślubu, wyprodukowany przez jedną z markowych firm niemieckich. Uwierzył ekspedientce, że garnitur wygniótł się podczas transportu, ale powieszony w szafie "ułoży się". Mimo tych zapewnień, garnitur, który miał na sobie jedynie ok. 20 minut w czasie trwania ceremonii, marszczył się na szwach.
Następnego dnia po ślubie matka pana młodego odniosła garnitur do sklepu, zamierzając wymienić na inny. Gdy okazało się, że nie ma już podobnych, oddała strój w ramach reklamacji. Nie otrzymała jednak pieniędzy, gdyż właściciel sklepu nie uznał reklamacji. Kobieta poprosiła o pomoc Miejski Klub Federacji Konsumentów.
Rzeczoznawcy potwierdzili jej roszczenia. Stwierdzili, że garnitur gniecie się i marszczy na szwach. Federacja próbowała pertraktować ze sprzedawcą. Gdy to nie przyniosło rezultatów, w imieniu poszkodowanego klienta wytoczyła w 1998 roku sprawę właścicielowi sklepu. Domagała się zwrotu 899 zł za garnitur plus ponad 50 zł za opinię rzeczoznawców.
Powołując się na opinię biegłego oraz uwzględniając zeznania przedstawiciela producenta, który przyjął reklamację i zwrócił sprzedawcy pieniądze, sąd uznał we wtorek, że zasadne jest roszczenie o zwrot zapłaconej ceny z tytułu rękojmi wraz z ustawowymi odsetkami. Zasądził też od pozwanego zwrot kosztów ekspertyzy.
"Sprzedawca nie stawiał się na rozprawach, stosował różne wykręty, ale ja wierzyłam, że taki będzie tego koniec, że sprawiedliwość będzie górą. W końcu takie pieniądze piechotą nie chodzą" - powiedziała w sądzie matka Sebastiana Cz.
nat, pap