Sąd zakazuje wystawiania musicalu. Polacy zrobili plagiat?

Sąd zakazuje wystawiania musicalu. Polacy zrobili plagiat?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Sąd zakazał wystawiania i reklamowania polskiej adaptacji znanego francuskiego musicalu "Notre Dame de Paris", prezentowanej u nas jako "Notre Dame l'histoire". Francuzi zamierzają pozwać autorów polskiej adaptacji za plagiat. Chcą zażądać kilku milionów zł.

Według znawców spraw o ochronę praw autorskich zapowiada się najgłośniejszy od lat proces o ochronę praw autorskich.

Powodem jest francuska spółka NDP Project, będąca właścicielką praw do musicalu Luca Plamondona i Richarda Cocciante pt. "Notre Dame de Paris", wystawianego od lat w wielu państwach świata z udziałem znanych artystów, m.in. Garou. Zarzucili oni firmie Makroconcert, pod szyldem której przygotowano polską adaptację musicalu noszącą tytuł "Notre Dame l'histoire", plagiat i naruszenie ich praw autorskich. Od grudnia 2009 r. jest on wystawiany na różnych scenach w kraju - także w Sali Kongresowej w Warszawie.

"Jakiekolwiek insynuacje i oskarżenia o rzekomy >plagiat< są zupełnie bezpodstawne. Jesteśmy przekonani, że powstałe na tym tle nieporozumienie zostanie wkrótce wyjaśnione" - napisała w oświadczeniu Magdalena Poskart z Makroconcertu dodając, że firma nie zamierza odwoływać zaplanowanych przedstawień. Jak twierdzą prawnicy Francuzów, "doszło do niedozwolonej adaptacji/przeróbki musicalu jako utworu sceniczno-muzycznego", a ponadto w polskiej adaptacji dokonano "bezprawnego przejęcia do widowiska kluczowych, najbardziej rozpoznawalnych, a przez to najbardziej atrakcyjnych, elementów musicalu - czyli warstwy słownej i warstwy muzycznej z bezprawnym uzupełnieniem widowiska o elementy nowe, choć stanowiące adaptację lub przeróbkę elementów oryginalnych".

Na żądanie NDP Project Sąd Okręgowy w Warszawie pod koniec października wydał postanowienie o tzw. zabezpieczeniu powództwa, w myśl którego na czas procesu Makroconcertowi nie wolno wystawiać ani nawet reklamować musicalu "Notre Dame l'histoire". Decyzja - choć ma klauzulę wykonalności - nie jest prawomocna i Makroconcert może się od niej odwołać. - Na razie widzę, że musical jest w najlepsze reklamowany na mieście - mówił mec. Krzysztof Czyżewski, pełnomocnik NDP Project. Zapowiada on złożenie w najbliższych dniach cywilnego pozwu o plagiat, ochronę praw autorskich oraz naruszenie zasad uczciwej konkurencji i renomy spółki. Francuzi mają zamiar domagać się 600 tys. euro (ponad 2,6 mln zł) odszkodowania oraz 30 tys. euro (133 tys. zł) zadośćuczynienia. Jak mówi mec. Czyżewski, kwotę odszkodowania określono na poziomie trzykrotności minimalnej opłaty licencyjnej, jaką chcący wystawić musical muszą wykupić od NDP Project.

Spółka Makroconcert - jak dowiedziała się PAP - twierdzi, że jej musical to co innego niż "Notre Dame de Paris". Jak wskazuje, wykupiono w ZAIKS zgodę na wykorzystanie w ich widowisku poszczególnych piosenek. Jak przekonuje Magdalena Poskart z Makroconcertu, nie było konieczności wykupienia "wielkich praw teatralnych" na spektakl jako całość. Tym też Makroconcert tłumaczy, że nie zwracał się o licencję "najprawdopodobniej u francuskiej spółki >NDP Project<". "Pomimo jednak usilnych starań nie udało nam się skontaktować z tym podmiotem, wszystko wskazywało na to, że jest to spółka tylko >na papierze<" - napisała Poskart. Utrzymuje ona, że spektakl "Notre Dame l'histoire" nie jest opracowaniem musicalu ani tym bardziej jego plagiatem, "ponieważ ogranicza się jedynie do koncertowego wykonania (w oryginale!) niektórych piosenek z tego musicalu, nie korzysta natomiast z innych elementów tego musicalu, tj. ze scenografii, kostiumów czy choreografii".

Skala żądań pozwu powoduje, że sprawa może być jednym z największych w kraju procesów o ochronę praw autorskich. W 2006 r. warszawski sąd przyznał całość praw autorskich do książek Pawła Jasienicy jego córce. Syn drugiej żony pisarza - która donosiła na niego jako agentka SB - mógł na mocy decyzji sądu tylko zachować księgozbiór po Jasienicy. Spór o prawa autorskie po znanym autorze esejów historycznych uniemożliwiał przez kilka lat wydawanie jego książek. Sąd uznał wniosek Ewy Beynar-Czeczott, która chciała odebrania praw synowi drugiej żony ojca Neny O'Bretenny, która jako agentka "Ewa" donosiła m.in. w 1968 r. na pisarza.

W 2000 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że Aleksander Kwaśniewski ma przeprosić spadkobierców Jana Izydora Sztaudyngera za wykorzystanie bez ich zgody jego fraszki w prezydenckiej kampanii wyborczej w 1995 r. Wówczas w łódzkim komitecie wyborczym Kwaśniewskiego rozdawany był plan lekcji z wizerunkiem i podpisem kandydata, na którym - bez zgody spadkobierców autora - umieszczona była fraszka Sztaudyngera: "Uwaga, profesorzy, geniusze często uczą się najgorzej!". W porównaniu z oryginałem tej wydanej po raz pierwszy w Krakowie w 1975 r. w tomiku "Piórka" fraszki, zmieniono jej interpunkcję i pominięto tytuł: "Studencka przestroga".

pap, ps

 0

Czytaj także