Według prognoz ONZ, w ciągu 50 lat ludność Polski zmniejszy się o 3,5 mln. Przyrost naturalny oscyluje koło zera, w perspektywie kilku lat będzie ujemny.
Polska jest obecnie w niekorzystnej sytuacji demograficznej, w jakiej do tej pory nie była poza okresami wojen. Skutki będą widoczne, gdy ci, którzy teraz się rodzą, będą emerytami.
"Zachwianie poziomu między tymi, którzy PKB produkują, a jego konsumentami, może doprowadzić do wzrostu napięcia między pokoleniami i do złych relacji między dziadkami a wnukami" - powiedział przewodniczący Rządowej Rady Ludnościowej prof. Zbigniew Strzelecki.
"Trudna sytuacja na rynku pracy powoduje, że kobiety późno wchodzą w okres reprodukcyjny i często decydują się tylko na jedno dziecko, żeby szybko wrócić do pracy" - mówiła dyrektor Urzędu Statystycznego w Kielcach, Janina Janecka.
Zdaniem demografów, dla zwiększenia liczby urodzeń konieczna jest poprawa warunków bytowych - praca i dochód umożliwiający urodzenie i wychowanie dzieci.
"Media nie powinny obrzydzać ludziom rodziny, mówić, że po urodzeniu dziecka spada poziom życia, namawiać do pójścia inną ścieżką niż rodzice, do korzystania z uciech życia. Decyzje o posiadaniu dziecka podejmuje małżeństwo, ale skutki odczuwa społeczeństwo" - powiedział Strzelecki.
"Po raz pierwszy w Polsce mamy sytuację braku przyrostu naturalnego, ale nie należy jeszcze rwać włosów z głowy. Gospodarka udźwignie ten problem - jeśli spadnie bezrobocie i jeśli społeczeństwo będzie więcej pracować, pracujący podołają utrzymaniu tych, którzy już nie będą pracować" - powiedział prezes Głównego Urzędu Statystycznego Tadeusz Toczyński.
Dwudniowe seminarium dotyczące problemów demograficznych Polski południowo-wschodniej zorganizowała Wyższa Szkoła Ekonomii i Administracji oraz Urząd Statystyczny w Kielcach w ramach I Kongresu Demograficznego.
W spotkaniu uczestniczą statystycy, demografowie oraz naukowcy z Kielc, Krakowa, Lublina, Rzeszowa oraz Warszawy i Łodzi. Przyjechali również statystycy słowaccy z dyrektorem departamentu Słowackiego Urzędu Statystycznego Marianem Horeckim.
nat, pap
"Zachwianie poziomu między tymi, którzy PKB produkują, a jego konsumentami, może doprowadzić do wzrostu napięcia między pokoleniami i do złych relacji między dziadkami a wnukami" - powiedział przewodniczący Rządowej Rady Ludnościowej prof. Zbigniew Strzelecki.
"Trudna sytuacja na rynku pracy powoduje, że kobiety późno wchodzą w okres reprodukcyjny i często decydują się tylko na jedno dziecko, żeby szybko wrócić do pracy" - mówiła dyrektor Urzędu Statystycznego w Kielcach, Janina Janecka.
Zdaniem demografów, dla zwiększenia liczby urodzeń konieczna jest poprawa warunków bytowych - praca i dochód umożliwiający urodzenie i wychowanie dzieci.
"Media nie powinny obrzydzać ludziom rodziny, mówić, że po urodzeniu dziecka spada poziom życia, namawiać do pójścia inną ścieżką niż rodzice, do korzystania z uciech życia. Decyzje o posiadaniu dziecka podejmuje małżeństwo, ale skutki odczuwa społeczeństwo" - powiedział Strzelecki.
"Po raz pierwszy w Polsce mamy sytuację braku przyrostu naturalnego, ale nie należy jeszcze rwać włosów z głowy. Gospodarka udźwignie ten problem - jeśli spadnie bezrobocie i jeśli społeczeństwo będzie więcej pracować, pracujący podołają utrzymaniu tych, którzy już nie będą pracować" - powiedział prezes Głównego Urzędu Statystycznego Tadeusz Toczyński.
Dwudniowe seminarium dotyczące problemów demograficznych Polski południowo-wschodniej zorganizowała Wyższa Szkoła Ekonomii i Administracji oraz Urząd Statystyczny w Kielcach w ramach I Kongresu Demograficznego.
W spotkaniu uczestniczą statystycy, demografowie oraz naukowcy z Kielc, Krakowa, Lublina, Rzeszowa oraz Warszawy i Łodzi. Przyjechali również statystycy słowaccy z dyrektorem departamentu Słowackiego Urzędu Statystycznego Marianem Horeckim.
nat, pap