Biegun Janka Meli

Biegun Janka Meli

"To prawie cud" - określa Marek Kamiński dojście w sobotę do Bieguna Północnego wraz z niepełnosprawnym 15-latkiem Janem Melą. W piątek wszystko wskazywało na to, że to się im nie uda.
"To prawie cud - powiedział Kamiński w rozmowie z Maciejem Wójcikiem z programu "Uwaga" telewizji TVN, która włączyła się w  organizację przedsięwzięcia. - W nocy z czwartku na piątek zdryfowało nas o dwa i pół kilometra oddalając od bieguna. Mieliśmy jeszcze prawie 22 kilometry do przejścia w dwa dni. To wydawało się nierealne. Kończyła się nam żywność. Po pokonaniu terenu, mocno pofałdowanego zwałami lodu, torosami, ujrzeliśmy płaską przestrzeń. Przestało dryfować, bo do tej pory ze zrobionych dwóch kroków jeden był do tyłu. Po raz czwarty dotarłem na Biegun Północny, ale po raz pierwszy w tak trudnych, wręcz ekstremalnych warunkach. Dotychczas nie widziałem takich wypiętrzeń, tylu pęknięć, szczelin, takiego księżycowego krajobrazu".

"Ja także prawie już zwątpiłem, że dojdziemy do bieguna. Choć tego zamierzenia nie stawiałem ponad wszystko, to byłoby mi przykro, gdyby nie zostało zrealizowane. Kiedy ukazała się przed nami płaska przestrzeń, serce zaczęło bić mi szybciej" - dodał Mela, najmłodsza osoba na świecie i pierwsza niepełnosprawna, która osiągnęła Biegun Północny.

We wcześniejszej relacji Marek Kamiński przekazał na stronę internetową www.uwaga.onet.pl: "Nastroje, choć staraliśmy się żartować, były jednak poważne. Ja sam tamtej nocy (z 22 na 23 kwietnia) dużo nie spałem. Myślałem jak to będzie, ponieważ szanse jeszcze wczoraj były bardzo małe. Poruszaliśmy się z prędkością dwóch, trzech kilometrów dziennie, a to zbyt mało, żeby dojść na biegun.

Przypomniała mi się taka historia, że jak w 1995 roku szliśmy z Wojtkiem Oskarem na Biegun Północny, to w pewnym momencie zostawiliśmy kurtki puchowe i śpiwory, ponieważ one były pełne lodu i rzeczywiście zaczęliśmy wtedy iść jak burza, dużo szybciej i udało nam się dojść na biegun. Teraz też zostawiłem kurtkę puchową, którą tutaj miałem, żeby przekonać biegun, by nas puścił. No i zaczęliśmy iść szybciej.

W ostatnich dniach szliśmy przez bardzo trudny teren, jeśli chodzi o torosy, o te płyty lodu, które są przemieszane w taki sposób, że pokonywanie ich jest niezwykle skomplikowane. Nie ma  prawie kawałka płaskiego terenu. Musimy się po prostu przedzierać przez zwały lodu. Musimy zdejmować narty. Dziś było też parę szczelin. Jedna była długa i szeroka. Musieliśmy poświęcić prawie pół dnia, żeby ją obejść, bo nie było w miarę bezpiecznego miejsca do przejścia i przeskoczenia. Dopiero po paru godzinach przedzierania się przez zwały lodu dotarliśmy do miejsca, gdzie w  miarę bezpiecznie, po zanurzonych kawałkach lodu, można było tę  szczelinę przejść. Takich mniejszych szczelin było jeszcze kilka po drodze".

Kamiński zapewniał wcześniej, że tak łatwo nie poddadzą się, że  będą walczyć, oczywiście w granicach bezpieczeństwa i nie za  wszelką cenę. Ocenił, że gdyby były normalne warunki, byliby w  stanie przejść 10 lub 15 kilometrów. "Biegun zawsze zaskakuje. W  tym roku też nas zaskoczył, ponieważ na początku wszystko szło zgodnie z planem i warunki były, może nie najlepsze, ale znośne. W  tej chwili teren stanął dęba".

W relacjach Kamiński zwracał uwagę na krajobraz jak z bajki o Królowej Lodu. Trudno mu go było opisać, bo czasami wyglądał jak przedsionek piekła. Był kilka razy w tych okolicach, ale czegoś takiego jeszcze nie widział - przeróżne bloki lodu, strzaskane, wielotonowe, wmarznięte w wodę. Chaos, kataklizm, coś potwornego, jak to określił.

Gdański polarnik jak również i Mela zwrócili uwagę na jeszcze drugi cel wyprawy. "Jednocześnie idziemy na inny biegun, zbierając pieniądze na protezy dla dzieci i na ten biegun doszliśmy, można powiedzieć, już całkiem wysoko. Bardzo się z tego cieszymy"

Janek Mela w lipcu 2002 roku został porażony prądem z linii wysokiego napięcia w wyniku czego stracił rękę i nogę; porusza się przy pomocy protezy. Teraz, po dotarciu do Biegu Północnego, chce nadrobić zaległości w nauce i z równie dobrym skutkiem ukończyć gimnazjum.

W skład wyprawy obok Jana Meli i Marka Kamińskiego, pierwszego na świecie człowieka, który w ciągu jednego roku (1995) dotarł samotnie na oba bieguny, wchodzili oceanografowie Wojciech Ostrowski i Wojciech Moskal.

em, pap

Czytaj także

 0