Tor w Szanghaju to duma chińskiego sportu. Ale tak naprawdę najwięcej uwagi przyciąga strona biznesowa przedsięwzięcia. Lista sponsorów wyścigu brzmi niczym przedruk listy największych firm świata magazynu Fortune. Są tam producenci samochodów, liczący na sukcesy wśród rosnącej liczby chińskich kierowców. Są także firmy naftowe, ubezpieczeniowe, producenci elektroniki, piwa, a także - ku oburzeniu organizacji zdrowotnych - koncerny tytoniowe. W przypadku tych ostatnich logo obecne będzie tylko na samochodach. Zabroniono im wstępu na bilbordy. Wszyscy uznają, że choć Chiny są trudnym i mało przewidywalnym rynkiem, to jednak nikt nie może sobie pozwolić na wypadnięcie z niego. Zwłaszcza, że według niektórych przewidywań, przegoni on Japonię już za dziesięć lat.
Z kolei Szanghaj liczy, że impreza, w którą włożono dwieście milionów dolarów, zwróci się wielokrotnie w ciągu najbliższych lat. Formuła 1 pozwala na pozostanie w centrum uwagi światowego biznesu. Jest to szczególnie cenne w czasie, gdy reflektory kierują się Pekin, szykujący się do Igrzysk Olimpijskich w roku 2008.
Zdaniem komentatorów, komercyjną nośność Formuły 1 w Chinach zwiększyłby znacznie chiński kierowca. Wówczas sport samochodowy miałby szansę na powtórzenie sukcesu koszykarskiej NBA, która podbiła Chiny za sprawą zawodnika Houston Rockets Jao Minga.
Bilety na wyścig są już wyprzedane. Spodziewanych jest ponad 150 tysięcy widzów. Dalszych kilkaset milionów ma zasiąść przed telewizorami.
ss, bbc