W sobotę promotor zawodnika Andrzej Wasilewski oznajmił, że Bonin czuje się dobrze. "Tomek czuje się dobrze, świetnie, nic mu nie jest. Zawodnik po walce poczuł się słabo, co pewnie było skutkiem boksowania na bezdechu. Według trenera +głód tlenowy+ u zawodnika wystąpił w piątej-szóstej rundzie. Pięściarze starają się walczyć na bezdechu, gdy mają szansę zakończenia walki przed czasem" - powiedział Wasilewski. Jego zdaniem, to że zawodnik chwiał się pod koniec walki nie było skutkiem otrzymania silnego ciosu, a tylko efektem "głodu tlenowego", a po walce poddano go badaniu w szatni i w szpitalu na wszelki wypadek. "Wolałem dmuchać na zimne, chociaż nasz masażysta twierdził, że Tomkowi nic nie jest" - podkreślił.
Według Wasilewskiego, pobyt Bonina w szpitalu nie trwał dłużej niż pół godziny. Powiedział, że po opuszczeniu kliniki bokser usiadł za kierownicą samochodu, a następnie z żoną i dzieckiem udał się do swego domu w Elblągu.
Dla obserwujących walkę w bydgoskiej hali "Astoria" incydent ten wyglądał znacznie groźniej, niż wynika to z opisu promotora boksera. Trudno też uwierzyć, że zawodnik wkrótce po zasłabnięciu i mógłby jeszcze prowadzić auto. Przez około 20 minut pięściarzem zajmowali się lekarze w szatni, której pilnie strzegli ochroniarze. Dziennikarze widzieli jak w pewnym momencie sanitariusz wybiegł z hali, by z karetki przynieść sprzęt reanimacyjny. Gdy zawodnika wynoszono do karetki na noszach w masce tlenowej na twarzy ludzie z otoczenia boksera byli bardzo przejęci i zdenerwowani. Nikt z osób towarzyszących zawodnikowi nie chciał też rozmawiać z dziennikarzami, a Wasilewski i ochroniarze gwałtownie zareagowali, gdy operator TVP 3 próbował filmować wynoszonego do karetki zawodnika. Ochroniarze popychali go, mocno szturchali, starali się odwrócić i zasłaniali kamerę.
Bonin wygrał 10-rundową walkę z Dyczkowem jednogłośnie na punkty. Pierwotnie miał walczyć z Brazyliczykiem Luciano Torresem, który jednak nie dotarł do Bydgoszczy. Na jego miejsce w piątek ściągnięto Dyczkowa.
Po po pierwszych dwóch rundach wydawało się, że polski pięściarz bez większego trudu wygra walkę. Zadawał sporo ciosów. Białorusinowi jakby brakowało świeżości, nie zawsze w porę potrafił zareagować na ataki przeciwnika. Jednak z rundy na rundę Dyczkow boksował coraz lepiej. Od piątej rundy obaj zawodnicy toczyli dość wyrównany pojedynek. W dziewiątej rundzie widać było już zmęczenie Bonina (108 kg) i Dyczkowa (103 kg). Często wpadali na siebie, po ciosach spod rękawic tryskał pot. Bardziej powolny był już jednak Polak.
Bonin wyraźnie osłabł w ostatniej rundzie. Kilka razy z nisko pochyloną głową wpadał na Dyczkowa, przytrzymywał go. Na sam koniec pojedynku otrzymał z pozoru niegroźny cios, który jednak zamroczył go. Chwiejnym krokiem dotarł do swego narożnika. Nie wiadomo jak zakończyłaby się walka, gdyby przyszło mu walczyć dłużej.
em, pap