Pokonaliśmy Belgię

Pokonaliśmy Belgię

Po bramce Radosława Matusiaka w 19 minucie meczu Polska wygrała w Brukseli z Belgią 1:0 (1:0) w meczu grupy E eliminacji piłkarskich mistrzostw Europy.
Żółte kartki: Karel Geraerts, Thomas Vermaelen, Philippe Leonard, Timmy Simons, Bart Goor (Belgia), Jakub Błaszczykowski, Radosław Sobolewski (Polska). Sędzia: Stuart Dougal (Szkocja).

Widzów: 40 000.

Belgia: Stijn Stijnen - Carl Hoefkens, Philippe Leonard (79- Gaby Mudingayi), Daniel Van Buyten, Thomas Vermaelen - Anthony Vanden Borre (46-Stein Huysegems), Timmy Simons, Karel Geraerts, Bart Goor - Emile Mpenza, Kevin Vandenbergh (63-Luigi Pieroni)

Polska: Artur Boruc - Marcin Wasilewski, Jacek Bąk, Michał Żewłakow, Grzegorz Bronowicki - Jakub Błaszczykowski, Dariusz Dudka (79-Rafał Murawski), Radosław Sobolewski, Euzebiusz Smolarek - Maciej Żurawski (62-Łukasz Garguła), Radosław Matusiak (89-Przemysław Kaźmierczak)

W podstawowym składzie polskiej drużyny na mecz z Belgią, w porównaniu z wygranym spotkaniem z Portugalią (2:1), znalazło się pięciu nowych zawodników. Kontuzje i zaledwie dwa dni przygotowań do ważnego sprawdzianu to był podstawowy problem selekcjonera Leo Beenhakkera przed potyczką w Brukseli.

Niewiele brakowało, by mecz na stadionie króla Baudouina I rozpoczął się tak, jak z Portugalią, bo w dziesiątej minucie tylko odważna interwencja belgijskich obrońców zapobiegła utracie bramki po akcji Radosława Matusiaka z Euzebiuszem Smolarkiem.

W pierwszych minutach obie drużyny starały się zagrozić bramce rywala głównie przez dalekie podania do napastników, jednak obrońcy bez większego trudu przerywali takie akcje. Jako pierwszy pomylił się Daniel Van Buyten - w 19. minucie obrońcy Bayernu Monachium przed polem karnym piłkę odebrał Radosław Matusiak i w sytuacji sam na sam płaskim strzałem w długi róg pokonał Stijna Stijnena.

Po zdobyciu prowadzenia obraz gry się nie zmienił. Belgowie nie mieli atutów, by zagrozić bramce pewnie interweniującego Artura Boruca, który w środę po raz pierwszy zagrał w drużynie narodowej od niemieckiego mundialu, a Polacy okazji do podwyższenia prowadzenia szukali w kontratakach. Po jednym z nich, w 36. minucie, Radosław Matusiak idealnie zagrał do wychodzącego na wolne pole Euzebiusza Smolarka, jednak bohater dwóch poprzednich meczów reprezentacji minimalnie chybił. W 44. minucie strzałem z ostrego kąta belgijskiego bramkarza próbował pokonać Grzegorz Bronowicki, ale Stijnen złapał piłkę. Bramkarz Club Bruges byłby bezradny tuż przed przerwą, gdyby po dośrodkowaniu Macieja Żurawskiego i strzale głową Smolarka piłka leciała w światło bramki, a nie o centymetry minęła lewy słupek.

Na drugą połową Belgowie wyszli z jedną zmianą, a na boisku pojawił się napastnik Feyenoordu Rotterdam Stein Huysegems. W pierwszych minutach Polacy zostali zepchnięci do defensywy, ale do groźnych spięć pod bramką Artura Boruca nie dochodziło. W trudnych chwilach "biało-czerwoni" mogli liczyć na doping kilkunastu tysięcy kibiców, którzy od pierwszego gwizdka sędziego byli głośniejsi niż belgijscy kibice.

Podobnie jak w pierwszych 45 minutach mecz w drugiej połowie nie stał na najwyższym poziomie. Gra była chaotyczna, a na grząskiej murawie piłka często nie była posłuszna zawodnikom obu zespołów. Wiele akcji przerywanych było faulami.

Po opuszczeniu boiska w 62. minucie przez Macieja Żurawskiego, którego zastąpił Łukasz Garguła, polski zespół skupił się na defensywie, także dlatego, że osamotniony w ataku Radosław Matusiak nie stanowił takiego zagrożenia dla belgijskiej obrony, jak przed przerwą.

W 84. minucie w dogodnej sytuacji przed bramką Boruca znalazło się dwóch Belgów, którzy jednak biegnąc do piłki ... zderzyli się ze sobą.

Na ostatnie minuty Beenhakker posłał do boju debiutanta Rafała Murawskiego i Przemysława Kaźmierczaka, a Rene Vandereycken przesunął do ataku Daniela Van Buytena. Po jednej z akcji rosłego obrońcę w ostatniej chwili w polu karnym ubiegł Artur Boruc. Polski bramkarz wysokie umiejętności zademonstrował także w drugiej minucie doliczonego przez sędziego czasu gry, kiedy odważnie rzucił się pod nogi Emile Mpenzy i wygarnął mu piłkę.

Spotkania w Brukseli nie należało do tych, które kibice mogliby długo wspominać, ale przyniosło naszej reprezentacji cenne trzy punkty, które mogą mieć duże znaczenie w walce o pierwszy w historii awans do finałów ME.

pap, ab

Czytaj także

 0