Zdradliwy urok prostych wytłumaczeń

Zdradliwy urok prostych wytłumaczeń

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kwestia różnicowania się płci to doskonały przykład nieporozumień, do jakich może dojść w nauce. Choć teoretycznie mechanizm wydaje się bardzo prosty, w praktyce nałożenie kilku prostych elementów daje bardzo złożony obraz.
Takim uproszczonym, a zarazem bardzo wygodnym - nie tylko z powodów
naukowych - podejściem było przyjęcie modelu, w którym każdy z nas na
początku jest kobietą i jeśli męski gen w tym nie "przeszkodzi", ową
kobietą pozostaje. Jednak kolejne odkrycia pokazują, że prawda nie jest
tak prosta i oczywista. Gdy w grę wchodzi kilka genów, możliwe stają się
różne kombinacje, które nijak nie pasują do szkolnej regułki "XX =
dziewczynka, XY = chłopczyk". To zresztą jest powód, dla którego
odczytanie ludzkiego genomu nie stało się - wbrew szumnym zapowiedziom
mediów - końcem ery chorób i starzenia się. Za większość procesów
chorobowych odpowiadają kombinacje działania wielu genów i ich produktów
(w tym złożone interakcje między genami i białkami na poziomie DNA),
tzw. śmieciowego DNA oraz rozmaitych czynników środowiskowych.
Rozkodowanie tej łamigłówki zajmie uczonym jeszcze wiele lat, jeśli nie
dziesięcioleci.

Różnice między płciami też kształtują się na wielu poziomach:
genetycznym, hormonalnym, neurologicznym czy wreszcie kulturowym.
Zwłaszcza na tym ostatnim dochodzi ostatnio do wielkich zmian, które
zmieniają definicje tego, co której płci przystoi i jakie role społeczne
są do niej przypisane. I choć natura często dochodzi do głosu mimo
otoczki kulturowej, warto pamiętać, że proste rozgraniczenia i definicje
często prowadzą na manowce.
 0

Czytaj także