Poniedziałek, godzina 13.00, wysokie piętro warszawskiego biurowca. Menedżerowie średniego i wyższego szczebla chwytają za teczki i pędzą do windy. Najbliższe półtorej godziny to pora lunchu.Oficjalnie - jedzonego z klientem czy nowym kontrahentem. W rzeczywistości spędzanego na rozkoszach dużo intensywniejszych niż jedzenie. Marek, 43-letni finansista, szef kluczowego działu firmy, wydaje podwładnym ostatnie dyspozycje przed ważnym spotkaniem. Tak ważnym, że jego komórka będzie wyciszona, a telefonu z pracy nie usprawiedliwiłby nawet krach na giełdzie. Jak co tydzień wskakuje do taksówki i każe się zawieźć kilka przecznic dalej. W luksusowym apartamencie na strzeżonym osiedlu w okolicach Nowego Miasta wita go Monika. W idealnym makijażu, francuskiej bieliźnie i szpilkach ozdobionych kryształkami Swarovskiego nie wygląda na swoje 19 lat. Po pół godzinie intensywniejszej niż gra w squasha i fizjologicznej, jak lubi ją nazywać, drzemce, Marek pozwala się jeszcze wykąpać, nasmarować kremem i napoić świeżo wyciśniętym sokiem z grejpfrutów. Do pracy wraca naładowany pozytywną energią, gotowy do najbardziej ryzykownych inwestycji. W biurze może siedzieć do nocy, jest łagodniejszy dla pracowników i nawet telefony od żony irytują go mniej niż zazwyczaj. – Mam więcej adrenaliny niż po kresce koki, a endorfiny zalewają mnie niczym po dwugodzinnym biegu – mówi.
REKLAMA
Karolina Filiks
O erotycznych zwyczajach wykształconych i dobrze sytuowanych mężczyzn czytaj w poniedziałek w tygodniku Wprost