Kluzik-Rostkowska oceniła też, że autorzy planu użyli niezrozumiałej
nowomowy. Jako przykład podała fragment tekstu: "Powinno to zapewnić nieskrępowane
działanie automatycznych stabilizatorów koniunktury, nakierowanych na zmniejszenie
wahań cyklicznych w gospodarce oraz sprzyjać utrzymaniu długu publicznego na
bezpiecznym poziomie". W ocenie posła PiS Pawła Poncyljusza, nowomowa - używana w
tekście planu - przypomina słownictwo używane na Zjeździe Zjednoczeniowym PZPR w
1948 roku.
Zdaniem Kluzik-Rostkowskiej, Tusk - przedstawiając plan
naprawy finansów publicznych - występował jako szef Platformy Obywatelskiej, a nie
jako szef rządu. Jak zauważyła, politycy koalicyjnego PSL nie wiedzieli, co jest w
planie Tuska. - To, co zostało zaprezentowane, świadczy albo o wielkiej
naiwności Tuska - który myśli, że Polacy mu uwierzą - albo o wielkim cynizmie
premiera, który zakłada, że cokolwiek powie, byle ładnie to wyglądało, to na pewno
się sprzeda i Polacy w to uwierzą. Ja już premierowi nie wierzę - podkreśliła
Kluzik-Rostkowska.
REKLAMA
Pocyljusz ocenił, że
przedstawiony plan nie jest programem konkretnych działań rządu, ale "bilansem
otwarcia rządu, który dopiero 100 dni temu objął władzę". - To bardziej uczesanie
pewnych myśli i pokazanie, że coś chcemy zrobić, ale na razie nie
wiemy, jak to w praktyce ma wyglądać - uważa poseł PiS. - Donald Tusk jest jak
silnik diesla w traktorze, to znaczy zawsze zapali, ale za szybko nie pojedzie. My
oceniamy ten plan, jako zbieranina luźnych kartek z ministerialnych biurek, które na
razie nie znalazły odzwierciedlenia w konkretnych działaniach rządu - powiedział
Poncyljusz.
Plan przedstawiony przez Tuska w piątek na Politechnice Warszawskiej
przewiduje m.in.: ograniczenie wzrostu wydatków publicznych do 1 proc. w ujęciu
realnym, obniżanie zadłużenia i deficytu, przyspieszenie prywatyzacji i
upowszechnienie systemu emerytalnego.
PAP, arb