Według Migalskiego, gdyby w rolę Bronisława Komorowskiego i Radosława Sikorskiego wcielili się Joachim Brudziński i Zbigniew Ziobro, a debatę między nimi mieliby - zamiast Sławomira Nowaka i Joanny Muchy prowadzić Beata Kempa i Przemysław Gosiewski, wówczas prasa z pewnością nazywałaby taki sposób organizacji selekcji "autorytarnym" i krytykowałaby PiS za to, że marnuje pieniądze wyborców. "Wystarczy, że pewne rzeczy zrobiłby
Kaczyński i PiS, a przez kraj przelałaby się fala oburzenia na te
niecne ekscesy. Dlatego warto zwrócić się do wszystkich, którzy
nazywają to, co się dzieje wokół rywalizacji Bronka i Radka,
prawyborami . Albo nie macie bladego pojęcia czym są amerykańskie
"primaries",
albo jesteście posłusznymi i użytecznymi narzędziami w rękach Platformy" - pisze Migalski.
"Kto nazywa to, w co bawi się Platforma, prawyborami, jest
otępiałym żółwikiem. Nazywajmy to jak chcemy - eliminacjami, chowem
wsobnym, grą wstępną, przedbiegami. Ale nie deprecjonujmy
słowa prawybory. To apel nie do
otępiałych żółwików - ci niech sobie mówią, co chcą" - kończy swój wpis Migalski.
REKLAMA
arb