Profesor do wynajęcia

Profesor do wynajęcia

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ostatnie tygodnie przypominają nam, że nauki społeczne przy okazji kampanii wyborczej stają się nagle orężem w walce politycznej. Nie ma profesorów zwyczajnych. Są albo lewicowi albo prawicowi. Za Kaczyńskim. Za Komorowskim.
Do refleksji na ten temat skłoniła mnie niesłychana aktywność medialna profesor Jadwigi Staniszkis zakochanej w Jarosławie Kaczyńskim. Sama, z własnej woli stanęła na pierwszej linii frontu o lepszą przyszłość Polski. Lepszą, w rozumieniu pani profesor. Po drugiej stronie frontu stoi zaś np. Ireneusz Krzemiński. Oboje zaangażowali się w kampanię, bo taka była potrzeba. Bo chcieli dać świadectwo swojej wiary w ulubionego kandydata. Bo nie mogli milczeć. Bo "coś tam, coś tam" - jak mawia pewna pani poseł.

Niestety do tych szlachetnych pobudek trzeba dodać trochę prozy życia. W jakiej roli występują te osoby w mediach? Chyba nie jako przedstawiciele uczelni. Co powiedzą swoim studentom kiedy wrócą w uniwersyteckie mury? Niestety znów tryumfować będą ci, którzy za prawdziwą naukę uważają jedynie nauki ścisłe. Wąski jest obszar wiedzy naukowej co do której istnieje zgodność socjologów czy politologów. Reszta jest milczeniem, albo zbiorem teorii, koncepcji i hipotez. Wszystko jest płynne. A ja i tak wiem, że profesor Kazimierz Kik jeśli zostanie poproszony o komentarz do TV to będzie opowiadał o wrażliwości lewicowej, a Andrzej Zybertowicz o szarych sieciach i układach.

Pogodzenie różnych ról społecznych w życiu jest trudne. To prawda. Ale warto się zastanowić co dobrego przynoszą publiczne deklaracje naukowców przedstawiających się jako niezależni i obiektywni? A co gdyby zrobić najzwyczajniej w świecie powszechny spis akademicki kto jest za kim, a przeciw komu i z głowy ?

Nie dziwmy się zatem, gdy przełączając kanały w TV usłyszymy: "Jak ten Pan z tytułem profesora może opowiadać takie bzdury ?". Szanowny Panie, zapewniam Pana, że może.

Adrian Ninard