O wyznaczeniu środowego, dodatkowego terminu
posiedzenia SA ws. zażalenia obrony na wydanie informowała w poniedziałek rzeczniczka SA sędzia Barbara Trębska. Dodała, że wynika to z faktu, iż SA dostrzegł
"braki formalne w postępowaniu międzyinstancyjnym". Nie ujawniła, na czym miałyby
one polegać.
Po środowym niejawnym posiedzeniu mec. Krzysztof Stępiński - polski
obrońca domniemanego agenta Mossadu - powiedział dziennikarzom, że ani on, ani
prokuratura nie dostrzegli żadnych braków postępowania. W związku z tym SA uznał, że
zażalenia i obrony, i prokuratury na decyzję o wydaniu Brodsky'ego zostały złożone w
terminie.
REKLAMA
Posiedzenie SA nie było merytoryczne, lecz formalne. Dlatego też
Brodsky nie został na nie doprowadzony z aresztu, gdzie przebywa od 4 czerwca, gdy
zatrzymano go na Okęciu na podstawie wydanego przez Niemcy europejskiego nakazu
aresztowania. Ciążą tam na nim zarzuty działalności wywiadowczej przeciw Niemcom
oraz poświadczenia nieprawdy i pomocy w sfałszowaniu dokumentów dla osoby, która
miała brać udział w zabójstwie przez Mossad lidera Hamasu w Dubaju.
Obrona
złożyła własne zażalenie na decyzję Sądu Okręgowego w Warszawie o zgodzie na
wydanie, ale prawo do zażalenia ma także sam Brodsky, który nie dostał jeszcze
przetłumaczonego na jęz. hebrajski uzasadnienia sądu. Mec. Stępiński mówi, że na
takie zażalenie Brodsky będzie miał trzy dni od doręczenia mu tekstu uzasadnienia w
jęz. hebrajskim. Tłumaczenie na hebrajski sąd wysłał Brodsky'emu 19 lipca - mówił w
poniedziałek PAP rzecznik Sądu Okręgowego Wojciech Małek. "Nic mu nie doręczono" -
podkreślał Stępiński.
7 lipca SO orzekł, że Brodsky może być przekazany do
Niemiec, ale mógłby tam być ścigany nie za szpiegostwo, lecz tylko za poświadczenie
nieprawdy i pomoc w sfałszowaniu dokumentów. Sąd częściowo uwzględnił wniosek o
przekazanie go do Niemiec, podkreślając, że nie wypowiada się o winie czy
niewinności Brodsky'ego, ale tylko o przesłankach dopuszczalności jego
wydania.
Sędzia SO Tomasz Całkiewicz powołał się na polski Kodeks postępowania
karnego, który stanowi, że odmawia się wykonania ENA m.in. wtedy, jeżeli wydano go
"w związku z przestępstwem popełnionym bez użycia przemocy z przyczyn politycznych".
Sąd ocenił, że zapis ten odnosi się do zarzucanego Brodsky'emu przestępstwa udziału
w obcym wywiadzie na szkodę Niemiec. Według sędziego, samo branie udziału w
działalności wywiadowczej, rozumianej jako zorganizowana działalność suwerennego
państwa, nie jest związane z przemocą. Sędzia podkreślił, że wniosek Niemców o ENA
"nie dotyczył żadnych zabójstw".
Zdaniem SO w wątku szpiegostwa nie została też
spełniona tzw. zasada wzajemności, która jest warunkiem wydania kogoś obcemu
państwu. W Polsce nie jest bowiem karany udział w obcym wywiadzie przeciw Niemcom, a
w Niemczech - przeciw Polsce. Polski kodeks karny przewiduje karalność tylko
działalności wywiadowczej skierowanej przeciw interesom RP.
Zarazem SO uznał, że
nie ma przeszkód do wydania Brodsky'ego za ścigane w obu państwach "przestępstwo
pospolite": poświadczenie nieprawdy i fałszerstwo. SO zaznaczył, że Brodsky będzie
mógł stanąć przed niemieckim sądem tylko za te dwa przestępstwa, a nie za
szpiegostwo. Za czyny, na których ściganie zgodził się sąd, groziłoby mu do trzech
lat więzienia, a za szpiegostwo - do pięciu lat. SO przedłużył też areszt wobec
Brodsky'ego na maksymalnie możliwy czas - do 11 września br. (do tego czasu polskie
sądy muszą zakończyć postępowanie o jego wydanie).
Stępiński w zażaleniu na
decyzję SO wnosi o niewydawanie swego klienta do Niemiec, bo - jego zdaniem -
działał on z pobudek politycznych. Prokuratura Okręgowa w Warszawie zażaliła się zaś
na decyzję SO co do zarzutu szpiegostwa. Chce, by SA "zweryfikował, czy nie należało
uwzględnić wniosku strony niemieckiej w całości" - poinformowała PAP rzeczniczka
prokuratury Monika Lewandowska. Dodała zarazem, że wniosek polskiej prokuratury nie
obejmował wątku szpiegostwa.
To niemieckie media ujawniły, że Brodsky'ego w
początkach czerwca zatrzymano w Polsce. Uznano to za "kontrolowany przeciek" władz w
Berlinie. Według tygodnika "Der Spiegel", domniemany agent przebywał w Niemczech
jako Alexander Verin, a analiza jego płatności dokonywanych kartami kredytowymi
wykazała, że posługiwał się także nazwiskiem Brodsky. Dwaj izraelscy ministrowie
mówili po ujawnieniu sprawy, że Polska powinna przekazać zatrzymanego ich krajowi.
Nic jednak nie wiadomo o oficjalnym piśmie. Izraelski dziennik "Haarec" podawał, że
Polska czuje się zakłopotana i schwytana w potrzask między dwoma państwami, które
uważa za przyjaciół - Izraelem i Niemcami.
Premier Donald Tusk mówił, że zależy
mu, aby sprawa nie zaszkodziła polsko-izraelskim stosunkom, a zarazem zwracał uwagę,
że przepisy prawa europejskiego nie dają zbyt wielu możliwości działania polskiemu
sądowi. Z kolei polska prokuratura "nie bierze pod uwagę kwestii politycznych", lecz
tylko procedury i podkreśla, że Izrael nie jest stroną postępowania ws. wniosku
ENA.
19 stycznia Mahmud al-Mabhuh, jeden z założycieli Brygad Ezedina al-Kasama,
wojskowego skrzydła Hamasu, został zamordowany w hotelu w Dubaju. O zabójstwo
policja emiratu oskarża izraelskie służby wywiadowcze. Zabójcy posługiwali się
paszportami państw Zachodu. W związku z zamachem Interpol poszukuje 27
osób.
PAP, im