Wiele osób, które obserwują politykę Turcji w ostatnich kilkunastu miesiącach, może uznać ją za pasmo porażek – Ankara zerwała bardzo bliskie relacje z dawnym sojusznikiem Izraelem, pogorszeniu uległy również stosunki Turcji z sąsiednią Syrią. Ostatnia francuska ustawa o masakrze Ormian doprowadziła do zamrożenia relacji Turcji z Francją, co prowadzi jednocześnie do pogorszenia pozycji tureckiego państwa na forum Unii Europejskiej. Skoro jednak jest tak źle, to dlaczego Turcja jest uznawana za największego zwycięzcę w regionie w 2011 roku?
REKLAMA
Cóż – dzieje się tak choćby dlatego, że - pomimo potężnych zawirowań gospodarczych w Europie i politycznych w Afryce Północnej – Turcja wciąż jawi się na scenie światowej polityki „zielona wyspa". W ostatnich latach gospodarka Turcji przeżywa wyraźny rozkwit, o którym państwa arabskie, ba – nawet kraje Unii Europejskiej – mogą tylko marzyć. Jeżeli Turkom uda się zrealizować ich ambitne plany - do 2023 roku kraj ten stanie się 10 największą gospodarką świata. Błyskawiczny rozwój jest możliwy, bowiem rząd miał odwagę wprowadzić odważne reformy w polityce fiskalnej i monetarnej, a także pobudzić sektor prywatny.
Turcja zdobyła również dodatkowe punkty w polityce międzynarodowej. Przez ostatnich 20 lat karty w regionie wśród państw muzułmańskich – oczywiście prócz Stanów Zjednoczonych – rozdawały Egipt i Arabia Saudyjska. Jednak w 2011 roku wydarzenia w Afryce Północnej, w tym zmiana rządów w Egipcie i wojna domowa w Syrii, doprowadziły do erozji dawnego układu. A w nowej rzeczywistości to Ankara dysponuje większością asów. Ważne jest również to, że Turcja skutecznie buduje swój wizerunek w regionie jako państwa walczącego o prawa człowieka – co zjednuje jej sympatię arabskiej ulicy. Dla bliskowschodnich demokratów Turcja stała się punktem odniesienia jako kraj cieszący się niezależnością polityczną od Zachodu i świeckością przy zachowaniu wyraźnie muzułmańskiego charakterem. Dla wielu Arabów Turcja jest dziś wzorem, za którym należy podążać. Dotyczy to także gorliwych wyznawców islamu, którzy doceniają wsparcie Turcji dla Palestyńczyków i libańskiego Hezbollahu.
Rosnąca emancypacja polityczno–gospodarcza Turcji może mieć poważne konsekwencje dla Unii Europejskiej. Turcja przestała zabiegać o członkostwo z taką determinacją jak jeszcze kilka lat temu - tureckie państwo jest coraz mniej zafascynowane Zachodem, za to coraz częściej spogląda w stronę własnych sąsiadów, z którymi zacieśnia współpracę. Obroty handlowe pomiędzy Turcją a Iranem wyniosły w 2010 roku aż 10 miliardów dolarów – bez porównania więcej niż z Unią Europejską. Jeżeli szybki wzrost gospodarczy Turcji oraz demograficzny i gospodarczy upadek Europy będą postępowały w najbliższych latach, wówczas już niebawem to Bruksela będzie zabiegać o współpracę z Ankarą.
Zwycięska Turcja
2011-12-28 12:09
Wiele osób, które obserwują politykę Turcji w
ostatnich kilkunastu miesiącach, może uznać ją za pasmo porażek – Ankara
zerwała bardzo bliskie relacje z dawnym sojusznikiem Izraelem, pogorszeniu
uległy również stosunki Turcji z sąsiednią Syrią. Ostatnia francuska ustawa o
masakrze Ormian doprowadziła do zamrożenia relacji Turcji z Francją, co prowadzi
jednocześnie do pogorszenia pozycji tureckiego państwa na forum Unii
Europejskiej. Skoro jednak jest tak źle, to dlaczego Turcja jest uznawana za
największego zwycięzcę w regionie w 2011 roku?
Cóż – dzieje się
tak choćby dlatego, że - pomimo potężnych zawirowań gospodarczych w Europie i
politycznych w Afryce Północnej – Turcja wciąż jawi się na scenie
światowej polityki „zielona wyspa". W ostatnich latach gospodarka
Turcji przeżywa wyraźny rozkwit, o którym państwa arabskie, ba – nawet
kraje Unii Europejskiej – mogą tylko marzyć. Jeżeli Turkom uda się
zrealizować ich ambitne plany - do 2023 roku kraj ten stanie się 10 największą
gospodarką świata. Błyskawiczny rozwój jest możliwy, bowiem rząd miał odwagę
wprowadzić odważne reformy w polityce fiskalnej i monetarnej, a także pobudzić
sektor prywatny.
Turcja zdobyła również dodatkowe punkty w polityce
międzynarodowej. Przez ostatnich 20 lat karty w regionie wśród państw
muzułmańskich – oczywiście prócz Stanów Zjednoczonych – rozdawały
Egipt i Arabia Saudyjska. Jednak w 2011 roku wydarzenia w Afryce Północnej, w
tym zmiana rządów w Egipcie i wojna domowa w Syrii, doprowadziły do erozji
dawnego układu. A w nowej rzeczywistości to Ankara dysponuje większością asów.
Ważne jest również to, że Turcja skutecznie buduje swój wizerunek w regionie
jako państwa walczącego o prawa człowieka – co zjednuje jej sympatię
arabskiej ulicy. Dla bliskowschodnich demokratów Turcja stała się punktem
odniesienia jako kraj cieszący się niezależnością polityczną od Zachodu i
świeckością przy zachowaniu wyraźnie muzułmańskiego charakterem. Dla wielu
Arabów Turcja jest dziś wzorem, za którym należy podążać. Dotyczy to także
gorliwych wyznawców islamu, którzy doceniają wsparcie Turcji dla Palestyńczyków
i libańskiego Hezbollahu.
Rosnąca emancypacja
polityczno–gospodarcza Turcji może mieć poważne konsekwencje dla Unii
Europejskiej. Turcja przestała zabiegać o członkostwo z taką determinacją jak
jeszcze kilka lat temu - tureckie państwo jest coraz mniej zafascynowane
Zachodem, za to coraz częściej spogląda w stronę własnych sąsiadów, z którymi
zacieśnia współpracę. Obroty handlowe pomiędzy Turcją a Iranem wyniosły w 2010
roku aż 10 miliardów dolarów – bez porównania więcej niż z Unią
Europejską. Jeżeli szybki wzrost gospodarczy Turcji oraz demograficzny i
gospodarczy upadek Europy będą postępowały w najbliższych latach, wówczas już
niebawem to Bruksela będzie zabiegać o współpracę z Ankarą.