Gingrich zwyciężając w Karolinie Południowej udowodnił wszystkim, że nawet kandydat, który nie może się pochwalić poparciem wielkich nazwisk, może odnieść sukces w niezwykle wyrównanych prawyborach po prawej stronie amerykańskiej sceny politycznej. Gingrich ma za sobą wyborców określających się jako konserwatywni i bardzo konserwatywni - a więc żelazny elektorat Partii Republikańskiej. Z kolei Romney zgarnia głosy wyborców umiarkowanych - wyniki prawyborów wskazują, że kandydat ten wygrywa wśród głosujących przeciwko ruchowi Tea Party, a także wśród wyborców uważających, że aborcja powinna być legalna. Żadnej z tych grup wyborców z całą pewnością nie można nazwać tradycyjnym elektoratem Republikanów. I chociaż głosy wyborców umiarkowanych zazwyczaj przesądzają o zwycięstwie w ostatecznym starciu Republikanów z Demokratami, to jednak marzący o zwycięstwie kandydat powinien najpierw zagwarantować sobie bezdyskusyjne poparcie żelaznego elektoratu własnej partii. A z tym Romney zdaje się mieć problem.
REKLAMA
Jeśli nie Romney, to... Gingrich? Cóż - dziś nie można tego wykluczyć. Jeżeli cieszący się sympatią konserwatywnych wyborców kandydat utrzyma swoją pozycję w prawyborach organizowanych na Florydzie, a także nie straci dystansu do Romney'a w lutowych starciach, to może się okazać, że tzw. Super Wtorek (czyli dzień, w którym prawybory odbywają się jednocześnie w wielu stanach) może się dla niego zakończyć przyjemną niespodzianką. Zwłaszcza jeśli z wyścigu wycofałby się Rick Santorum - wówczas "Niedźwiedź" z Georgii (jak nazywa się Newta Gingricha) stałby się jedyną konserwatywną alternatywą dla Romney'a.
Na razie pewne jest jedno - będzie ciekawie. Już po prawyborach w Karolinie Południowej Romney rzucił rękawicę Gingrichowi oskarżając go o... używanie lewicowych argumentów. Romney, który przez chwilę czuł się już kandydatem na prezydenta, a teraz poczuł na plecach oddech rywala, zdaje sobie dziś sprawę, że walka o republikańską nominację wciąż trwa. A ten, kto chce ją wygrać, nie może brać jeńców.
Prawybory w USA: a jednak Gingrich?
2012-01-24 08:22
Gingrich zwyciężając w Karolinie Południowej udowodnił
wszystkim, że nawet kandydat, który nie może się pochwalić poparciem wielkich
nazwisk, może odnieść sukces w niezwykle wyrównanych prawyborach po prawej
stronie amerykańskiej sceny politycznej. Gingrich ma za sobą wyborców
określających się jako konserwatywni i bardzo konserwatywni - a więc żelazny
elektorat Partii Republikańskiej. Z kolei Romney zgarnia głosy wyborców
umiarkowanych - wyniki prawyborów wskazują, że kandydat ten wygrywa wśród
głosujących przeciwko ruchowi Tea Party, a także wśród wyborców uważających, że
aborcja powinna być legalna. Żadnej z tych grup wyborców z całą pewnością nie
można nazwać tradycyjnym elektoratem Republikanów. I chociaż głosy wyborców
umiarkowanych zazwyczaj przesądzają o zwycięstwie w ostatecznym starciu
Republikanów z Demokratami, to jednak marzący o zwycięstwie kandydat powinien
najpierw zagwarantować sobie bezdyskusyjne poparcie żelaznego elektoratu własnej
partii. A z tym Romney zdaje się mieć problem.
Jeśli nie Romney, to...
Gingrich? Cóż - dziś nie można tego wykluczyć. Jeżeli cieszący się sympatią
konserwatywnych wyborców kandydat utrzyma swoją pozycję w prawyborach
organizowanych na Florydzie, a także nie straci dystansu do Romney'a w lutowych
starciach, to może się okazać, że tzw. Super Wtorek (czyli dzień, w którym
prawybory odbywają się jednocześnie w wielu stanach) może się dla niego
zakończyć przyjemną niespodzianką. Zwłaszcza jeśli z wyścigu wycofałby się Rick
Santorum - wówczas "Niedźwiedź" z Georgii (jak nazywa się Newta
Gingricha) stałby się jedyną konserwatywną alternatywą dla Romney'a.
Na
razie pewne jest jedno - będzie ciekawie. Już po prawyborach w Karolinie
Południowej Romney rzucił rękawicę Gingrichowi oskarżając go o... używanie
lewicowych argumentów. Romney, który przez chwilę czuł się już kandydatem na
prezydenta, a teraz poczuł na plecach oddech rywala, zdaje sobie dziś sprawę, że
walka o republikańską nominację wciąż trwa. A ten, kto chce ją wygrać, nie może
brać jeńców.