Nie tylko ja nie słuchałam katechety. Nie słuchał go prawie nikt. Niezwykle trudno skupić się na modlitwie i problemach duchowych między sprawdzianem z matematyki, a kartkówką z chemii. Mieliśmy poczucie, że od ocen z tych „ważnych" przedmiotów pośrednio będzie zależała nasza przyszłość. Co ważniejszego mógł nam zaoferować katecheta? Jeśli nawet miał coś do zaoferowania, to niestety nie potrafił nas o tym przekonać.
Jako gimnazjaliści, a później licealiści wiedzieliśmy doskonale, czym są seks, alkohol, narkotyki, antykoncepcja i aborcja. Katecheta zdawał się wiedzieć na ten temat tylko tyle, że to wszystko jest złe i oddala nas od Boga. Dlaczego złe? W jaki sposób złe? Co religia oferuje w zamian? Tego nie wiedział lub nie chciał powiedzieć. Nie chciał rozmawiać także o strachu przed niepewną przyszłością, omijał temat presji wywieranej przez rodziców, nauczycieli czy środowisko. Wolał godzinami opowiadać o sakramentach świętych i obrządku liturgicznym. Przy tym – o ironio losu – choć przez tyle czasu mówił o celebracji Liturgii Słowa, Biblii nie położył na naszych ławkach ani razu.W Warszawie zakończyła się Konferencja Episkopatu Polski. Biskupi żądają, aby religia została przywrócona do ramowego planu nauczania w szkołach i znów stała się przedmiotem obowiązkowym. Twierdzą, że władze świeckie dyskryminują ten przedmiot i doprowadziły do jego marginalizacji. Trochę szkoda, że po dwóch dniach obrad to jedyny wniosek, do którego Episkopat doszedł w tej kwestii.
Polacy coraz dotkliwiej odczuwają skutki kryzysu gospodarczego. Wyścig szczurów po „umowy śmieciowe" rozpoczyna się już w przedszkolu, pierwsze objawy depresji psychologowie zauważają u dzieci ze szkół podstawowych, a syndrom wypalenia zawodowego u dwudziestokilkulatków. Mądrze i ciekawie prowadzone zajęcia traktujące o współczesnym świecie, człowieku i wierze są dziś potrzebne bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Niestety Kościół sam zmarginalizował religię - nie tylko jako przedmiot szkolny. Nie poświęcił czasu na przygotowanie ani nauczycieli, ani programu zajęć. Katecheta, zamiast oczarować młodych słuchaczy, pomóc im i napełnić ich nadzieją, pozwolił im zwątpić, że Kościół może dziś cokolwiek zaoferować młodym ludziom. Obowiązkowy znak krzyża na „trzy, cztery" może nie wystarczyć, by to zmienić.






















A gdzie miejsce na katechezę innych wyznań. Myślę, że nie stać nas na to aby zapewnić równy dostęp do takiej formy nauczania dla wszystkich wyznań. Wierzę w Boga i każdy powinien móc realizować swoje wyznanie - ale NIGDY w zinstytucjonalizowanej formie. Tu słychać echa obaw kościoła katolickiego przed przejściem na własny rachunek.rozwiń komentarz
Jeśli chcą wprowadzić w szkołach obowiązkową religię, niech dadzą chociaż dzieciakom wybór! Tak naprawdę, jest tyle ciekawszych odłamów wiary, niż ten który króluje w naszej Polsce. Dajmy dzieciom wybór, proszę! Nie róbmy z nich kolejnych ubezwłasnowolnionych ślepych owieczek. Wiara powinna być w sercu. Tego się nie nauczysz, to się czuje. I jeszcze płacić za wiarę??? Z jakiej racji? Podsumowując- jestem na NIE, chyba,że wprowadzimy do szkół WSZYSTKIE religie, a dzieciom damy wybór.rozwiń komentarz