Newsletter | Prenumerata | E-wydania | Mobile | RSS
Dołącz do nas:
Zobacz także:
Blogbox Infotuba.pl Gover.pl Pitbul
Tutaj jesteś: Strona główna | Tygodnik  Archiwum  Nagle otworzyło się niebo...
2204Magdalena RigamontiRozmawiała: Magdalena Rigamonti

Nagle otworzyło się niebo...

Teraz mówiono by o nim jako o gwieździe. Wielkiej gwieździe. Wiesław Dymny, współtwórca słynnej Piwnicy pod Baranami, autor piosenek, scenariuszy, oper, malarz, kostiumograf, aktor i satyryk, nie żyje od ponad 34 lat, a jednak w Krakowie jego sława nie gaśnie i nie zgaśnie. – Jak biorę pod uwagę, że on pół życia przepił, to zaczynam się zastanawiać, kiedy to wszystko napisał, namalował, zrobił, wyrzeźbił, sfotografował – opowiada Anna Dymna.
Magdalena Rigamonti: Chodzą słuchy, że pisze pani książkę o Wiesławie Dymnym. Prawda to?

Anna dymna: Od wielu lat Jurek Illg z wydawnictwa Znak, który wydał mi książkę „Warto mimo wszystko", wywiad rzekę, namawia mnie, żebym napisała o Dymnym.

A pani nie chce?

Chcę, nawet bardzo. Zresztą napisałam ją już wiele razy. Teraz znów zaczęłam…

Skocz do tekstu
REKLAMA

Od jakich słów?

Nie powiem pani. Wydaje mi się, że takich ludzi jak Wiesio już nie ma i jeszcze długo się ktoś taki nie urodzi. Pierwszy raz go zobaczyłam, kiedy miałam 18 lat… Byłam wtedy w zasadzie dzieckiem niewinnym, nieśmiałym. I bałam się go na początku. Taki opuchnięty, patrzył na mnie dziwnie. To było na planie mojego pierwszego filmu „150 km na godzinę". A potem przyszedł film „Pięć i pół bladego Józka”… I ten strach przemienił się w coś dziwnego. Nie da się o tym mówić, bo przecież pani wie… Nagle otwiera się niebo i człowiek jest bezradny.

Kiedy patrzę na zdjęcie pani i Dymnego…

To widzi pani, że byliśmy do siebie bardzo podobni. Niektórzy myśleli nawet, że jesteśmy rodzeństwem. Jednak ja o nim wiem tyle, ile mi powiedział.

Przeżyła pani z Dymnym osiem lat.

Sześć lat byliśmy małżeństwem. Ale kiedy usiłowałam opisać naszą znajomość, to poległam. Uznałam, że nie można jej ująć w konkrety, bo różne dramaty, różne sytuacje połączone były z ludźmi, którzy wtedy, w latach 70., się wokół nas kłębili. Proszę pamiętać, że czasy były wtedy potworne… I tak naprawdę sama nie wiem do końca, dlaczego Wiesiu nie żyje. Wie pani, sama też nie chcę się w tym babrać.

I o tym w książce nie będzie?

Impresje tylko. Opowiem coś pani. Trzy miesiące przed Wiesia śmiercią spaliło się nam mieszkanie. Zostały szczątki różnych rzeczy. Kiedy Wiesiu umarł, zaczęłam te szczątki przebierać, szukać strzępów, zeszytów, które się uratowały. Są ludzie, którzy napiszą dwa zdania i oprawiają je w ramkę. A Wiesiu pisał wszędzie: na kartkach, karteczkach, gazetach. W jakimś koszu na strychu znalazłam mnóstwo jego obrazków. I, pamiętam, kupiłam wielką skrzynię, do której wkładałam te uratowane rzeczy.

Podziel się

















Polecamy

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Dodatek
Wszystko o Finansach
Polecamy
Czytaj Wprost na Facebooku. Sprawdź aplikację już teraz !
Polecamy

Dodatkowe opcje wyszukiwania:
Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. zamknij
Więcej informacji w naszej Polityce prywatności