Ponad 250 tysięcy amerykańskich i brytyjskich żołnierzy znajduje się w rejonie Zatoki Perskiej, głównie w północnym Kuwejcie, gdzie przygotowują się do inwazji. Prezydent USA George W. Bush zapowiedział, że nastąpi ona, jeśli iracki przywódca Saddam Husajn nie opuści kraju najpóźniej w nocy ze środy na czwartek.
Rzecznik amerykańskich oddziałów zaprzeczył, że żołnierze są w strefie zdemilitaryzowanej. Rzecznik brytyjskich wojsk powiedział jedynie, że żołnierze zajęli "pozycje do ataku".
Strefa zdemilitaryzowana rozciąga się pięć kilometrów w głąb kuwejckiego i 10 km w głąb irackiego terytorium. Nie wiadomo jak daleko weszli żołnierze. W poniedziałek ze strefy wycofali się obserwatorzy ONZ.
Z kolei korespondenci kuwejckiego dziennika Al-Quabas podają, że byli świadkami jak na północ Iraku helikopterami dostarczono 150-osobowy desant amerykańskich jednostek specjalnych. Zadaniem grupy jest przygotowanie terenu do wejścia wojsk rozlokowanych w Turcji w pobliżu granicy z Irakiem.
Polska zamknęła ambasadę w Bagdadzie, a sześciu dyplomatów polskich przekroczyło granicę iracką z Jordanią w środę przed południem - poinformował rzecznik MSZ Bogusław Majewski. Rzecznik powiedział, że "ze względów bezpieczeństwa uznaliśmy to za najlepsze rozwiązanie".
Zobacz także w tygodniku "Wprost": Burza nad Irakiem, Miecz Zachodu
sg, pap