Klątwa Marii Skłodowskiej

Klątwa Marii Skłodowskiej

Polski naukowiec może wreszcie otrzymać Nobla
 Polscy naukowcy uzyskali w ostatnich latach najbardziej cenione na świecie wyróżnienia, takie jak Nagroda Kartezjusza, nagroda Europejskiego Towarzystwa Fizycznego czy Japan Prize, nazywana „japońskim Noblem". Czy nadszedł czas na najbardziej prestiżowe wyróżnienie w nauce dla polskiego badacza, jakim jest Nagroda Nobla?
Co roku 3 tys. wybranych osób z całego świata zgłasza naukowców, spośród których Komitet Noblowski wybiera 250-300 kandydatów. Nagrodę w każdej dziedzinie może otrzymać trzech kandydatów. Mimo że po ostrej selekcji nominowanych zostaje jedynie 15 kandydatów, polscy naukowcy również i w tej rywalizacji nie są bez szans. Niektórzy z nich są zgłaszani do Nobla od wielu lat. Jednym z nich jest prof. Mieczysław Mąkosza z Instytutu Chemii Organicznej PAN w Warszawie. Choć nominacje są tajne i mogą być ujawnione najwcześniej po 50 latach, wiadomo, że prof. Mąkosza kilkakrotnie już był nominowany do Nobla.

Spadkobiercy Kopernika
Największą nadzieją polskiej nauki na Nagrodę Nobla jest astronomia. Wprawdzie nie przyznaje się nagrody osobno w tej dziedzinie, ale wybitne odkrycia astronomiczne są honorowane Noblami w fizyce. Ostatnie takie wyróżnienie w 1993 r. otrzymali Russell A. Hulse i Joseph H. Taylor za wykrycie nowego typu pulsarów, swego rodzaju kosmicznych latarni omiatających przestrzeń snopem promieniowania radiowego. Od wielu lat jednym z najpoważniejszych kandydatów do nagrody są badacze zajmujący się poszukiwaniem planet poza Układem Słonecznym. Astronomowie odkryli już ponad 250 takich obiektów, w tym Gliese 581, planetę skalistą, na której może występować woda. W razie przyznania za te badania Nagrody Nobla wśród laureatów nie powinno zabraknąć Aleksandra Wolszczana. Polski uczony w 1991 r. odkrył pierwsze trzy takie globy. Były to planety znajdujące się w pobliżu pulsara o nazwie PSR BI257+112. Dziś poszukiwania planet pozasłonecznych są jedną z najważniejszych dziedzin astrofizyki. „Nature" w 2000 r. uznał odkrycie Wolszczana za jedno z 15 najważniejszych osiągnięć minionego stulecia (wraz z teorią względności Einsteina i wynalezieniem promieniowania X przez Roentgena).
Wśród kandydatów do Nobla wymieniany był pracujący od wielu lat w USA prof. Bohdan Paczyński, największy współczesny polski astronom i jeden z najbardziej znanych astrofizyków na świecie. Uczony otrzymał niemal wszystkie najbardziej liczące się nagrody naukowe, w tym tzw. astronomicznego Nobla i wyróżnienie im. Henry'ego N. Russella przyznawane przez Amerykańskie Towarzystwo Astronomiczne. Jednym z jego największych osiągnięć było opisanie zjawiska tzw. mikrosoczewkowania grawitacyjnego, ułatwiającego odkrywanie odległych globów.
Prof. Paczyński zmarł w 2007 r. na raka mózgu w wieku zaledwie 67 lat, po czterech latach walki z chorobą. Nadal jednak mówi się o polskiej szkole poszukiwania planet. Polscy astronomowie odkryli dotychczas dziewięć planet poza Układem Słonecznym, z tego cztery dzięki projektowi Optical Gravitational Lensing Experiment. Prof. Paczyński w 1992 r. założył go wspólnie z Andrzejem Udalskim z Uniwersytetu Warszawskiego (wykorzystywany jest w nim polski teleskop znajdujący się w obserwatorium w Las Campanas w Chile). W 2006 r. prof. Udalski odkrył w centrum galaktyki podobną do Ziemi lodowo-skalną planetę o temperaturze -220 stopni Celsjusza. Gdzieś w kosmosie muszą istnieć również planety bliźniaczo podobne do Ziemi, o takiej samej masie. Takie obiekty mogą zostać odkryte już w najbliższych latach.
W poszukiwaniach planet Polacy są liderami. – Na trzy zastosowane z sukcesem metody poszukiwania planet pozasłonecznych, krążących wokół gwiazd podobnych do Słońca, aż dwie zostały zastosowane przez nas – mówi prof. Udalski. Odrobina szczęścia może zadecydować o tym, kto pierwszy na nie natrafi. Gdyby udało się je odkryć polskim astronomom, nie byłoby wątpliwości, że oprócz Aleksandra Wolszczana szanse na Nobla z fizyki ma również Andrzej Udalski, który od 15 lat kieruje projektem OGLE.

Droga do Nobla
Komitet Noblowski lubi zaskakiwać. Stanley Prusiner z USA w 1997 r. – w apogeum choroby szalonych krów – otrzymał nagrodę za wykrycie prionów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wtedy nikt jeszcze nie udowodnił, że priony w ogóle istnieją (nawet dziś pojawiają się wątpliwości). Frederick Reines dopiero po 40 latach otrzymał nagrodę za przełomowe badania nad cząstkami elementarnymi, nazywanymi leptonami, choć jego badania już od dawna potwierdzili inni badacze. Ernst Ruska czekał 53 lata na Nobla za wynalezienie mikroskopu elektronowego. Niektóre Nagrody Nobla w nauce można jednak przewidzieć. Od kilku dziesięcioleci się zdarza, że Nobla dostają badacze, którzy wcześniej zostali laureatami innych cenionych wyróżnień. W medycynie takimi nagrodami są Albert Lasker Award oraz nagrody Paula Ehrlicha i Roberta Kocha. W fizyce drogę do Nobla często otwiera nagroda Europejskiego Towarzystwa Fizycznego. W ostatnich latach tak było w wypadku Gerardusa’t Hoofta i Martinusa J.G. Veltmana (1999 r.) oraz Davida J. Grossa, H. Davida Politzera oraz Franka Wilczka (2004 r.). Czy podobnie będzie w wpadku prof. Tomasza Dietla z UW i Instytutu Fizyki PAN, który w 2005 r. otrzymał tę nagrodę za pionierskie prace w elektronice kwantowanej, nazywanej spintroniką? Badania prof. Dietla mają tę zaletę, że znajdują praktyczne zastosowanie, co Komitet Noblowski preferuje od lat. Spintronika może doprowadzić do opracowania nowej generacji energooszczędnych tranzystorów i układów scalonych oraz do scalenia na jednej płycie mikroprocesora z twardym dyskiem. To byłaby rewolucja w elektronice. Klasyczna elektronika opiera się na tranzystorach i układach scalonych, w których wykorzystuje się przepływ prądu. Ale elektrony również obracają się wokół własnej osi i wytwarzają pole magnetyczne. Powstaje moment pędu, czyli tzw. spin. Płyta na twardym dysku zawiera informacje zapisane przez spiny skierowane w prawo lub w lewo. Do tej pory takim namagnesowaniem sterowano tylko w przewodnikach, jakimi są metale. Tranzystory są półprzewodnikami. Prof. Dietl wykazał, że niektóre półprzewodniki mogą mieć własności magnetyczne. Jeśli namagnesowanie można byłoby zmienić polem lub prądem, zapis byłby tysiąc razy szybszy i odbywałby się bez zawodnych układów mechanicznych. Według Dietla, takie rozwiązanie to kwestia kilku lat. Następny krok to uzyskanie materiałów z pojedynczych atomów, które podobnie jak żywe organizmy same by się budowały i w razie potrzeby same naprawiały. W przyszłości można byłoby zbudować znacznie bardziej wydajne komputery kwantowe. Za takie osiągnięcie Nobel wydaje się pewny, choć o przyznaniu tej nagrody nie decyduje wyłącznie liczący się dorobek naukowy.

Naukowy lobbing
Wnioski dotyczące poszczególnych kandydatów przesyłane są do odpowiedniego dla każdej dyscypliny komitetu, który składa się z pięciu członków wybieranych na trzy lata. „Wystarczy, że tylko jeden juror energicznie lansuje swojego kandydata, by doszło do jego wyboru. A rzadko się zdarza, by został wybrany ktoś, kto nie był silnie promowany" – twierdzi Hubert Filser w książce „Za kulisami Nagrody Nobla".
W 2005 r. Australijczycy Barry J. Marshall, J. Robin Warren otrzymali Nobla za wykrycie w 1979 r. Helicobacter pylori, bakterii wywołującej wrzody przewodu pokarmowego. Komitet Noblowski nawet nie wspomniał, że znacznie wcześniej, bo już w 1898 r., mikroba wykrył prof. Walery Jaworski z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uczony natrafił na nie, gdy badał pod mikroskopem próbki uzyskane po przepłukaniu żołądka pacjentów. Jego odkrycie pozostało jednak niezauważone głównie dlatego, że opublikował je tylko w Polsce.
W 2006 r. o Nagrodę Nobla otarł się prof. Mieczysław Mąkosza. Królewska Szwedzka Akademia Nauk nagrodziła w ubiegłym roku Yves’a Chauvina z Francji oraz dwóch Amerykanów – Roberta Grubbsa i Richarda Schrocka – za badania nad reakcją metatezy w syntezie organicznej. Niezwykle ważna metoda tej syntezy, polegająca na zastosowaniu katalizatora rutenowego, ułatwiła produkcję przemysłową wielu leków i tworzyw sztucznych. Polscy chemicy mieli jednak nadzieję, że Nobel zostanie przyznany także za katalizę międzyfazową, którą pod koniec lat 60. opracował prof. Mąkosza, a nie tylko za metatezę, która jest jej częścią. Podobnych rozczarowań jest więcej, bo w kolejce do Nobla robi się coraz ciaśniej.
W 2003 r. Paul C. Lauterbur i Peter Mansfield otrzymali nagrodę za odkrycia dotyczące wykorzystania rezonansu magnetycznego w medycynie. Wśród laureatów za to osiągnięcie zabrakło Raymonda Damadiana. Uczony twierdzi, że został okradziony z Nagrody Nobla. Jego zdaniem, to on jest głównym wynalazcą rezonansu magnetycznego. W każdym razie jego zasługi w rozwoju technik obrazowania narządów wewnętrznych są niepodważalne. W 2004 r. kontrowersyjne było przyznanie Nobla w dziedzinie chemii za mechanizm molekularny niszczenia białek. Nagrodę otrzymali dwaj izraelscy uczeni Aaron Ciechanover i Aram Hershko oraz Amerykanin Irwine Rose. Nie wiadomo, dlaczego pominięto Rosjanina Alexandra Varshavskiego. Jego badania miały decydujące znaczenie dla wykrycia tzw. proteolizy, kontrolowanej eliminacji białek.
Często nie bez znaczenia są animozje między badaczami. Tak było w wypadku Marii Słodowskiej-Curie. W 1903 r. pierwszą Nagrodę Nobla za odkrycie radu przyznano jej w ostatniej chwili przed ogłoszeniem nazwisk laureatów. Skłodowską chciał pominąć francuski matematyk Henri Poin-
care, który promował wyłącznie Henri Becquerela oraz Piotra Curie. W intrydze uczestniczył sam Becquerel, który wiedział o swej nominacji, choć zgodnie z zasadami powinno to być tajemnicą. O przyznaniu Nobla Polce zadecydował szwedzki fizyk Knut Agström, choć w 1903 r. nie była ona zgłoszona do nagrody. Na szczęście Komitet Noblowski uznał, że wystarczy posłużyć się zgłoszeniem, które wpłynęło rok wcześniej.
Polska nauka ma coraz więcej badaczy z szansami na Nobla. W chemii kandydatem jest prof. Krzysztof Matyjaszewski z Wydziału Chemii Carnegie Mellon University i Centrum Badań Molekularnych i Makromolekularnych PAN w Łodzi. Prof. Krzysztof Woźniak z Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że jest on największą szansą na polskiego Nobla w chemii od czasów prof. Włodzimierza Kołosa (który ponad 50 lat temu pierwszy policzył metodami chemii kwantowej energię molekuły wodoru o kilka rzędów wielkości dokładniej od dostępnych wtedy wartości eksperymentalnych). Prof. Matyjaszewski specjalizuje się w technologii powszechnie wykorzystywanych polimerów. Jest jednym z najczęściej cytowanych na świecie chemików. W 2002 r. otrzymał najbardziej prestiżową w USA nagrodę w dziedzinie polimerów – Polymer Chemistry Award. Opracował nową metodę syntezy polimerów, które są podstawowymi składnikami tworzyw sztucznych.
Niemal wszyscy polscy kandydaci do Nobla są stosunkowo młodzi. Prof. Matyjaszewski i prof. Dietl mają po 57 lat. Aleksander Wolszczan skończył w tym roku 61 lat, a prof. Udalski – 50 lat. Po prawie 100 latach od przyznania drugiej Nagrody Nobla Marii Skłodowskiej-Curie (w 1911 r.) możemy się doczekać kolejnego polskiego Nobla w nauce. 

Prof. Andrzej K. Tarkowski
Biolog z Uniwersytetu Warszawskiego, laureat Japan Prize, honorowy członek Amerykańskiej Akademii Nauk. Zapoczątkował badania, które doprowadziły do zastosowania metod sztucznego zapłodnienia, komórek macierzystych i sklonowania owcy Dolly. Wykazał, że mysie zarodki można rozdzielić na pojedyncze komórki, z których powstają nowe zarodki. Ta metoda jest wykorzystywana w tzw. diagnostyce preimplantacyjnej. Wykazał, że można łączyć komórki różnych embrionów i uzyskać zarodki chimery. Zainicjował badania nad dzieworództwem u ssaków. Pierwsze badania rozpoczął w 1957 r. Przeprowadzał je wyłącznie w Polsce.

Prof. Leszek Kołakowski
Filozof i humanista, pierwszy laureat Nagrody im. Johna Klugego (amerykański Nobel w naukach humanistycznych, przyznawany przez Bibliotekę Kongresu USA). James Billington, dyrektor biblioteki, powiedział o Kołakowskim, że jest „filozofem najwyższych pytań stojących przez naszą cywilizacją i eseistą niezwykłego rozmachu". Udowodnił też intelektualną niemoc marksizmu.

Prof. Aleksander Brzeziński
Naukowiec z Centrum Badań Kosmicznych, laureat europejskiej Nagrody Kartezjusza. Wraz z międzynarodowym zespołem specjalistów opracował metodę umożliwiającą przewidywanie pozycji Ziemi względem gwiazd z dokładnością do 2 cm. Wcześniejsza metoda pozwalała przewidzieć pozycję naszej planety z dokładnością jedynie do 2 m. Bez tak dokładnego modelu ruchu Ziemi nie byłoby systemu GPS. Nie byłyby też możliwe obserwacje satelitarne oraz loty kosmiczne

Prof. Danuta Kiełczewska
Fizyk z Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Problemów Jądrowych im. Andrzeja Sołtana, laureatka Scopus Award for Scientific Achievement. Bada w Japonii neutrina, trudno wykrywalne cząstki elementarne. Wraz grupą fizyków z Japonii, USA i Polski, którym przewodzi prof. Koshiba, laureat Nagrody Nobla, prowadzi badania na dnie kopalni Kamioka, gdzie umieszczono detektor Super-Kamiokande rejestrujący skutki oddziaływań neutrin w wodzie. W ten sposób fizycy wykryli neutrina z centrum Słońca. W kopalni Kamioka po raz pierwszy zaobserwowano też neutrina, które powstały w odległym o 250 km akceleratorze.

Prof. Władek Minor, Prof. Zbyszek Otwinowski
Autorzy pracy z dziedziny krystalografii białek, która – według „The Scientist" – była w ostatniej dekadzie drugą najczęściej cytowaną publikacją naukową na świecie. Obaj badacze są absolwentami wydziału fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Opracowali program komputerowy, który skrócił badania struktury białek z kilku miesięcy do zaledwie 10 minut. W latach 2004-2005 był on stosowany w 78 proc. badań ustalających strukturę białek na bazie ich kryształów.
Okładka tygodnika WPROST: 41/2007
Więcej możesz przeczytać w 41/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0