Multi-kulti sukcesu

Multi-kulti sukcesu

Co zrobić, aby film, książka lub płyta odniosły sukces? Wystarczy wymieszać ze sobą kilka różnych nacji – i rekordowe nakłady lub kolejki do kina gwarantowane.
Dzięki wielokulturowości Doris Lessing dostała w tym roku literackiego Nobla. W 2001 roku szwedzcy akademicy wyróżnili V. S. Naipaula – pisarza, który także pełnymi garściami czerpał z wielokulturowych doświadczeń. Zachwyty nad Zadie Smith po opublikowaniu w 2000 roku „Białych zębów" to także konsekwencja jej multietnicznej tożsamości. Na tej samej zasadzie Ayo biła rekordy sprzedaży swej płyty „Joyful”. Jhumpy Lahiri w 2003 roku odniosła sukces książką „Namesake”, w której opisała dwa pokolenia hinduskich imigrantów żyjących w USA.

Na kanwie „Namesake" Mira Nair nakręciła „Imiennika”. I zrobiła to bardzo umiejętnie. Jej film ogląda się z taką przyjemnością, z jaką czyta się dobrze napisaną powieść. Akcja „Imiennika” toczy się niespiesznie, a mimo to reżyserka przez dwie godziny pokazuje ponad 30 lat życia rodziny hinduskich Amerykanów. Pozornie fabuła jest banalna. Ot, zwykłe koleje losu dwupokoleniowej rodziny: od jej założenia do śmierci. Wszystko w tym filmie toczy się według typowego bollywoodzkiego scenariusza, jest więc czasem słońce, czasem deszcz.

Na pewno jednak „Imiennik" nie jest typowym hinduskim wyciskaczem łez. Zbyt dobry to film, by grać tylko na najprostszych instynktach. Nair po mistrzowsku syntezuje wszystko co najlepsze w brytyjskim, amerykańskim i hinduskim kinie. To jest jej recepta na udany film. Po raz kolejny się potwierdza, że wymieszanie ze sobą kultur różnych narodów daje piorunującą mieszankę.

„Imiennik" („The Namesake”), reż. Mira Nair, Indie/USA, 2006

Czytaj także

 0