Z tego rozumowania wynika, że „wróg przyjaciela naszego wroga – jest naszym przyjacielem". Dość podobną,choć bardziej zaowalowaną opinię, jednak w zasadzie tożsamą, wyraził w Radiu Zet poseł PiS Janusz Cieszyński.
Dość podobną,choć bardziej zaowalowaną opinię, jednak w zasadzie tożsamą, wyraził w Radiu Zet poseł PiS Janusz Cieszyński. Z kolei europoseł i niedawno kandydat na prezydenta RP Grzegorz Braun, lider partii Korona na platformie X napisał coś skrajnie przeciwnego: „Teheran – Warszawa: wspólna sprawa". Wpis miał mieć dwa miliony wyświetleń...
Te przeciwstawne opinie każą zastanowić się nad tym, co jest zgodne z polskim interesem narodowym i polską racją stanu w kontekście kolejnej już, w ciągu półtora roku, wojny na Bliskim Wschodzie.
Dla ułatwienia wymienię to w punktach. Zanim to nastąpi podkreślę, że przedstawiam swoje stanowisko w tej sprawie kilkanaście godzin po ataku USA na Islamską Republikę Iranu.
1. Dla Polski zarówno w kontekście imperialnej polityki Rosji jak i „balance of power" na Starym Kontynencie ważna jest polityczna i militarna obecność Stanów Zjednoczonych Ameryki. Mówiąc obrazowo: im mniej USA w Europie, tym zapewne więcej Federacji Rosyjskiej z jednej strony, a Niemiec / Unii Europejskiej z drugiej. W tym kontekście sfokusowanie się USA na Bliskim Wschodzie (ale też Azji, Chinach, Tajwanie) jest dla nas niekorzystne bo oznacza, że „Jankesów" będzie więcej tam, a nie tu.
2. Przed amerykańskimi wyborami prezydenckimi w listopadzie 2024 wielokroć głosiłem publicznie, że w polskim interesie jest zwycięstwo Trumpa. Wygrał i niedługo potem wyszło na jaw, że Biały Dom za Bidena ingerował w wewnętrzne sprawy Rzeczypospolitej finansując kampanię ówczesnej opozycji (a obecnej koalicji rządowej) do parlamentu w roku 2023. Waszyngton obecnie daje gwarancje, że nie będzie wspierał lewicowych i liberalnych środowisk politycznych w Europie.
W naszym więc interesie jest, aby prezydent Trump cieszył się społecznym poparciem i miał mocniejszy mandat do rządzenia. Tymczasem zaangażowanie USA w następną wojnę na Bliskim Wschodzie popiera jedynie 16 proc. Amerykanów, a prawie cztery razy więcej, bo 60 proc. jest temu przeciwne.
Charakterystyczne, że nawet w elektoracie Republikanów proporcje te są zaskakująco podobne: decyzję o ataku na Iran popiera tylko 19 proc. wyborców Trumpa, a 55 proc. jest przeciw (a więc trzy razy więcej).
3. Jeżeli traktujemy USA jako strategicznego sojusznika, to jego polityka na Bliskim Wschodzie, abstrahując od jej słuszności czy też nie, może spowodować wzrost nastrojów antyamerykańskich w świecie, także w Europie. Czy jeśli nasz główny sojusznik będzie słabł to – zadam pytanie retoryczne – będzie to dla nas dobre czy złe?
Warto do tego tematu jeszcze powrócić. I będzie ku temu sposobność, bo ta wojna jeszcze, niestety, potrwa...
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.