Czy olbrzymi wzrost cen benzyny w USA, nawet o parędziesiąt procent może zaważyć na wyniku wyborów? Tego nie wiemy, ale w elekcjach pod każdą szerokością geograficzną ludzie bardziej patrzą na cenę galona (w Ameryce) czy litra (w Europie) benzyny niż na politykę międzynarodową.
Ceny benzyn uruchamiają domino wzrostu cen, co jest dość oczywiste nawet dla ludzi, którzy kompletnie nie interesują się polityką.
Wybory w USA odbędą się JUŻ, ale też DOPIERO za niemal trzy kwartały. Przez ten czas dużo się może zmienić. Są tacy, którzy mówią, że Amerykanie do tego czasu przyzwyczają się do wojny, a może nawet o niej zapomną, bo prezydent Trump będzie ją chciał skończyć wcześniej. Być może. Czy jednak będą ją chcieli skończyć sami Irańczycy? I, co ważniejsze, czy ekonomiczne skutki wojny nie uczynią wzrostu cen także za inne produkty?
Sondaże dla urzędującego prezydenta USA są słabe i coraz gorsze. Słabe były jednak również w czasie wielu miesięcy jego kolejnej kampanii prezydenckiej, a mimo to po raz drugi wygrał wybory – i to wyraźnie. Wyraźniej niż w 2016 r. Do listopada może się wiele zmienić. Także na lepsze dla 47. prezydenta w historii Stanów Zjednoczonych Ameryki. Jednak zmienić się wcale nie musi.
Na wzroście cen ropy korzysta Rosja. To przecież dla niej drugie największe źródło eksportu – obok uzbrojenia. Dzięki temu zasypie dziurę budżetową i pozyska środki na kolejne miesiące wojny w Europie Wschodniej.
Na wzrost cen nie może być też ślepa Unia Europejska. Co zrobi UE? Zapewne zje własny język i przeprosi się... z rosyjskimi surowcami, jak gaz i ropa. To będzie w praktyce oznaczało nowy reset w relacjach Unia-Federacja Rosyjska. Ucieszy to zapewne tych, którzy od dawna to sugerują, jak premierów Węgier, Czech i Słowacji, a zapewne też przyszłego premiera Bułgarii, który jeszcze jako prezydent tego kraju twardo opowiadał się przeciwko pomocy wojskowej dla Ukrainy, a nawet przeciwko jej akcesowi do UE. Ów spodziewany reset UE-FR w kontekście surowców energetycznych będzie też pretekstem dla takich krajów jak Niemcy, Belgia, a zapewne i Francja do powrotu normalizacji relacji z Moskwą.
Konsekwencje wojny Waszyngtonu i Tel-Awiwu z Teheranem mogą być olbrzymie i negatywne. Także dla Polski, a to dla nas jest najważniejsze.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.