Obowiązkowa deratyzacja w centrum Wrocławia i na jego obrzeżach trwa przez 10 miesięcy w roku. „Szczury widywane są niemal codziennie: w śmietnikach, na zapleczach sklepów, a także przy stertach jedzenia porzuconych na podwórkach” — pisze rozgłośnia.
Problem nie jest nowy. Jak usłyszała rozgłośnia, trwa od lat. Mieszkańcy tłumaczą, że kiedy wieczorem otworzy się okno, „słychać piski i tupot pazurów”. — Szczury buszują między krzakami, w których leżą ich martwe ciała — mówią wrocławianie.
Mieszkańcy są przerażeni. Ekspertka wskazuje problem
Mieszkańcy nie kryją przerażenia. — Boimy się korzystać z łazienki. Szczury wchodzą rurami, ślizgają się pazurkami, słychać ich piski, wychodzą na spacery z młodymi.
O to, czy możliwe jest całkowite wyeliminowanie szczurów z miasta, zapytała ekspertów „Gazeta Wrocławska”. Ci jednak nie mają złudzeń i mówią, że jest to niemal awykonalne ze względu na tempo rozmnażania się tych gryzoni.
— Ciąża szczura trwa od 21 do 29 dni, a wielkość miotu to średnio 8 młodych. Samice mogą wydać do pięciu miotów w ciągu roku, a są zdolne do rodzenia w wieku 3 miesięcy — tłumaczy dr Edyta Wincewicz z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.
Nieznana populacja szczurów. Walka na niewiele się zdaje
Nie wiadomo, ile dokładnie wynosi populacja szczurów we Wrocławiu. Dokładne oszacowanie liczby jest trudne. Jak jednak mówi „Gazecie Wrocławskie” mgr inż. Mateusz Krzyżowski z wrocławskiej firmy deratyzacyjnej DDD Serwis, „populacja szczurów we Wrocławiu ma się dobrze”.
— To, co się dzieje, przynosi chwilowy skutek, bo kanały, przejścia, stare nieużywane obiekty, generują liczbę szczurów na nowo. W jednym miejscu populacja szczurów jest zwalczana, w drugim nie robi się kompletnie nic — opowiada.
„Gazeta Wrocławska” podała, że w samym 2024 roku Wrocław wydał na deratyzację około 2,5 mln złotych. W tym roku kwota ta już teraz sięga 1,2 mln złotych.
