Jak chciwość zjada Zakopane. „Góry sprzedadzą, byleby zarobić”

Jak chciwość zjada Zakopane. „Góry sprzedadzą, byleby zarobić”

Zakopane
Zakopane Źródło: Shutterstock / Pavel Kuprevich
Zimowa stolica Tatr stała się targowiskiem próżności. Wszystko, co się świeci, jest drogie i błyszczące, znajdzie tu swoich kupców. Tylko przyzwoitość przestała być w cenie. O przemianie, jaką przeszedł najpopularniejszy polski kurort zimowy, opowiada Maciej Krupa, antropolog kultury i przewodnik tatrzański.

Małgorzata Fiejdasz-Kaczyńska: Zaczynają się ferie, bilety na trasie Warszawa-Zakopane wyprzedane. Znowu będzie klęska urodzaju?

Maciej Krupa: Sytuacja poprawiła się od kiedy ferie są podzielone na tury, bo w czasach, gdy wszyscy przyjeżdżali w ciągu dwóch tygodni, to było absolutne szaleństwo. A Warszawa nie od dziś lubi Zakopane.

Nie tylko Warszawa, także Dubaj czy Abu-Zabi.

Zakopane podlega modom jak każde turystyczne miejsce. Był okres ogromnego zainteresowania wśród klientów ze wschodu – myślę o Rosji czy Ukrainie – co radykalnie zmieniła wojna. W zeszłym roku poważną grupę stanowili Łotysze, choć Litwinów było chyba jeszcze więcej. Miałem okazję z nimi o tym rozmawiać i okazało się, że Tatry to po prostu dla nich najbliższe duże góry. Natomiast moda wśród turystów z Bliskiego Wschodu zrodziła się z korzystnego połączenia lotniczego z Krakowem. To specyficzni goście, rzadko korzystają z usług przewodników, nie przepadają za chodzeniem. Wolą jeździć, obojętne, czy dorożką, czy samochodem, więc jest to taki mniej aktywny, powiedziałbym, sposób zwiedzania.

Co jeszcze podoba się turystom z Bliskiego Wschodu w Zakopanem?

Artykuł został opublikowany w 3/2026 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.