5 września 2025 roku na trasie S19 doszło do tragicznego zderzenia dwóch pojazdów. Na prostym odcinku pomiędzy węzłem Jeżowe i MOP Podgórze miała miejsce kolizja białej i czarnej skody. Na miejscu zginęła wówczas 55-letnia dziennikarka Katarzyna Stoparczyk i 75-letni Jerzy Ch., pasażer jednego z pojazdów.
Śmiertelny wypadek z udziałem Katarzyny Stoparczyk. Co ze śledztwem?
Pozostali uczestnicy wypadku, w tym kierowcy obu samochodów, zostali przetransportowani do szpitala. W połowie grudnia zmarła kolejna osoba, która uczestniczyła w tamtej kolizji. Był to Witold K., kierowca białej skody. Wiadomo, że Katarzyna Stoparczyk podróżowała białym pojazdem. Śledczy cały czas powtarzają, że nie mogą jeszcze wskazać osoby odpowiedzialnej za tragedię. Czekają na opinię biegłych.
Prokuratura Rejonowa w Nisku w odpowiedzi na pytania Onetu poinformowała, na jakim etapie jest postępowanie, prowadzone od 4 miesięcy.
„W nawiązaniu do pisma dot. wypadku drogowego zaistniałego w dniu 5 września 2025 r. w miejscowości Jeżowe, w następstwie którego śmierć poniosła Katarzyna Stoparczyk uprzejmie informuję, że w sprawie zasięgnięto kompleksowej opinii Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dra Jana Sehna i Zakładu Medycyny Sądowej Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie” — przekazała zastępca Prokuratora Rejonowego Urszula Błądek.
„W zależności od treści opinii, w tym kierunku będzie kontynuowane postępowanie” – dodawała.
Wypadek z udziałem dziennikarki. Prokurator zgłaszał wątpliwości
Katarzyna Stoparczyk zginęła na skutek rozległych obrażeń wewnętrznych, mężczyzna z powodu urazu czaszkowo-mózgowego. W rozmowie z „Faktem” prokurator zajmujący się tą sprawą nie krył swoich wątpliwości. Jak mówił, jedną z największych zagadek była bardzo niska prędkość, z jaką poruszało się białe auto. Nie wiadomo też, jak Katarzyna Stoparczyk znalazła się na jezdni, skoro miała zapięte pasy.
– Na pewno pasy były zapięte, bo obraz sekcyjny na to wskazuje. A potem trwały czynności ratownicze nie tylko strażaków, ale podejrzewam, że również osób, które przybyły tam jako pierwsze, czyli innych uczestników drogi, którzy mogli tutaj służyć pomocą. Musimy to ustalać i zweryfikować — mówił „Faktowi” prokurator Piotr Walkowicz z Niska.
Czytaj też:
Tragiczny finał nielegalnego kuligu. 49-latek uderzył głową w słupCzytaj też:
Nagle zniknęła z serialu. Na jaw wyszła straszna prawda
