Sylwia Borowska: Jesteś 30 lat na scenie muzycznej, a wydajesz autobiograficzną książkę dopiero teraz. Dlaczego tak późno?
Norbert Dudziuk: Kilka osób mi to proponowało wcześniej, ale nie czułem się na to chyba gotowy. Choć udzielałem wielu wywiadów to nie umiałem sobie poradzić z tym najtrudniejszym tematem w moim życiu, czyli uzależnieniem od hazardu.
Próbowałem to gdzieś wykrzyczeć, a to w podcaście Mateusza Jędrasia, a to u Wojewódzkiego i Kędzierskiego, albo u Żurnalisty, ale byłem wtedy jeszcze za cienki, jeszcze w szponach kasynach, więc to był z mojej strony „głos wołającego na puszczy”.
Zagaiłem temat a potem skręcałem od razu w żart, obśmiewałem to, więc i nikt nie traktował tego poważnie, nie zagłębiał się tylko przechodził do następnego tematu.
Aż nadszedł ten odpowiedni czas?
Chyba tak, ale to był bardziej zbieg okoliczności. Koleżanka z mojej nowej redakcji – Silver TV – przesłuchała podcast Jędrasia i mówi do mnie pewnego dnia: „Norbi, przecież uzależnienie od hazardu to jest temat na książkę, a ja znam wydawnictwo, które mogłoby być tym zainteresowane”. I sprawy potoczyły się dość szybko. Chciałem, żeby ktoś napisał tę historię ze mną i tak poznałem ciebie.
Zaufałeś mi na tyle, że zgodziłeś się moje warunki – żadnej ściemy, kopiemy do spodu. Czyli byłeś gotowy na niewygodne pytania?
Nie bałem się niewygodnych pytań, wręcz przeciwnie. Odpowiadanie na nie było dla mnie wyzwalające. Nie zamawiałem laurki dla Norbiego. Chciałem powiedzieć, jak było naprawdę.
Gdy 6 lat temu trafiłem na terapię uzależnień i powiedziałem na głos: „od lat borykam się z tematem hazardu, a teraz to już po prostu jest dramat, nie kontroluję tego kompletnie, bo wszystko, co zarobię to wydaję w kasynie i ono jest dla mnie najważniejsze” poczułem, jakby spadł mi głaz z piersi.
A po raz drugi poczułem ulgę, kiedy pisaliśmy kolejne rozdziały naszej książki. Gdy spotkaliśmy, a mam intuicję do ludzi, poczułem: „no, to jest to, konkretna babka”. Nadszedł na to odpowiedni też moment, bo poczułem, że hazard jest daleko za mną, że jestem już innym człowiekiem. Ktoś powiedział mi nawet ostatnio: „Wróciłeś z dalekiej podróży”.
Ile lat byłeś w tej podróży, a dokładnie ile lat spędziłeś w kasynie?
Jeśli mowa o grze w kasynach, to dokładnie siedemnaście lat. Ale ja już od małego miałem, nazwijmy to pewne inklinacje. Jako dziewięciolatek grałem z kolegami z podstawówki w rzucanie monet na parapet. Drobne kwoty – złotówka, dwie, pięć złotych – bo to było w latach 80. Polegało to na tym, że pierwszy rzucał monetę na parapet, a drugi musiał rzucić swoją tak, aby przykryć tamtą – jeśli przykrywał, to wygrywał i zgarniał obie. Prawie zawsze mi się udawało, podczas gdy innym szło to gorzej. Siedziałem potem na lekcjach i na samą myśl, że zagramy po lekcjach, aż mnie w środku skręcało.
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
