Niemiecki dziennik Die Welt we współpracy z Niemieckim Centrum Gier Wojennych Uniwersytetu Bundeswehry im. Helmuta Schmidta w Hamburgu zorganizowało 1 grudnia 2025 r. całodniową grę wojenną. Zebrano emerytowanych dowódców wojskowych, byłych wysokich rangą urzędników międzynarodowych, dyplomatów i ekspertów ds. bezpieczeństwa i poproszono ich, aby wcielili się w role najwyższych decydentów w Niemczech, NATO, Rosji i Stanach Zjednoczonych.
Uczestnikom gry wojennej przedstawiono następujący scenariusz. Ukraina została zmuszona do zawarcia porozumienia pokojowego w 2026 r. Rosja przeprowadziła ćwiczenia wojskowe w Białorusi i zgromadziła siły wzdłuż granicy z Litwą. Dochodzi do ataku na członka NATO. Pretekstem jest sfabrykowane wideo, na którym niemieccy żołnierze stacjonujący w Litwie znęcającą się nad rosyjskojęzycznymi nastolatkami.
Moskwa hipotetycznie kontroluje przesmyk suwalski. Ponure wnioski po niemieckiej grze wojennej
Akcja miała trwać trzy fikcyjne dni, od 27 października 2026 r., będącego początkiem konfliktu, który mógłby przerodzić się w konflikt kontynentalny. Niebieska drużyna licząca dziewięć osób reprezentowała niemiecki rząd. Czerwona drużyna reprezentująca Rosję liczyła trzy osoby, a kolejne cztery były w drużynie międzynarodowej, w skład której wchodził Polak symulujący działania premiera Polski.
W ramach symulacji Rosja zajęłaby litewskie miasto Mariampol – kluczowy węzeł komunikacyjny w wąskim pasie między Rosją a Białorusią, położony około 27 km od granicy z Polską. Rosja zdobyła również „korytarz” przez Litwę do obwodu królewieckiego. Z kolei NATO nie podjęło żadnych działań w odpowiedzi na zajęcie terytorium członka sojuszu. Niemcom i innym krajom europejskim udało się zebrać niewielkie siły bez udziału Amerykanów. USA nie zdecydowały się bowiem uruchomić art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego, przychylając się do rosyjskiej narracji o „misji humanitarnej”.
Niemiecka brygada stacjonująca w Litwie nie podjęła interwencji, a Polska mimo rozpoczęcia mobilizacji nie wysłała wojsk z pomocą Litwie. Rosyjski ekspert Aleksander Gabujew, który wcielił się w rolę Władimira Putina, powiedział po symulacji, że to było „jedno z najbardziej przygnębiających doświadczeń w jego dotychczasowej karierze zawodowej”. Tłumaczył, że z perspektywy jego drużyny zwłaszcza reakcja Niemiec była dalece niewystarczająca, aby powstrzymać rosyjską ofensywę.
Przesmyk suwalski zagrożony? Niemiecki dziennik wywołał burzę grą wojenną. Nowe fakty
Jeden z szefów Niemieckiego Centrum Gier Wojennych Joseph Verbovszky powiedział po zakończeniu gry, że niebieska drużyna „osiągnęła znacznie więcej, niż pozwalałaby na to rzeczywistość”. Jego zdaniem drużynę czerwoną do zmiany strategii zmusiłoby jedynie podjęcie działań wojskowych. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte pytany w środę 11 lutego o grę wojenną zapewnił, że Sojusz Północnoatlantycki „jest dobrze przygotowany do reagowania na wszelkie zagrożenia”.
W kontekście zablokowania przesmyku suwalskiego przez Rosję za pomocą 15 tys. żołnierzy mówił, że NATO „regularnie ćwiczy różne scenariusze”. Rutte dodał, że jeżeli ktokolwiek zaatakuje kraj Paktu Północnoatlantyckiego „reakcja będzie druzgocąca”. Ekspert portalu Defence 24.pl Bartłomiej Wypartowicz w rozmowie z WP zastrzegł jednak, że błędem jest skupianie się na jednym punkcie. Jego zdaniem przy ewentualnej wojnie Rosji punktowy atak nie będzie się opłacać.
Rutte swoimi słowami miał też zasygnalizować, że „koszt ewentualnego ataku będzie wysoki”. Wypartowicz podkreślił, że art. 5 NATO może oznaczać pomoc wywiadowczą lub za pomocą amunicji, a niekoniecznie militarnie. Podkreślił, że inną optykę ma Polska czy Rumunia, a Hiszpania. Ekspert zakończył, że odcięcie przesmyku suwalskiego „utrudniłoby, a wręcz uniemożliwiłoby szybkie przerzucenie wojsk NATO do Litwy, Łotwy i Estonii, ale na razie nie ma do tego żadnych przesłanek”.
Czytaj też:
Ten kraj to wymarzony cel Rosji. „Ważniejszy niż Estonia czy przesmyk suwalski”Czytaj też:
Te polskie miasta są najbardziej zagrożone w czasie wojny. Nie tylko duże ośrodki
