Jakub Mielnik, „Wprost”: Kogo w Europie Rosjanie zaatakowaliby jako pierwszych? Was w Estonii? Nas i Litwinów na przesmyku suwalskim?
Erkki Koort: Wielu zachodnich ekspertów tak uważa, ale to jest prymitywne myślenie, nie biorące pod uwagę ani celów, jakie stawia sobie Rosja, ani kalkulowanych przez nich kosztów ewentualnego bezpośredniego starcia z NATO.
Myślenie może jest prymitywne, ale jednocześnie generuje ono poważne wątpliwości, gdy się ciągle słucha, jak to Estonia czy przesmyk suwalski padną w ciągu trzech dni.
To nie są przypadkowe działania. Mam wrażenie, że opinia publiczna zachodniej Europy jest po prostu uspokajana, że zagrożenie rosyjskie nie dotyczy całego kontynentu a jedynie odległych – a przez to także abstrakcyjnych dla ludzi w Berlinie, Paryżu czy Brukseli – krajów jak Estonia czy Polska. Chodzi o relatywizację rosyjskiego zagrożenia i pokazanie, że jeśli stanie się ono realne, to tylko gdzieś z dala od niezainteresowany specjalnie wojną przeciw Ukrainie społeczeństw zachodniej Europy. Z punktu widzenia polityki wewnętrznej naszych europejskich sojuszników to jest nawet zrozumiałe, żeby takie wrażenie stwarzać. Pytanie tylko, co zyskaliby Rosjanie, angażując się w uderzenie na dalekich peryferiach NATO?
Chce pan powiedzieć, że rosyjski atak na pański czy mój kraj nie wywołałby pożądanych przez Kreml efektów?
Jaki jest sens uderzeń na pogranicze Rosji i NATO bez wcześniejszej neutralizacji strategicznego zaplecza? A to znajduje się w Niemczech – kraju, który z powodu dużej rosyjskojęzycznej diaspory, wysokiego poparcia społecznego dla Rosji i braku generalnej wiary we własne zdolności obronne wydaje się łatwym celem. I takim, którego zaatakowanie będzie propagandowo rezonować znacznie potężniej niż uderzenie w graniczne peryferia.
Dlatego gdy słyszę od zachodnich kolegów, że najbardziej prawdopodobnym celem rosyjskiego ataku może być nasza wyspa Hiuma na Morzu Bałtyckim albo przesmyk suwalski, to wiem, że ludzie, którzy takie twierdzenia wysuwają, nie mają pojęcia, o czym mówią.
Dlaczego?
Bo to nie są wcale najłatwiejsze dla Rosji cele. W Moskwie doskonale wiedzą, że jakikolwiek atak na kraj NATO bezpośrednio graniczący z Rosją spowoduje automatyczny kontratak na rosyjskie terytorium.
Myśmy w Estonii już kilka lat temu przeprowadzili dyskusję, z której wynikało, że w razie rosyjskiego uderzenia nie będziemy się jedynie bronić, tylko zaatakujemy kraj agresora.
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
