Najpierw uderzenia fragmentów komety i pożary na kilku kontynentach, później zasłaniające Słońce pył oraz sadza, a na końcu trwające ponad tysiąc lat ochłodzenie. Taki scenariusz przedstawili autorzy badań dotyczących wydarzeń sprzed około 12,8 tys. lat.
Brzmi to jak zapowiedź nadchodzącej katastrofy, ale na razie nie przewiduje rozpoczęcia nowej epoki lodowcowej. Badania dotyczą jednak jednej z hipotez wyjaśniających młodszy dryas – okres gwałtownego ochłodzenia u schyłku ostatniego zlodowacenia.
Wielki pożar miał objąć kilka kontynentów
W dwóch pracach opublikowanych w 2018 roku w „The Journal of Geology” naukowcy przeanalizowali dane pochodzące z rdzeni lodowych oraz osadów jeziornych, morskich i lądowych. Łącznie wykorzystano informacje z ponad 170 stanowisk znajdujących się na kilku kontynentach.
Badacze wskazali między innymi na podwyższone stężenia platyny, amoniaku, azotanów oraz innych związków kojarzonych ze spalaniem biomasy. Analizowali także obecność sadzy i węgla drzewnego.
Na tej podstawie oszacowali, że pożary mogły objąć około 10 mln kilometrów kwadratowych, czyli obszar porównywalny z powierzchnią Stanów Zjednoczonych lub Kanady. Według autorów mogło spłonąć około 9 proc. ówczesnej ziemskiej biomasy.
Fragmenty komety miały uderzyć w Ziemię
Autorzy badań powiązali ślady pożarów z hipotezą kosmicznego zderzenia na granicy młodszego dryasu. Zakłada ona, że Ziemia napotkała fragmenty rozpadającej się komety. Część obiektów mogła uderzyć w powierzchnię planety, a część eksplodować w atmosferze.
Pożary miały wyrzucić do atmosfery olbrzymie ilości pyłu i sadzy. Ograniczenie dopływu promieni słonecznych mogło następnie wywołać tak zwaną zimę impaktową. Ochłodzenie miały podtrzymywać kolejne mechanizmy, między innymi rozwój arktycznego lodu morskiego oraz zmiany cyrkulacji oceanicznej.
Według autorów publikacji taki ciąg wydarzeń mógł przyczynić się do rozpoczęcia młodszego dryasu. Był to trwający około 1200 lat powrót chłodniejszych warunków, szczególnie wyraźny w rejonie północnego Atlantyku.
Naukowcy podważają teorię kosmicznej katastrofy
Problem w tym, że przedstawiony scenariusz pozostaje przedmiotem ostrego sporu naukowego. Nie znaleziono krateru, który można byłoby jednoznacznie powiązać z wydarzeniem o skali zdolnej wywołać globalne zmiany klimatu.
Autorzy krytycznej analizy z 2020 roku ocenili, że dowody na związek pożarów z uderzeniem obiektu kosmicznego są słabe. Zwrócili uwagę, że duże nagromadzenie węgla drzewnego występuje również w osadach powstałych pod koniec młodszego dryasu, a część rzekomych śladów uderzenia można wyjaśnić procesami zachodzącymi na Ziemi.
Jeszcze dalej poszedł międzynarodowy zespół autorów obszernego przeglądu opublikowanego w 2023 roku. Badacze zakwestionowali datowanie części znalezisk, interpretację markerów geochemicznych oraz związek domniemanej katastrofy z wymieraniem zwierząt i zmianami w populacji ludzi.
Zwolennicy hipotezy nadal bronią jednak swoich ustaleń i odpowiadają na zarzuty.
Czy naprawdę nadchodzi nowa epoka lodowcowa?
Jest jednak część głosów mówiąca o tym, że to zapowiedź tego, co czeka Ziemię również w przyszłości. Badania dotyczące młodszego dryasu opisują jednak hipotetyczny przebieg wydarzeń sprzed prawie 13 tys. lat i nie wskazują, że podobna katastrofa ma się obecnie powtórzyć.
Z najnowszych symulacji opublikowanych w 2025 roku w czasopiśmie „Communications Earth & Environment” wynika, że w warunkach naturalnych początek kolejnego zlodowacenia mógłby nastąpić za około 50 tys. lat. Wzrost ilości dwutlenku węgla w atmosferze może przesunąć ten moment o kolejne dziesiątki tysięcy lat. Dokładny termin pozostaje niepewny i zależy między innymi od przyszłych emisji oraz działania długoterminowego cyklu węglowego.
Nie ma zatem naukowych podstaw do twierdzenia, że epoka lodowcowa właśnie nadchodzi. Faktem jest jedank wystąpienie gwałtownego ochłodzenia pod koniec ostatniego zlodowacenia. Wielki pożar wywołany fragmentami komety pozostaje natomiast jedną z najbardziej widowiskowych, ale też najbardziej kontrowersyjnych prób jego wyjaśnienia.
Czytaj też:
AI pomoże wybrać obiecujące cząsteczki. IIMCB bierze na cel RNA Czytaj też:
Największy skorpion w historii? Naukowcy wrócili do zagadki sprzed 150 lat
