„Szanowni Państwo, w tej kampanii doszło do sytuacji, o której jako kandydatka, ale przede wszystkim jako matka, nie mogę milczeć. Granica między politycznym sporem a prywatnością mojej rodziny została przekroczona. Nieznane osoby pojawiły się dziś pod miejscem zamieszkania mojego syna, obserwowały i usiłowały zrobić mu zdjęcia” – poinformowała w mediach społecznościowych Monika Piątkowska.
„Moje dziecko nie jest osobą publiczną. Nie kandyduje w tych wyborach. Nie jest częścią tej kampanii. Mnie jako matkę ta sytuacja dotyka szczególnie. Kampania wyborcza nie daje nikomu prawa do śledzenia mojego dziecka ani ingerowania w jego prywatność. Dlatego chcę publicznie oświadczyć, że każde takie zdarzenie będzie miało konsekwencje prawne. Nie zamierzam pozostać bierna ani udawać, że nic się nie stało w imię ‘spokoju kampanii’” – kontynuowała kandydatka na prezydenta.
Wybory prezydenta Krakowa. Monika Piątkowska stanęła w obronie syna. „Nie dam się zastraszyć”
„Będę dochodzić ochrony prawnej w pełnym zakresie. Dotyczy to zarówno bezpośrednich sprawców, jak i tych, którzy takie działania inspirują, finansują lub koordynują zza kulis. Nie dam się zastraszyć i nie odstawię nogi” – podsumowała Piątkowska. Senator Koalicji Obywatelskiej w drugiej turze wyborów prezydenckich zmierzy się ze startującym z własnego komitetu Łukaszem Gibałą. Dojdzie do niej w niedzielę 11 października.
W pierwszej turze Piątkowska otrzymała mniej głosów od radnego (36,38 proc. vs. 29,91 proc.). W sobotę o poparcie dla kandydatki KO apelował minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, a dzień wcześniej minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki. W piątek Piątkowska informowała o wygranej w trybie wyborczym z Gibałą w pierwszej instancji. Termin na wniesienie zażalenia upłynie w poniedziałek i ma zostać rozpatrzony w ciągu 24 godz. od otrzymania akt.
Czytaj też:
Sąd wydał wyrok w trybie wyborczym. Poszło o słowa Łukasza Gibały Czytaj też:
Walka o Kraków nabiera tempa. Sondaż dla „Wprost” ujawnił, jak rozkłada się poparcie przed II turą wyborów
