Przebój na lata

Przebój na lata

Krajowi twórcy piosenek zakładają, że podczas wakacji, zapewne wskutek upałów, drastycznie spada u ludzi iloraz inteligencji. Dlatego lansują wówczas przeboje o tym, że „kobiety są gorące”, „Baśka miała fajny biust”, o „Beatach z Albatrosa” albo postulujące: „goniąc kormorany”, „wróćmy nad jeziora”, najlepiej „parostatkiem”. A my wcale tego nie chcemy
Przebój lata to instytucja, która twórcom w ekspresowym tempie może zapewnić sławę i pieniądze. Na hity ścigają się również nadawcy. Czasy monopolu TVP, kiedy piosenkę wylansowaną w Opolu przez  resztę wakacji nucił cały naród, minęły. Teraz każda telewizja ma swój festiwal i ambicję wykreowania własnego, wakacyjnego szlagieru. Takiego, jakim była piosenka „Jest już ciemno" zespołu Feel na festiwalu TVN dwa lata temu. W związku z tym, że każdy z czterech festiwali reklamuje się jako „najważniejsze wydarzenie muzyczne sezonu", a każda stacja radiowa lansuje własne utwory, ze wszystkich stron atakują nas setki potencjalnych megahitów: popowych, hiphopowych, klubowych, rockowych, „pudelkowych", dziecięcych, geriatrycznych itd. Jest audycja, która od lat jest potentatem w lansowaniu wakacyjnych przebojów – „Lato z radiem". Lata lecą, a istniejący od 1971 roku program wciąż przyciąga od 2,5 do 3 milionów słuchaczy dziennie, co w wakacje czyni audycję największą siłą muzyczną w kraju. Ponad połowa programu to przecież muzyka. „Lato z radiem" przyciąga tych, którzy nie akceptują szybkiego, napastliwego, nowoczesnego radia, pełnego reklam, polityki, skandali, piosenek z komputera i prezenterów z ADHD. W tym roku autorzy audycji po raz pierwszy zaproponowali słuchaczom plebiscyt na przebój lata.

Piosenki prezentowane były z informacją, że są do niego nominowane, a słuchacze głosowali na nie SMS-ami (2,22 zł za jeden głos). W każdą środę lista była zamykana, a dwa najwyżej notowane utwory trafiały do finału, który miał się odbyć w ostatnim tygodniu wakacji. Zwycięzcy i nowości byli też prezentowani w „Kawie czy herbacie" w TVP 1. To kolejne 2 miliony odbiorców. Trudno o dotarcie do bardziej masowego odbiorcy. Trudno o lepsze badanie dotyczące naszego narodowego gustu. Wnioski wynikające z głosowania na przebój lata wywracają do góry nogami potoczną opinię o gustach szerokiego odbiorcy i stereotypie przeboju lata. Bo na zdrowy rozum, jaki ten przebój powinien być?

Oczywiście lekki, łatwy i przyjemny, „estetyczny", skoczny i wpadający w ucho. Tekst najlepiej prosty i zabawny – o miłości, lecie, słoneczku, jeziorach, ewentualnie palmach. Otóż nic z tego! W pierwszych tygodniach plebiscytu do finału weszły takie piosenki jak gorzka „Niewiele ci mogę dać" Maćka Maleńczuka, jeszcze bardziej ponura „Jestem jak motyl" Andrzeja Grabowskiego, inspirowana Himilsbachem i  Maklakiewiczem, oraz piosenka Maryli Rodowicz z bardzo osobistym refrenem: „Ech, mała, nie szalej, już masz 50 lat”. Wszystkie produkcje celowo „szyte” jako hity na lato – przepadały. Podobnie jak niemal wszystkie przeboje anglojęzyczne. W finałowej dwudziestce znalazły się tylko trzy: folkowa „Fairytale"
Białorusina Alexandra Rybaka, mocno hinduskie „Jai Ho (You Are My Destiny)" oraz U2, który w finale zajął ostatnie miejsce. Okazało się, że polskie teksty i gwiazdy wywołują większe emocje.

Co również zdumiewające, kaliber gwiazdy nie miał większego znaczenia. Zupełny debiutant Michał Rudaś z wzorowaną na styl Bollywood piosenką „Wracaj już" podobał się bardziej niż największa polska gwiazda ostatnich lat zespół Feel. Zaskakuje też wysokie miejsce Andrzeja Grabowskiego, masowemu odbiorcy bardziej znanego z roli Ferdynanda Kiepskiego niż z płyt i przebojów w radiu. Ważniejsze okazały się sukcesy na festiwalach. Alexander Rybak wygrał (m.in. głosami Polaków) Eurowizję, a Maleńczuk – opolskie Premiery. Golec uOrkiestra nie podobała się – aż do recitalu na Top Trendach. Jak burza szła od początku Maryla Rodowicz, która pokazała się na dwóch festiwalach. Podobnie Ania Wyszkoni i Piasek. Natomiast Paulla, mimo nagrody na Top Trendach i recitalu na festiwalu Dwójki, w ogóle nie weszła do finału.

Kto wygrał? Długo na liście dominowała Maryla Rodowicz, z niewielkimi przerwami na Golców,  Grabowskiego i Maleńczuka, więc już przed finałem wydawało się, że „jest pozamiatane". Finał rozpoczął się 19 sierpnia i wtedy zaczęły się dziać „cuda nad urną". W finale nieoczekiwanie wzięło bowiem udział blisko 10 razy więcej słuchaczy, profil głosujących znacznie się więc zmienił. Czym innym jest bowiem, gdy ktoś lubi piosenkę, a czym innym, gdy łapie za telefon, żeby wysłać na nią SMS-a.

A byli tacy, co oddawali 80 i więcej głosów na jedną! 24 godziny przed zamknięciem plebiscytu wydawało się, że wygrają Golce, potem jednak na szczyt wyskoczyła mało widoczna wcześniej Irena Jarocka, a tuż za nią Bajm, który w ostatniej chwili z trudem wszedł do finału. Po rozpoczęciu audycji ostatniego dnia na szczyt wróciła Rodowicz i utrzymała się tam do końca programu. A więc jednak Maryla? Nic z tego! Już po zakończeniu audycji, ale jeszcze przed godziną 14, na którą według regulaminu wyznaczono koniec głosowania, Jarocka i Bajm nieoczekiwanie podwoili liczbę głosów! Można to wytłumaczyć tylko zorganizowanym przez fankluby głosowaniem fanów. Zabawa w dużej mierze została zepsuta, ale i tak wynika z niej sporo ciekawych wniosków.

Nie ma jednego gustu masowej publiczności. Kilku wyraźnych i skrajnie zróżnicowanych faworytów wskazuje, że są to odrębne grupy słuchaczy wyznające zupełnie inne kryteria artystyczne. Trudno bowiem uwierzyć, że ci, co głosowali na Maleńczuka czy Grabowskiego, mogliby zagłosować na Piaska lub Bajm. Widać to jasno po regularności głosowania tuż po emisjach piosenek w radiu. Przebojem lata staje się więc nie piosenka, która podoba się stu czy nawet 90 procentom radiosłuchaczy – taka nie istnieje – ale 10 czy 15 procentom. Reszta ulega owczemu pędowi, sugestii i „polubieniu" na skutek częstego słuchania. Czyli że ten, co celuje „do wszystkich" – trafia w płot.

Fikcją jest też stereotypowy „wakacyjny przebój" – skoczny, melodyjny, z głupawym tekstem o lecie. Publiczność zgodnie odrzuciła wszystkie tego rodzaju propozycje. Instytucja „hitu na lato" najwyraźniej jest wymysłem samych artystów, którzy chcą „wyjść naprzeciw oczekiwaniom”, oraz prezenterów, którym też się wydaje, że ciemny od słońca lud tego właśnie pragnie. Jak widać, słuchacze znowu okazali się nie tacy głupi, jak oczekiwano.

Okładka tygodnika WPROST: 36/2009
Więcej możesz przeczytać w 36/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także