Janusz Palikot zdradza w rozmowie z „Wprost” kulisy dymisji Grzegorza Schetyny. - Po wybuchu afery hazardowej Tusk pomyślał sobie tak: „A jeżeli Grzesiek nie mówi mi prawdy? Może za tydzień wypłynął nowe podsłuchy i będę musiał zdymisjonować także i jego”. Wolał zadziałać wyprzedzająco i odwołać go nawet bez szczególnych powodów. To było absolutne zarządzanie ryzykiem – ujawnia nowy wiceszef klubu PO.
Palikot porównuję sytuację, w jakiej był premier, do wymiany opon w samochodzie. - Kiedy psuje się jedna opona, to na wszelki wypadek wymieniamy wszystkie cztery. I Tusk tak postąpił. Wiedział, że od jego decyzji zależy cały projekt. Bo co jeśli okazałoby się, że są kolejne strzały, na przykład właśnie w Schetynę? – mówi „Wprost" Palikot. Poseł ujawnia też, jak na swoje odwołanie zareagował sam były wicepremier. - Kiedy pierwszy raz spotkaliśmy się po wybuchu afery, powiedział mi: „Słuchaj, zrobię wszystko, żeby udowodnić Donaldowi, że jestem człowiekiem, na którym może najbardziej polegać". Był bardzo zmasakrowany niesprawiedliwym wyrokiem Tuska, ale wiedział, że, jak pęknie oś między nim a Donaldem, to cały projekt może się rozsypać. To strasznie silny człowiek. Nie znam nikogo, kto wybiciu zębów, złamaniu ręki i nóg, chciał jeszcze udowodnić temu, kto to zrobił, że jest godny zaufania – uważa poseł PO.
