Minuty szaleństwa

Minuty szaleństwa

Kiedy zbliżał się nocny patrol nieprzyjaciela, porucznik David Hackworth zarządzał „minuty szaleństwa”, czyli gwałtowne ostrzeliwanie z wszelkiej dostępnej broni terenu wokół swoich pozycji. Żołnierze strzelali na oślep, z maksymalną prędkością. Działo się to w czasie wojny koreańskiej. Nieprzewidywalność żołnierzy Hackwortha spowodowała, że wysyłanie nocnych patroli stało się dla ich wrogów równoznaczne z samobójstwem.
W czasie II wojny światowej dowódcy łodzi podwodnych w obliczu zagrożenia wymyślili, że będą wyznaczać kurs statku, rzucając kośćmi. Ta metoda uchroniła wiele okrętów przed tropiącymi je patrolami, uniemożliwiając przewidywanie ich ruchów. Rzucone kości decydowały o współrzędnych kursu, ale także o tym, kiedy należy go zmienić. Nawet najbardziej doświadczeni kapitanowie dowodzący ścigaczami łodzi podwodnych stawali się bezradni w obliczu takiej taktyki.

Strategia nieprzewidywalności nie jest efektem wieloletnich przemyśleń i doświaczeń ludzi, stworzyła ją ewolucja. Nasze mózgi przez tysiące lat doskonaliły się w przewidywaniu zachowań innych osobników. W otoczeniu wytrenowanych przenikliwych analityków naszych zamiarów i motywów musieliśmy z kolei zacząć kształtować mechanizmy zabezpieczające nas przed rozszyfrowaniem naszych planów. Nauczyliśmy się ukrywać intencje, stosować zabiegi odwracające uwagę. Jednym z genialnych wytworów ewolucji jest zdolność generowania zachowań losowych, nieprzewidywalnych. W obliczu takiej strategii nawet najbardziej przenikliwy umysł staje się bezradny.

Nazwa tzw. strategii nieprzewidywalności proteańskiej pochodzi od mitologicznego Proteusza, syna Posejdona i Tetydy zamieszkującego głębiny morskie i opiekującego się stadami ojca, które składały się z fok i innych ssaków morskich. Proteusz miał dar przepowiadania przyszłości, ale tym, co sprawiło, że jego imieniem nazwano strategię nieprzewidywalności, była zdolność przybierania różnych postaci. Ktoś, kto zapragnął usłyszeć od Proteusza przepowiednię, musiał go najpierw schwytać, a ten utrudniał to zadanie, przemieniając się w różne zwierzęta, przyjmując postać ognia, strumienia lub kamienia.

Zachowania proteańskie są znane etologom od dawna. Najobszerniejszy ich opis został przedstawiony w książce „Protean Behaviour: The Biology of Unpredictability" (Zachowanie proteańskie: biologia nieprzewidywalności) napisanej przez Petera M. Drivera i Davida A. Humphriesa. Poza wrodzonymi taktykami ucieczki, takimi jak uniki zająca czy antylopy, opisano tam zachowania noszące znamiona nieprzewidywalności. Gdy łasica próbuje upolować nornika, który znalazł się w zasięgu jej wzroku, zaczyna wykonywać szalony taniec polegający na pogoni za własnym ogonem, potrząsaniu łbem, lizaniu łap. Jednocześnie cały czas niepostrzeżenie przybliża się do ofiary. Ta pozornie bezsensowna seria dziwacznych zachowań ma na celu dezorientację ofiary. Kiedy łasica znajdzie się już wystarczająco blisko nornika, jednym ruchem kończy swój proteański taniec. Wtedy dla ofiary jest już jednak zdecydowanie za późno, żeby wyciągnąć naukę z tego pokazu.

Często przytaczanym przykładem wykorzystywania nieprzewidywalności jest także rozwiązłość samic niektórych naczelnych. W obawie przed samcami dzieciobójcami podczas owulacji samice odbywają stosunki z wieloma samcami. Żaden z partnerów seksualnych nie jest wówczas pewien, czy zabijane przez niego dziecko nie jest jego własnym.

Samce naczelnych stojące wysoko w hierarchii stada mogą wykorzystywać jeden z dwóch sposobów ustanawiania granicy tolerancji dla zachowań osobników zajmujących niższe miejsca w hierarchii. Owa granica określa sytuacje, w których zniewagi w stosunku do przywódcy kończą się karą. Pierwsza strategia polega na tym, że kara spotyka tego, kto przekracza pewną normę. W drugiej – proteańskiej – moment pojawienia się złości jest nieprzewidywalny. Kara jest wymierzana za różne wykroczenia. Jednym razem może to być drobne wykroczenie, innym – poważne naruszenie zasad.

Która strategia działa lepiej? Podwładni szybko się uczą prostej strategii i bezkarnie robią wszystko, co nie spotyka się z karą. Strategia proteańska stawia podporządkowane samce w obliczu niepewności: czy ujdzie im na sucho drobne naruszenie zasad? Może udało się to ostatnio, ale niekoniecznie będzie tak tym razem. W stadzie, w którym dominujący samiec stosuje strategię proteańską, jakakolwiek zniewaga, nawet najdelikatniejsza, jest obciążona ryzykiem.

Wielu despotów wykorzystywało strategię proteańską do utrzymania władzy, wśród nich m.in. Kaligula i Henryk VIII. Ta strategia sprawdza się w wielu dziedzinach życia. Nieprzewidywalność doceniają trenerzy, którzy starają się uniemożliwić przeciwnikowi sportowca przewidzenie i przygotowanie się do następnego ruchu. Nieprzewidywalni starają się być prawnicy na sali sądowej. Jedno z głównych zaleceń „Erystyki" Schopenhauera to zachowanie trudne do przewidzenia.

Jest jeszcze jedna, istotna sfera naszego życia, w której strategia proteańska zajmuje ważne miejsce. Przypomnijmy scenę z „Nocy i dni" Marii Dąbrowskiej: pierwszy narzeczony Barbary Józef Toliborski na oczach wielu ludzi wkracza w białym garniturze do stawu, aby nazbierać kwiatów dla ukochanej. I pewnie nikt nie odebrał tego zachowania jako niepoczytalnego, większość widzów, zwłaszcza kobiet, odebrała ten wyczyn pozytywnie. Choć wchodzenie w porządnym ubraniu do wody z innego powodu zapewne byłoby poczytane za szalone.

Czy mężczyzna, który oświadcza kobiecie, że kocha ją ponad życie, nie powinien jednak, zgodnie z zasadami racjonalnego myślenia, zachować się przeciwnie: wzbudzić w niej przekonanie, iż będzie zachowywał się w sposób racjonalny i przewidywalny? Wszak tylko takie zachowanie może zapewnić jej i ich ewentualnemu potomstwu stabilną przyszłość. Ewolucja spłatała nam jednak figla. Nieprzewidywalność, szczególnie w sferze zachowań świadczących o oddaniu, przywiązaniu i miłości, jest jednak wyżej ceniona niż racjonalne wyrachowanie. Większość kobiet chętniej odda się mężczyźnie, który „dla niej" zwariował, niż takiemu, który daje jej dowody swojej stabilności i powagi. Dlaczego kobiety wybierają mężczyzn „szalonych”?

Dlaczego amerykańskie dziewczęta podziwiają i adorują tych chłopców, którzy podczas popularnej gry w „kurczaki", pędząc samochodem naprzeciw auta innego chłopaka, do ostatniej chwili nie skręcą? Dlaczego młodzi mężczyźni jeżdżący brawurowo na motocyklach mają większe szanse u dziewcząt niż oczytani intelektualiści ślęczący nad książkami? Jaki sens ma zachowanie proteańskie w związkach, zwłaszcza długotrwałych? Popularne podręczniki psychologii ewolucyjnej nie wyjaśniają tego zjawiska. Po ich lekturze odnosi się wrażenie, że kobiety dokonują wyboru mężczyzny na podstawie jego statusu, zasobów i innych cech gwarantujących stabilność.

Wykazanie pewnej dozy nieprzewidywalności w związku może świadczyć o zdolnościach, które przydadzą się w rywalizacji z innymi. Alternatywne wyjaśnienie odwołuje się do zjawiska neofilii. To selektywna uwaga wywoływana wszystkim, co nowe i niespodziewane. Psychologowie badali to zjawisko, nazwane dysonansem percepcyjnym. Rysunek kota z głową ptaka absorbuje naszą uwagę bardziej i na dłuższy czas niż rysunek normalnego kota. Nasz system nerwowy jest wyczulony na wszystko, co nowe i niespodziewane, specjalizuje się w wykrywaniu odstępstw od normy. Być może takimi mechanizmami rządzi się również ludzka moda?

Kiedy oglądamy przeciętne zdjęcia, typowe filmy albo słuchamy standardowej muzyki, dość szybko pojawia się znużenie. Kiedy na obrazach, w linii melodycznej czy scenariuszu pojawiają się elementy zaskakujące, nietypowe, koncentrujemy uwagę. Zaczynamy się tym interesować, czerpiemy satysfakcję z oglądania bądź słuchania. Kiedy jednak obraz, dźwięki zaczynają być bardzo nieprzewidywalne, niepowiązane z sobą, bezsensowne, zaczynamy odczuwać niechęć, a nawet odrazę. Najpewniej rzecz cała wygląda tak samo w stosunkach dziewczyny z chłopakiem, kobiety z mężczyzną. Kiedy partner jest taki jak wszyscy wokół, szybko staje się nudny. A gdy zaczyna się wyróżniać na tle innych, okazuje się interesującym człowiekiem. Jeśli jego nieprzewidywalność rośnie zanadto, zaczyna być postrzegany jako człowiek nieodpowiedzialny, niezrównoważony.

Odkrycie wykorzystywania przez zwierzęta i ludzi strategii proteańskiej jest dla nauki badającej zachowanie doniosłe, choć mało doceniane. Nauka w chaosie otaczających nas zjawisk poszukuje prawidłowości, konkretnych zasad. Psychologowie walczą o lepsze zrozumienie zmienności ludzkich zachowań. Fragment, który udało im się wydrzeć chaosowi i opisać za pomocą reguł, jest ciągle bardzo mały. Ich usiłowania nierzadko przypominają auto, którego koła buksują. Im więcej energii wkładają w ujarzmienie nieprzewidywalności, tym bardziej zakopują się w kręgu niepotwierdzonych hipotez. Czy regułą, która rządzi tą niewyjaśnioną częścią, nie jest celowe wykorzystywanie strategii proteańskiej?

Matematyka dawno już pogodziła się z nieprzewidywalnością, akceptując teorię chaosu. Logika uznała twierdzenie GÖdla o niezupełności, a teoria kwantów przyjęła kapryśną naturę cząstek elementarnych. W teorii ewolucji uczeni z szacunkiem pochylają głowę nad znaczeniem przypadkowych mutacji. Może warto spojrzeć również na naturę człowieka w taki sposób? Może nieprzewidywalność jest wynikiem zasady, podobnie jak pełna zakosów ucieczka zająca?

Okładka tygodnika WPROST: 1/2/2010
Więcej możesz przeczytać w 1/2/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także