W czasie badań przyczyny katastrofy okrętu podwodnego "Kursk" wykryto poważne zaniedbania, jakich dopuściło się dowództwo floty i załoga okrętu.
Prokurator generalny Rosji Władimir Ustinow powiedział, że nieprawidłowości dotyczyły głównie przestrzegania regulaminu i przygotowań do manewrów morskich, w czasie których doszło do awarii "Kurska".
Poinformował też, że przez lata okręt pływał z wyłączoną częścią systemu alarmowego. "Chodzi o nasze tradycyjne, rodzime bałaganiarstwo" - dodał prokurator.
"Wydarzenia, które miały miejsce na pokładzie okrętu, nie są już dla nas tajemnicą" - oświadczył rosyjski prokurator generalny Władimir Ustinow, który przebył w poniedziałek do portu w Roslakowie, by osobiście zamknąć trwający od października etap badań wraku wydobytego z dna Morza Barentsa.
Prokurator generalny podkreślił, że w tym czasie "dokonano olbrzymiej pracy, zebrano dowody rzeczowe, które będą wykorzystane jako podstawa w sprawie katastrofy okrętu podwodnego".
Wcześniej, dowódca rosyjskiej marynarki wojennej admirał Władimir Kurojedow twierdził, że zatonięcie okrętu podwodnego "Kursk" "mogło być spowodowane przez eksplozję paliwa ćwiczebnej torpedy".
Dodał, że po katastrofie wydał rozkaz wycofania z eksploatacji tych torped.
Oficjalnie przez długi czas jako możliwą rozpatrywano wersję kolizji okrętu z obcą jednostką, co wykluczali zachodni eksperci.
Kurojedow przyznał w poniedziałek, że nie ma żadnych dowodów na obecność w pobliżu "Kurska" w chwili katastrofy obcej jednostki.
Atomowy okręt podwodny zatonął 12 sierpnia 2000 r. ze 118 osobami na pokładzie w wyniku dwóch eksplozji. Dotychczas oficjalnie nie ogłoszono, co było przyczyną wybuchów. Przed miesiącem wicepremier Ilja Klebanow wykluczył wersję, że "Kursk" poszedł na dno w wyniku kolizji z obcym okrętem, co wcześniej sugerowano.
nat, pap
Poinformował też, że przez lata okręt pływał z wyłączoną częścią systemu alarmowego. "Chodzi o nasze tradycyjne, rodzime bałaganiarstwo" - dodał prokurator.
"Wydarzenia, które miały miejsce na pokładzie okrętu, nie są już dla nas tajemnicą" - oświadczył rosyjski prokurator generalny Władimir Ustinow, który przebył w poniedziałek do portu w Roslakowie, by osobiście zamknąć trwający od października etap badań wraku wydobytego z dna Morza Barentsa.
Prokurator generalny podkreślił, że w tym czasie "dokonano olbrzymiej pracy, zebrano dowody rzeczowe, które będą wykorzystane jako podstawa w sprawie katastrofy okrętu podwodnego".
Wcześniej, dowódca rosyjskiej marynarki wojennej admirał Władimir Kurojedow twierdził, że zatonięcie okrętu podwodnego "Kursk" "mogło być spowodowane przez eksplozję paliwa ćwiczebnej torpedy".
Dodał, że po katastrofie wydał rozkaz wycofania z eksploatacji tych torped.
Oficjalnie przez długi czas jako możliwą rozpatrywano wersję kolizji okrętu z obcą jednostką, co wykluczali zachodni eksperci.
Kurojedow przyznał w poniedziałek, że nie ma żadnych dowodów na obecność w pobliżu "Kurska" w chwili katastrofy obcej jednostki.
Atomowy okręt podwodny zatonął 12 sierpnia 2000 r. ze 118 osobami na pokładzie w wyniku dwóch eksplozji. Dotychczas oficjalnie nie ogłoszono, co było przyczyną wybuchów. Przed miesiącem wicepremier Ilja Klebanow wykluczył wersję, że "Kursk" poszedł na dno w wyniku kolizji z obcym okrętem, co wcześniej sugerowano.
nat, pap