Manipulacji w czarnych skrzynkach na razie nie znaleziono

Manipulacji w czarnych skrzynkach na razie nie znaleziono

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fot. Wikipedia 
Po przebadaniu trzech czwartych zapisów czarnych skrzynek rozbitego prezydenckiego tupolewa biegli na razie nie zauważyli, by ktoś próbował manipulować nagraniem, wycinać niektóre elementy bądź też doklejać nowe - poinformowało RMF FM. Naczelna Prokuratura Wojskowa oświadczyła z kolei, że prokuratorzy prowadzący śledztwo dotyczące katastrofy smoleńskiej mają komplet tłumaczeń akt, które w kwietniu nadesłano z Rosji. Tłumaczenia są analizowane.
- Prokuratorzy prowadzący sprawę muszą się z tym materiałem zapoznać, zobaczyć co tam jest, a czego nie ma, porównać z tym co już mamy - powiedział rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej prok. Zbigniew Rzepa. Dodał, że będzie to praca "żmudna i czasochłonna".

Przetłumaczone akta zawierają m.in. uzupełnienie dokumentacji sądowo-medycznej dotyczącej sekcji zwłok ofiar katastrofy. Nie  wiadomo, czy prokuratura ma komplet materiałów dotyczących tej kwestii. Część z tych dokumentów wpłynęła w kwietniu, część w  poprzednich miesiącach. - Raczej, jak wcześniej mówiliśmy, wszystkiego jeszcze nie będzie - zaznaczył Rzepa.

"Nie pozwolą sobie na prowizorkę"

W Moskwie przebywa jeden z polskich prokuratorów wojskowych oraz dwóch biegłych z zakresu fonoskopii, uczestniczą oni w badaniach oryginału tzw. czarnej skrzynki z Tu-154M. Badanie dokonane przez biegłych z zakresu fonoskopii umożliwi zakończenie prac prowadzonych na  potrzeby polskiego śledztwa w krakowskim Instytucie Ekspertyz Sądowych nad końcową opinią dotyczącą nagrań. Biegli wyjechali do Rosji w  poniedziałek.

- Biegli wracają w przyszłym tygodniu, ale na razie nie został określony dzień powrotu, prace w Moskwie trwają - powiedział Rzepa. Dodał, że praca biegłych zajmuje bardzo dużo czasu - badanie metra taśmy nagrań zajmuje ponad godzinę, zaś do przebadania jest około 100 metrów oryginalnej taśmy. - Biegli nie pozwolą sobie na żadną prowizorkę, musimy uzbroić się w cierpliwość - zaznaczył prokurator.

Manipulacji na razie nie widać

Jak podało w piątek radio RMF FM, po przebadaniu trzech czwartych zapisów biegli na razie nie zauważyli, by ktoś próbował manipulować nagraniem, wycinać niektóre elementy bądź też doklejać nowe. Taśma jest też zgodna z kopią, którą już przebadano kilka tygodni temu w Krakowie.

Zdaniem ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego oznaczałoby to, że kopia nagrania, którą dysponuje strona polska, jest precyzyjna. - To jest informacja ważna, bo w oparciu o ten materiał pracowali eksperci od fonoskopii zarówno w laboratorium Komendy Głównej Policji, jak i w Instytucie Ekspertyz Sądowych. To poświadcza, że pracę, którą wykonali i która jest uwzględniona w raporcie komisji Jerzego Millera, była w oparciu o dokumenty, które precyzyjnie oddają, co się działo w kokpicie - powiedział w piątek Kwiatkowski. Jak dodał, polscy eksperci polecieli do Moskwy także po to, by  wykonać dodatkowe pomiary. - Są one niezbędne do tego, żeby Instytut Ekspertyz Sądowych wydał ostateczną opinię, która spełniała wymogi materiału dowodowego niezbędnego dla śledztwa, które prowadzą polscy prokuratorzy - podkreślił Kwiatkowski. Wniosek w sprawie wyjazdu do Moskwy polskich biegłych prokuratura wojskowa wysyłała do Rosji kilkakrotnie - po raz pierwszy w czerwcu zeszłego roku, następnie w styczniu i maju tego roku.

Dokumentacja nie była pełna

Kolejne akta rosyjskiego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej przygotował do wysłania Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej. Akta te, jak informował stronę polską w drugiej połowie maja przewodniczący komitetu Aleksander Bastrykin, mają zawierać m.in. pełną dokumentację, w  tym fotograficzną, z badań identyfikacyjnych ciał ofiar katastrofy. Trudno określić, kiedy te akta trafią do polskiej prokuratury wojskowej.  Przekazana w styczniu dokumentacja dotycząca sekcji zwłok była kompletna jedynie w odniesieniu do 18 ofiar katastrofy. W przypadku kolejnych 40 ofiar występowały braki. Dopiero po przeanalizowaniu pełnej dokumentacji dotyczącej sekcji możliwe będzie rozpatrzenie trzech wniosków dotyczących ekshumacji dwóch ofiar smoleńskiej katastrofy (takie wnioski złożyły rodziny Przemysława Gosiewskiego i Zbigniewa Wassermanna).

Przekładem tych akt na język polski zajmowało się 12 tłumaczy przysięgłych. Tomy otrzymane na początku kwietnia były kolejną partią rosyjskich akt dotyczących katastrofy smoleńskiej, które wpłynęły do  polskiej prokuratury. Pierwszą z partii nadesłano w czerwcu ubiegłego roku. Dokumenty, których tłumaczenie właśnie dobiegło końca, trafiły do  Polski 7 kwietnia. Prokuratura Generalna informowała wówczas, że  pobieżna analiza 14 tomów akt wykazała, że oprócz dokumentacji sądowo-medycznej zawierają one: kolejne protokoły i dokumentację fotograficzną z oględzin miejsca katastrofy, dokumentację z oględzin części wraku i rzeczy osobistych ofiar. Nadesłano także kopię zapisu czarnej skrzynki rozbitego samolotu - ma to znaczenie formalne, gdyż do  tej pory prokuratorzy mieli kopie zapisów od MAK.

Wśród przekazanych wówczas akt były ponadto, jak podawała PG, oczekiwane w Polsce protokoły zeznań rosyjskich kontrolerów ze Smoleńska (przesłuchiwanych w lutym w obecności polskich prokuratorów, którzy uznają te dowody za "kluczowe") a także osobna teczka z dokumentacją prac przeprowadzonych na miejscu katastrofy w Smoleńsku w październiku zeszłego roku przez grupę polskich archeologów.

zew, arb, PAP