W imię spuścizny

W imię spuścizny

Nie muszą startować. Ale wielu krewnych ofiar smoleńskiej katastrofy chce iść na wiejską. I tych z prawa, i tych z lewa. W obu wypadkach do końca nie wiadomo po co.
Dla Alicji Zając mąż był najważniejszy na świecie. Była przy nim zawsze.

Choć senator PiS Stanisław Zając zginął w Tu-154M pod Smoleńskiem, Alicja Zając do dziś używa jego adresu e-mailowego. Oraz pokoju na  Wiejskiej – dwa miesiące po katastrofie w cuglach wygrała wybory uzupełniające do Senatu. Dostała mandat po mężu, w swoim okręgu zdobyła 270 tys. głosów – więcej niż na całym Podkarpaciu kandydat na prezydenta Bronisław Komorowski.
Teraz jej śladem chcą pójść inni. Katastrofa smoleńska dotknęła osobiście około 350 osób – żony, mężów, rodziców i dzieci, najbliższych ofiar. Po 10 kwietnia 2010 r. mieli jedno zadanie: dalej żyć. Dziś część z nich, otrząsnąwszy się z żałoby, chce wejść do polityki. Czworo z nich już startowało w wyborach. Pięcioro być może wystartuje w październiku. Co ich pcha na Wiejską? Wypełniają testament zmarłych? Walczą o prawdę o  Smoleńsku? Chcą przetrwać cztery lata na nie najgorszej diecie?

Start nie dla pieniędzy
Partyjne listy przed wyborami wciąż powstają. Politycy wiedzą, że listom pomagają znane nazwiska.

U progu wakacji wiadomo, że na pewno na listach znajdą się Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska (lista SLD), Jacek Świat (lista PiS), Paweł Deresz (lista SLD) i Jadwiga Gosiewska (lista PiS, matka Przemysława Gosiewskiego). Do Senatu z PiS być może wystartuje Beata Gosiewska (żona Przemysława Gosiewskiego) i Małgorzata Gosiewska (pierwsza żona Przemysława). Być może także Magdalena Merta, żona wiceministra kultury Tomasza Merty ,i Andrzej Melak, brat Stefana Melaka, szefa Komitetu Katyńskiego. Zuzanna Kurtyka, wdowa po szefie IPN Januszu Kurtyce, jeszcze się waha.

Na dziewięcioro kandydatów czworo działa dziś w polityce, w samorządzie. Po co im Sejm albo Senat?

Raczej nie dla diety. Choć brzmi to okrutnie, rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej budzą zazdrość tych, których bliscy zginęli w innych wypadkach lotniczych. Wystarczy policzyć: każda z rodzin dostała zasiłek – 40 tys. zł. Rząd zapłacił im za pogrzeby. Dzieci dostały renty specjalne (ok. 2 tys. zł miesięcznie), część małżonków też (2-4 tys. zł miesięcznie, w zależności od liczby dzieci). Rodziny posłów po 100 tys. zł z ubezpieczenia z Sejmu, plus po 5 tys. zł jednorazowej zapomogi. Do  tego Prokuratoria Generalna zaproponowała zadośćuczynienie (nie mylić z  odszkodowaniem) po 250 tys. zł.

Raz dzięki tacie – i wystarczy
Przy pytaniu o motywacje pójścia tych ludzi do polityki najczęściej pada słowo „spuścizna".

Przykład? O Krzysztofie Putrze na Podlasiu mówi się wyłącznie dobrze. Na tyle dobrze, że ostatnio w Wasilkowie pokłócili się nawet o nazwę ronda, bo jedna parafia chciała nazwać rondo obok kościoła imieniem św. Krzysztofa. A burmistrz miasta imieniem Krzysztofa, ale  Putry.

Pamięć o Krzysztofie Putrze jest na Podlasiu żywa, a poseł PiS osierocił ośmioro dzieci: dwie córki i sześciu synów. Jego syn Sebastian już w zeszłym roku został radnym w Białymstoku. Decyzję podjął po  katastrofie (– Namówił mnie Mariusz Kamiński zaprzyjaźniony z naszą rodziną – wspomina), w trosce o pamięć o ojcu i jego spuściznę. Wcześniej grał w koszykówkę. W kampanii mówił nie za dużo. Tyle że  stawia na sport i upamiętnienie ofiar. Miał najlepszy wynik w okręgu.

Sto dwadzieścia kilometrów na północ, w Suwałkach, mandat w Radzie Powiatu Suwalskiego dostał Szymon Putra, bratanek posła. Obaj Putrowie startowali z list PiS.

Sebastian Putra tłumaczy, że do polityki poszedł z powodu ojca. – Wygrały głosy na mojego ojca. Myślę, że ojciec też jest szczęśliwy, że zamieniliśmy się rolami – opowiadał tuż po wyborach lokalnej „Wyborczej".

Ani Sebastian, ani Szymon Putra nie wybierają się tej jesieni na Wiejską. Sebastian: – Jeśli dostanę propozycję startu, odmówię, bo nie chcę wejść dzięki nazwisku taty. Muszę sam coś pokazać i  dopiero wtedy mogę pomyśleć o dużej polityce.

W poczuciu obowiązku
Spuścizna to słowo klucz ewentualnego startu Zuzanny Kurtyki. Dziennikarzy rozpala wizja jesieni w Krakowie: wybory do Senatu, po  jednej stronie PO i Bogdan Klich, szef MON. Po drugiej PiS i Zuzanna Kurtyka, wdowa po prezesie IPN Januszu Kurtyce, szefowa stowarzyszenia Katyń 2010. Z jednej strony minister, któremu PiS przypisuje część odpowiedzialności za katastrofę tupolewa, z drugiej ulubienica środowisk, które żądają jego dymisji.

W Krakowie nikt nie powie, że  Zuzanna Kurtyka żyła w cieniu męża. Jest znanym specjalistą od  mukowiscydozy, szefową oddziału w Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalu Dziecięcym im. św. Ludwika. Zapracowała na swoje nazwisko.

Po katastrofie życie pchnęło ją w stronę polityki. Założyła stowarzyszenie Katyń 2010 (działają w nim inni potencjalni kandydaci na Wiejską: Andrzej Melak, Magdalena Merta, Jadwiga Gosiewska, Beata Gosiewska). Publicznie krytykuje ekipę Tuska za śledztwo w sprawie katastrofy. Na  własną rękę przygotowuje uwierzytelnione tłumaczenie na język angielski uwag do raportu MAK (żeby zaistniały w opinii światowej). W skrócie: walczy w sprawie Smoleńska.

Wiosną dostała propozycję startu od PiS. Ma  się zdecydować do końca wakacji. – Rozmawialiśmy o kandydowaniu do  Sejmu, ale w związku z tym, że musiałabym całkowicie rozstać się ze  swoim zawodem i przenieść się do Warszawy, ta propozycja była dla mnie nie do przyjęcia – opowiadała niedawno „Dziennikowi Polskiemu". Trochę się krygując: że ma co robić, jest szanowanym lekarzem, poza tym nie  wie, czy nadaje się na polityka.

W tym kontekście dziwnie brzmią zapowiedzi jej startu do Senatu. A tych Kurtyka już nie dementuje: – Dla  mnie działanie w Senacie byłoby formą poświęcenia swojego życia. To  zadanie do wykonania, wynikające z poczucia obowiązku, że powinnam coś zrobić dla pamięci mojego męża.

Spuścizna to słowo klucz także dla Pawła Kurtyki, jednego z synów zmarłego prezesa. Studiuje na dwóch kierunkach, od 2010 r. szefuje prawicowemu stowarzyszeniu Studenci dla  Rzeczypospolitej. Zajmuje się katastrofą w Smoleńsku. Na profilu na  Facebooku w rubryce „zajęcia i zainteresowania" wpisał „Manchester United” i „Janusz Kurtyka”.

Jeden Sejm, trzy Gosiewskie
Czy trzy panie związane z Przemysławem Gosiewskim mogłyby dla PiS „zrobić wynik" tak dobry jak Alicja Zając, wdowa po senatorze?

Matka Przemysława Gosiewskiego, Jadwiga, od 2006 r. jest szefową struktur PiS w Darłowie. Dwa razy bezskutecznie startowała w wyborach samorządowych.

Czesław Hoc, szef koszalińskiego PiS, tym razem zaproponował jej kandydowanie do Sejmu: – Nie z czołowego miejsca, bo pani Jadwiga nie  byłaby w stanie tak mocno się zaangażować w kampanię, ale jako lokalny autorytet będzie wzmocnieniem naszej listy, zajmując nawet dalszą pozycję. Jadwiga Gosiewska w rozmowie z „Wprost" przyznaje, że motywem przewodnim jej kampanii będzie Smoleńsk. Wierzy, że doszło do zamachu. Prosi, żeby ją wiernie zacytować: – Jestem uczciwa i kocham Polskę. Obecny rząd nie kocha Polski. Tylko PiS spełnia moje wymagania, dlatego startuję z list tej partii.

Podobno dogadany jest start żony Przemysława Gosiewskiego, Beaty. Jesienią została radną w Warszawie. – Kiedy otrzymam propozycję, będę się zastanawiać – Beata Gosiewska jest powściągliwa.

Na listach wyborczych znajdzie się też najprawdopodobniej Małgorzata Gosiewska, pierwsza żona Przemysława, była współpracownica prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Po zeszłorocznych wyborach – radna sejmiku województwa mazowieckiego.

– Rozważam możliwość startu. Jest jednak za wcześnie, by mówić o konkretach. Decyzje będą zapadały w  sierpniu – mówi „Wprost".

– Małgorzata myśli dopiero o starcie, Beata będzie startowała już na pewno. Zastanawiam się tylko, czy media nie  zaczną nas atakować, że na listach jest cały klan Gosiewskich – mówi Jadwiga Gosiewska. Radna jednej interpelacji Jednym z pewniaków do startu w wyborach jest Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska, żona byłego ministra obrony i wicemarszałka Sejmu. W październiku została wybrana do Rady Warszawy z listy SLD.

– Wzięty adwokat. Ale przede wszystkim kobieta klasa. Precyzyjna w pracy, z  wielkim autorytetem i charyzmą w środowisku prawniczym. Kocha tenis, ją kochają jej przyjaciele – charakteryzował ją przed wyborami Henryk Bęben z ursynowskiego SLD.

Henryk Bęben nieco przeszarżował. Szmajdzińska przez lata żyła w cieniu męża. O charyzmie w środowisku trudno mówić: warszawscy adwokaci jej nie kojarzą, pracę w kancelarii rzuciła, gdy pojawiły się dzieci (syn i córka studiują). Przez lata organizowała turniej tenisowy dla kobiet amatorek.

Teraz wystartuje do Sejmu z listy SLD na Dolnym Śląsku. Jaką była radną? Pilną, bo przychodziła na niemal wszystkie posiedzenia rady. Mało aktywną: złożyła jedną interpelację – w sprawie stanu ulic w Wilanowie (tam mieszka).

Szmajdzińskiej raczej nie pcha do  Sejmu perspektywa diety: ma ponad 300 tys. zł oszczędności, dom wart prawie milion. Nie ma kredytów. Kilka miesięcy temu kupiła drogiego opla insignię.

Kolejny pewniak SLD to Paweł Deresz, mąż posłanki Jolanty Szymanek-Deresz. Wystartuje w Płocku w wyścigu o fotel senatora. – Nie  wiem, kto będzie kontrkandydatem, ale koledzy z SLD przekonywali mnie, że kogokolwiek nie wystawi PiS, będzie to słaby kandydat – mówi Deresz. O swoim starcie mówi, że „to ukłon w stronę żony, która lubiła pracować dla ludzi", choć już teraz otrzymuje e-maile i SMS-y typu: „na trumnie pcha się do Senatu”. „Ludzi okrutnych nie brakuje. Wiem, że polityka bywa brutalna, i wiem, że będzie mi potrzebna twarda skóra”.

Media, idę się wami zająć
Pewnym kandydatem na listach PiS we Wrocławiu jest mąż minister Aleksandry Natalli-Świat, Jacek: – Od czasu katastrofy wypowiadałem się w mediach, stałem się w ten sposób osobą publiczną. Wielu ludzi namawiało mnie, bym wrócił do czynnej polityki – mówi „Wprost".

W 1990  r. Świat zakładał struktury PC, pierwszej partii Jarosława Kaczyńskiego. Z polityki wycofał się, gdy weszła do niej żona. – Nie wstąpię do PiS. Jestem związany z ruchem upamiętniającym Lecha Kaczyńskiego. Jarosław natomiast ma sporo racji, mówiąc o zagrożeniu demokracji – mówi Jacek Świat i dodaje: –W wojnie polsko-polskiej nie było równowagi. Byliśmy poniewierani przez media i część elit. Byłem wyzywany od nierogacizny.

Dlatego w parlamencie Jacek Świat chce się zająć mediami i nowelizacją prawa prasowego.

Czy start pod smoleńskim sztandarem to dwuznaczne wykorzystywanie nazwiska, rodzinnej tragedii i narodowych emocji? Czy imperatyw moralny i walka o prawdę? Na pewno dla wszystkich kandydatów to nowe, wyborcze doświadczenie, którego efekt będziemy niedługo oglądać na Wiejskiej.

Okładka tygodnika WPROST: 27/2011
Więcej możesz przeczytać w 27/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także