Pakt fiskalny, ACTA i polityka po polsku

Pakt fiskalny, ACTA i polityka po polsku

Dodano:   /  Zmieniono: 
Prowadzenie polityki w Polsce polega dziś na prężeniu muskułów (jeśli ma się przyjemność jeździć po kraju rządową lancią), na dramatycznym wyrywaniu sobie włosów z głowy nad losem biednej ojczyzny ginącej pod rządami zdrajców, nieudaczników i zaprzańców (jeśli ma się przyjemność bycia opozycją patriotyczną) lub na wymyślaniu kadrów dla fotoreporterów i podejmowaniu tylko takich działań, które dziennikarze mogą następnie opatrzyć efektownym tytułem traktującego o tychże działaniach newsa (jeśli się ma przyjemność być członkiem Ruchu Palikota). A na czym prowadzenie polityki w Polsce nie polega? Na wymianie argumentów.
Weźmy taką umowę ACTA. Premier Donald Tusk i jego dzielna ekipa przekonują nas, że to świetna umowa, której nie wypada nie przyjąć ("Bo jak to by wyglądało - wszyscy przyjmują, a my nie?" - zauważa Tusk), a tak w ogóle to umowa, która nic nie zmieni - więc nad czym tu deliberować. Z drugiej strony Solidarna Polska widzi w tejże umowie dowód na marionetkowość rządu Tuska i jego uległość wobec Zachodu, Wschodu i w ogóle każdego, kto tylko zechce ów wpływ wywierać. Palikot i jego wesoła ferajna uważają natomiast, że najważniejsze w tej sprawie jest... założenie Chrystusowi ze Świebodzina maski Guy'a Fawkes'a. "Debatę" na temat ACTA najlepiej podsumował kilka dni temu prezes PiS Jarosław Kaczyński, który stwierdził, że umowy wprawdzie nie czytał, ale czytał wiele artykułów na jej temat w prasie, więc czuje się odpowiednio przygotowany do tego, by z podpisaniem umowy ACTA przez polski rząd się nie zgadzać.

Dlaczego powinniśmy przystąpić do ACTA? Dlaczego nie powinniśmy przystąpić do ACTA? Jakie konkretne przepisy umowy są dla nas ważne? Jakie konkretne przepisy umowy są dla nas zagrożeniem? Cóż - tego od polskich polityków nie usłyszymy.

Od polskich polityków nie usłyszymy też dlaczego wielkim sukcesem/wielką porażką (w zależności od tego, po której stronie barykady znajduje się dany polityk) Polski jest przystąpienie do paktu fiskalnego. Owszem wiemy, że ocaliliśmy w ten sposób UE (Radosław Sikorski), nie daliśmy się oddzielić od Europy (Lewandowski) i generalnie - dobrze się stało, że ten pakt podpisaliśmy (całe mnóstwo ważniejszych i mniej ważnych polityków koalicji). Wiemy też, że korzyści mamy tyle co kot napłakał (Brudziński), dostajemy ochłapy (Kaczyński) i staliśmy się przystawką (Biedroń).

Ale co to konkretnie znaczy? Co zyskaliśmy (oprócz fotela dla Tuska w czasie - niektórych - obrad eurogrupy) podpisując pakt fiskalny? Co straciliśmy? Co by się stało gdybyśmy go nie podpisali? Co oznacza to, że pakt ten podpisaliśmy? Tego też nie usłyszymy - bo wymagałoby to wywodu dłuższego niż telewizyjna "setka". No i przeczytania czegoś więcej, niż tylko przekazów dnia podesłanych SMS-em przez partię-matkę.

A jak wiadomo od czytania psują się oczy.

O polskiej "debacie" na temat paktu fiskalnego przeczytasz na Wprost.pl:

Tusk: podpiszemy pakt fiskalny, choć mamy zastrzeżenia

"Nic o nas bez nas" - Polska nie dała się oddzielić od Europy

 Huebner: euro to symbol integracji UE. Dobrze, że Polska przystąpiła do paktu

Palikot o pakcie fiskalnym: klęski nie ma, mogło być lepiej

"Niemieccy gospodarze jedzą, służba z Polski czeka na ochłapy"

Hofman: pakt fiskalny to porażka Tuska. Nawet według założeń rządu

"Tusk stał się przystawką. A Sarkozy i Merkel ją skonsumowali"

Buzek o szczycie UE: Polska jest w rdzeniu Unii Europejskiej

Żelichowski: dobrze, że przyłączyliśmy się do paktu fiskalnego

Kuźniar: pakt fiskalny to uczciwy kompromis

Brudziński przeciw paktowi fiskalnemu. "Korzyści tyle co kot napłakał"