Nowy rząd, które obejmie władzę po wrześniowych wyborach parlamentarnych otrzyma w spadku co najmniej 60-miliardową dziurę w budżecie. To nie przelewki: jeśli następca Bauca nie potrafi jej pomniejszyć, już za kilkanaście miesięcy grozi nam krach gospodarczy.
Jest to równoznaczne np. z lawinowym wzrostem zadłużenia Skarbu Państwa, znaczną dewaluacją złotego, a także, jak szacuje Krzysztof Rybiński z ING, wzrostem bezrobocia nawet do poziomu 25 proc. Jarosław Bauc, do dziś minister finansów, zrobił dużo, aby stan polskich finansów był tak zły. Nie jest on jednak jedynym winnym. Część winy muszą wziąć na siebie także posłowie opozycji, którzy w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy robili wiele, aby "dla dobra ludzi" obciążyć finanse państwa dodatkowymi wydatkami - które są skutkiem popieranych przez nich ustaw.
Czy można uciec przed kryzysem? Można, ale przyszły parlament musi zerwać z dotychczasowymi populistycznymi praktykami. Zdaniem Rybińskiego przyszły rząd będzie musiał zerwać z mechanizmami indeksacyjnymi dotyczącymi płac, rent, emerytur i świadczeń socjalnych; zamrozić liczbę etatów w sektorze publicznym; wycofać wszystkie poselskie projekty ustaw zwiększające wydatki socjalne i unieważnić już uchwalone ustawy, które zwiększają przyszłoroczny deficyt o około 10 mld zł; wprowadzić ścieżkę prywatyzacyjną dla państwowych firm w sektorach przynoszących straty i nie płacących podatków lub składek ZUS.
Czy to się uda? Czy nowy rząd potrafi zrezygnować z pewnej choćby części populizmu, który opozycja prezentuje dzisiaj?
Mirosław Cielemęcki
Jest to równoznaczne np. z lawinowym wzrostem zadłużenia Skarbu Państwa, znaczną dewaluacją złotego, a także, jak szacuje Krzysztof Rybiński z ING, wzrostem bezrobocia nawet do poziomu 25 proc. Jarosław Bauc, do dziś minister finansów, zrobił dużo, aby stan polskich finansów był tak zły. Nie jest on jednak jedynym winnym. Część winy muszą wziąć na siebie także posłowie opozycji, którzy w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy robili wiele, aby "dla dobra ludzi" obciążyć finanse państwa dodatkowymi wydatkami - które są skutkiem popieranych przez nich ustaw.
Czy można uciec przed kryzysem? Można, ale przyszły parlament musi zerwać z dotychczasowymi populistycznymi praktykami. Zdaniem Rybińskiego przyszły rząd będzie musiał zerwać z mechanizmami indeksacyjnymi dotyczącymi płac, rent, emerytur i świadczeń socjalnych; zamrozić liczbę etatów w sektorze publicznym; wycofać wszystkie poselskie projekty ustaw zwiększające wydatki socjalne i unieważnić już uchwalone ustawy, które zwiększają przyszłoroczny deficyt o około 10 mld zł; wprowadzić ścieżkę prywatyzacyjną dla państwowych firm w sektorach przynoszących straty i nie płacących podatków lub składek ZUS.
Czy to się uda? Czy nowy rząd potrafi zrezygnować z pewnej choćby części populizmu, który opozycja prezentuje dzisiaj?
Mirosław Cielemęcki