"Jeśli nie jesteś Palestyńczykiem, na konferencji, możesz jedynie grać rolę statysty" - skarżył się dziennikarzom jeden z przedstawicieli kanadyjskich Indian, który przybył do Durbanu, by świat usłyszał o losie jego współplemieńców. Konferencję zdominował jednak konflikt na izraelsko-palestyński.
Szkoda, bo przecież poza efektem propagandowym działania Ligi Arabskiej, domagającej się zrównania syjonizmu z rasizmem, nie mogą przynieść żadnych efektów. Nikt chyba nie wierzy w to, że jedną rezolucją ONZ można ugasić zarzewie wojny na Bliskim Wschodzie. Tymczasem uwadze obserwatorów uszedł rzeczywisty powód zwołania konferencji - próba zatroszczenia się o los grup mniejszościowych cierpiących z powodu nietolerancji czy nienawiści rasowej. Do Durbanu przyjechali przecież przedstawiciele 300 mln uciskanych z różnych rejonów świata. Są wśród nich m. in. Aborygeni, Indianie Mapouchis z Chile, Tybetańczycy, Kurdowie, Romowie, buddyści, Tamilowie, Gurkowie i przedstawiciele mniejszości seksualnych. Przyjechali z nadzieją, że wsparcie międzynarodowej organizacji poprawi warunki ich życia. Na dwa dni przed zakończeniem obrad konferencja znalazła się w punkcie krytycznym. Wciąż mają nadzieję, że uda się znaleźć kompromis i ich wyprawa do Afryki Południowej nie okaże się jedynie kosztowną wycieczką.
Tomasz Wojciechowski
Szkoda, bo przecież poza efektem propagandowym działania Ligi Arabskiej, domagającej się zrównania syjonizmu z rasizmem, nie mogą przynieść żadnych efektów. Nikt chyba nie wierzy w to, że jedną rezolucją ONZ można ugasić zarzewie wojny na Bliskim Wschodzie. Tymczasem uwadze obserwatorów uszedł rzeczywisty powód zwołania konferencji - próba zatroszczenia się o los grup mniejszościowych cierpiących z powodu nietolerancji czy nienawiści rasowej. Do Durbanu przyjechali przecież przedstawiciele 300 mln uciskanych z różnych rejonów świata. Są wśród nich m. in. Aborygeni, Indianie Mapouchis z Chile, Tybetańczycy, Kurdowie, Romowie, buddyści, Tamilowie, Gurkowie i przedstawiciele mniejszości seksualnych. Przyjechali z nadzieją, że wsparcie międzynarodowej organizacji poprawi warunki ich życia. Na dwa dni przed zakończeniem obrad konferencja znalazła się w punkcie krytycznym. Wciąż mają nadzieję, że uda się znaleźć kompromis i ich wyprawa do Afryki Południowej nie okaże się jedynie kosztowną wycieczką.
Tomasz Wojciechowski