Wojna pięćdziesięcioletnia

Wojna pięćdziesięcioletnia

Dodano:   /  Zmieniono: 
Szczyt państw arabskich w Bejrucie miał przynieść pokój na Bliskim Wschodzie. Skończył się wojną.
Saudyjska propozycja uregulowania konfliktu między Izraelem a Palestyńczykami - i szerzej- całym światem arabskim, okazała się kolejną nieudaną próbą zakopania topora wojennego. Nikt już nie liczy, ile ich było.
Dwadzieścia lat temu Ariel Szaron, dzisiejszy premier Izraela, jako minister obrony, dyrygował atakiem na Bejrut, ówczesną siedzibę palestyńskiego przywódcy, Jasera Arafata. Oblężenie Bejrutu zakończyło się ucieczką kierownictwa OWPdo Tunisu. Stamtąd mogło ono kierować już tylko terrorem. Po latach zaciekłej walki, przyszedł (na początku lat 90.) czas na porozumienia pokojowe. Arafat - z przywódcy terrorystów - znów awansował do roli męża stanu i dostał nawet Pokojową Nagrodę Nobla, zaś jego naród uzyskał autonomię w granicach Izraela oraz obietnicę własnego państwa w przyszłości.
Wszystko to legło w gruzach w wyniku nowych sporów i kolejnej fali przemocy. Szaron - jak sam niedawno stwierdził - żałuje, że nie wydał kiedyś rozkazu zabicia Arafata. Starzy wrogowie jeszcze raz wskoczyli do okopów. Po krwawym zamachu palestyńskiego samobójcy na uczestników wieczerzy rozpoczynającej żydowskie święto Paschy, Szaron znów - jak przed laty w Bejrucie - rozkazał szturmować siedzibę Arafata. Tym razem w Ramalli, stolicy Autonomii Palestyńskiej na Zachodnim Brzegu. Czy tym razem żołnierze Izraela zabiją Arafata? Może to być nie tylko koniec palestyńskiej autonomii, ale i początek jeszcze większej fali terroru, a może nawet regionalnej wojny izraelsko-arabskiej.
Juliusz Urbanowicz