Zgryz Jamrożego

Zgryz Jamrożego

Co ważnego zawierały notatki, jakie wczoraj w chwili zatrzymania przez CBŚ miał przy sobie Władysław Jamroży, były prezes PZU SA i Totalizatora? Cóż aż tak ważnego, że Jamroży chciał je zjeść?
W każdym razie musiały mieć dla niego ogromną wartość, skoro wolał je połknąć niż przekazać policjantowi, a nawet pogryzł policjantowi dłoń, gdy ten starał się wyrwać mu je z ust? Na pewno nie dotyczyły starych spraw związanych z jego działalnością jako przedstawiciela skarbu państwa, bo te na pewno już dawno ukrył. Chodziło więc najprawdopodobniej o nowe, nie ujawnione interesy, które udałoby się jeszcze ukryć przed organami ścigania, gdyby zdołał połknąć notatki.
Jamroży nie mógł jednak nie zadawać sobie sprawy z tego, że skoro policja postarała o się o zezwolenie na zatrzymanie biznesmena - uzyska też wgląd w spis jego rozmów telefonicznych.
Czyżby naprawdę Jamroży uwierzył, że nic wokół niego się nie dzieje, że nie jest śledzony, podsłuchiwany - i to w majestacie prawa? Że zapomniano o tym, że on i aresztowany Wieczerzak to była jedność w interesach? Skoro tak myślał, skoro wczorajsze zatrzymanie było dla niego takim zaskoczeniem -- to znaczy, że albo nie docenił organów ścigania, albo za mocno uwierzył, że wszystko ze wszystkimi da się załatwić, nawet wolność i spokój.
Teraz być może, jak sąd zgodzi się na aresztowanie Jamrożego, będą znowu razem z Wieczerzakiem. Mimo ich zaprzeczeń, nie można mówić o Wieczerzaku bez mówienia o Jamrożym -- i vice versa. Teraz dopiero - z nimi dwoma w areszcie - można mówić o prawdziwym ruszeniu "bagna", o jakim mówił minister skarbu Wiesław Kaczmarek. Zapowiada się przełom w śledztwie.
Violetta Krasnowska

Czytaj także

 0