Na granicy pomiędzy Polską a byłą NRD kiedyś ustawiliśmy elektroniczne urządzania sygnalizacyjne, które były w stanie wykryć każdą sarenkę, pragnącą posmakować raz polskiej, raz niemieckiej trawy. System wykrywał sarenki, a przepuszczał znających teren. Na przykład: polskich włamywaczy obrabiających enerdowskie sklepy.
Słynną radziecką "sistiemę" (zasieki, płoty, sygnalizatory, wieże obserwacyjne itp.) wzdłuż Bugu, którą nadzorowały dziesiątki tysięcy "pograniczników" nawet w latach największego komunistycznego terroru - pokonywali regularnie przemytnicy. Olbrzymie siły i środki skierowano do ochrony granicy amerykańsko - meksykańskiej. Wielkim kosztem stwoerzono barierę szczelną tylko w teorii. Łatwo i masowo przekraczają ją gastarbeiterzy, przemytnicy narkotyków.
Jedyną naprawdę szczelną granicę utrzymują teraz tylko Koreańczycy z Północy, ale to też chyba tylko dlatego, że nikomu na teren KRLD wjeżdżać się nie chce. Ten system służyć ma nie temu, by zatrzymać napływ towarów i ludzi, a temu, by nie wypuścić z kraju własnych obywateli.
Czego żąda od nas Unia? Co znaczy powtarzana systematycznie pogróżka, że jeśli nie uszczelnimy naszej wschodniej granicy, to długo nie staniemy się jej pełnoprawnymi członkami? Odnowić "sistiemę"? Może postawić takie zasieki, jakie wybudowali sobie Cypryjczycy i Turcy w stolicy Cypru Nikozji? Może lepszy byłby model amerykańsko-meksykański?
Można być pewnym jednego - szczelna granica to mit. Nie ma szczelnych granic. Są tylko zupełnie dziurawe, albo takie, na których połatano przynajmniej największe dziury. W porównaniu z dzisiejsza granica zewnętrzna UE (strzeżoną przez RFN na Odrze i Nysie) - przyszła granica zewnętrzna (nasza wschodnia) już dziś jest o wiele lepiej chroniona i strzeżona. A skuteczność polskich służb stale się poprawia.
Nie poprawi się jednak nigdy do tego stopnia, by można uznać, że jest "bez zarzutu". Napomnień i rad Brukseli w tej sprawie warto więc słuchać, ale warto też zachować zdrowy rozsądek. Może tym razem wcale nie chodzi o granice?
Mirosław Cielemęcki
Słynną radziecką "sistiemę" (zasieki, płoty, sygnalizatory, wieże obserwacyjne itp.) wzdłuż Bugu, którą nadzorowały dziesiątki tysięcy "pograniczników" nawet w latach największego komunistycznego terroru - pokonywali regularnie przemytnicy. Olbrzymie siły i środki skierowano do ochrony granicy amerykańsko - meksykańskiej. Wielkim kosztem stwoerzono barierę szczelną tylko w teorii. Łatwo i masowo przekraczają ją gastarbeiterzy, przemytnicy narkotyków.
Jedyną naprawdę szczelną granicę utrzymują teraz tylko Koreańczycy z Północy, ale to też chyba tylko dlatego, że nikomu na teren KRLD wjeżdżać się nie chce. Ten system służyć ma nie temu, by zatrzymać napływ towarów i ludzi, a temu, by nie wypuścić z kraju własnych obywateli.
Czego żąda od nas Unia? Co znaczy powtarzana systematycznie pogróżka, że jeśli nie uszczelnimy naszej wschodniej granicy, to długo nie staniemy się jej pełnoprawnymi członkami? Odnowić "sistiemę"? Może postawić takie zasieki, jakie wybudowali sobie Cypryjczycy i Turcy w stolicy Cypru Nikozji? Może lepszy byłby model amerykańsko-meksykański?
Można być pewnym jednego - szczelna granica to mit. Nie ma szczelnych granic. Są tylko zupełnie dziurawe, albo takie, na których połatano przynajmniej największe dziury. W porównaniu z dzisiejsza granica zewnętrzna UE (strzeżoną przez RFN na Odrze i Nysie) - przyszła granica zewnętrzna (nasza wschodnia) już dziś jest o wiele lepiej chroniona i strzeżona. A skuteczność polskich służb stale się poprawia.
Nie poprawi się jednak nigdy do tego stopnia, by można uznać, że jest "bez zarzutu". Napomnień i rad Brukseli w tej sprawie warto więc słuchać, ale warto też zachować zdrowy rozsądek. Może tym razem wcale nie chodzi o granice?
Mirosław Cielemęcki