Wszystko co chińskie musi być skomplikowane

Wszystko co chińskie musi być skomplikowane

Dodano:   /  Zmieniono: 
Tajwan to miejsce wyjątkowe: mały naród (23 mln. osób) stworzył gospodarkę liczącą się w świecie bardziej niż np. hiszpańska. Potrafił stać się centrum i głównym ośrodkiem liczonej w setki miliony -- i bardzo wpływowe szczególnie w krajach azjatyckich i USA -- diaspory chińskiej. Nie potrafił sprawić, by jego status był w pełni uznawany przez inne narody. Cały sukces sprawia przez to wrażenie zagrożonego .
Oficjalnie rząd Chińskiej Republiki Ludowej w Pekinie uznaje Tajwan za zbuntowaną wyspę, i nakłania ją do "powrotu do macierzy". Oficjalnie rząd Tajwanu nazywa się rządem Republiki Chińskiej, uznaje się za prawowitego rządcę całych Chin, a ChRL uznaje za "zbuntowany kontynent" - ściślej kraj administrowany przez nielegalny rząd komunistyczny, który do władzy doszedł przemocą. Co rok armia i marynarka ChRL urządzają demonstracyjne manewry tuż samej granicy tajwańskich wód terytorialnych, Tajwan ma w przeliczeniu na jednego mieszkańca Tajwan ma największe wydatki zbrojeniowe na świecie (podobne do Izraela).
Ale jednocześnie oba rządy od dziesięciu lat prowadzą dialog mający służyć "zbliżeniu stanowisk". Tajwan to największy inwestor w Chinach kontynentalnych. Tajwańczycy żyją z tego, że są pomostem między światową gospodarką, a gospodarką chińską. Chiny zawdzięczają natomiast Tajwanowi dopływ pieniędzy, technologii. Obie strony zarabiają na nieuregulowanym do końca statusie Tajwanu. Mało tego - rodzaj biznesu w którym Tajwańczycy organizują i "firmują" swoją solidną marką inwestycje w Chinach, pobierając w zamian za to "prowizję": możliwy jest właśnie dlatego, że status dyplomatyczny Tajwanu jest nieokreślony.
Skąd więc deklaracje Chen Shui - biana? Otóż na wyspie trwa ściśle skrywany konflikt między Chińczykami (i ich potomkami), którzy 60 lat temu masowo uciekali przed rządami komunistów z głębi lądu na wyspę, a rdzennymi Tajwańczykami, którzy na chińskich braci zza cieśniny zawsze patrzyli z wyższością. Imigranci mówią dialektem "mandarin", rdzenni "tajwańskim". Są na tyle różne, że bez dodatkowej nauki "obcego" dialektu obie strony nie mogą się porozumieć w mowie (w piśmie tak). "Rdzenni" zawsze podkreślali swoją odrębność, a Chen Shui - bian , w przeciwieństwie do swych poprzedników jest właśnie rzecznikiem "rdzennych". Takie deklaracje jak ostatnia pomagają mu skupić swoją grupę wokół swojej osoby.
Z sondażu na temat propozycji Chen Shui - biana wynika, że wszyscy Tajwańczycy (obie grupy naraz): po pierwsze - chcą zorganizować referendum, po drugie - nie chcą pełnej niepodległości. To oznacza, że chcą podjąć ryzyko skandalu dyplomatycznego, napięć granicznych - po to by nic się nie zmieniło. I są święcie przekonani, że mają ku temu powody, i że organizowanie takiego referendum im pomoże.
Bartłomiej Leśniewski