A flagi nadal powiewają

A flagi nadal powiewają

Dodano:   /  Zmieniono: 9
Mistrzostwa jeszcze trwają, ale spoza biało-czerwonej mgły widać coraz więcej. Nawet że „Polak potrafi”. To gierkowskie hasło zakwitło na szarych murach PRL w latach 70. Fajne było, prawda, wystarczało za Polskę wstawić inną nację, choćby Szwajcarię, i już mieliśmy „Szwajcar potrafi”, co uwidoczniało komizm te złotej myśli. I nasze kompleksy. Nadal do końca nie wyleczyliśmy się z poczucia niższości, skoro z okazji Euro media zasypują nas cytatami, jak to cudzoziemcy nas chwalą, zdumieni, że całkiem tu normalnie, że europejska cywilizacja i standardy... Najbardziej niezwykłe przesłanie Euro, choćby w postaci pięknych stadionów – jak ważne dla rozwoju są wielkie cele. Młodym zawsze powtarzam: trzeba mieć pomysł na własne życie. Po latach cel obrasta w mit. Daje energię i napęd. Tak samo w przypadku państwa, a nawet Unii Europejskiej. Gdy zgasną mistrzostwa, ujawni się cała bieda z tą Unią. Nie wystarczył cel zjednoczonej Europy, za wielki i za obszerny, bez wyraźnego kształtu przerastał wyobraźnię obywateli. Niestety, polityków też, nie dorosły do niego nasze narodowe egoizmy. Człowiek nadal stadny i plemienny. Gotowy do wielkich poświęceń dla dzieci, ale dla krewnych to już różnie bywa. Dla sąsiadów mamy coraz mniej czasu i serca. Skąd więc pomysł, że Niemcy będę dawać pieniądze Grekom, ot tak, nawet bez pewności, że to ocali Unię? Musiałoby istnieć jakiejś głębokie poczucie wspólnoty. UE pogrążając się w kłopotach, od dawna ucieka do przodu, przyjmując nowe kraje. Nadymano się i pogłębiano integrację, aż tego było za wiele dla ociężałego organizmu. I teraz bieda. Polska nie wymyśli dla Europy mitu. Ale powinna próbować coś uczynić dla siebie. Przejęto nas do NATO, do Unii, granice się rozsypały. I co dalej? Prezes ma wizję Polski jako mocarstwa. Ale nie było na to materiału, energii, ludzi ani treści, zapachniało tylko endecką, zatęchłą szafą i paranoją. A piłka? Obawiano się klęski z Rosją, a przegraliśmy jak na złość z poczciwymi Czechami. Tego było już za wiele. I wielu niegłupich ludzi z tej okazji nagadało wiele głupstw. Nie ma trenerskiego krawca na świecie, który z takiego materiału, jaki był, uszyłby garnitur pierwszej klasy. Jeśli dzieci w pewnym wieku nie udręczy się dostatecznie i nie nauczy ruchowo pewnych rzeczy, nie nadrobią tego już nigdy. Sprawa jest na pokolenie, tylko czy warto tak dręczyć dzieci?

Dopóki polska drużyna była w grze, zimna wojna domowa wisiała na kołku i czekała, co z tego wyniknie. Teraz wszystko wraca. Jarosław Polskę Zbaw uznał, że Euro może nastukać punktów PO, więc próbuje odrabiać straty. Dlatego wielki strateg, mistrz destrukcji i szukania dziur w całym, a też robienia dziur, gdzie zdaje się to niemożliwe, rzucił hasło: winien jest PZPN, a więc rząd. Tylko Tusk ma klucze do PZPN (Prezesowi klucze mylą się czasami z siekierą). Jakby prezes miał klucze czy siekierę, co za różnica, to zrobiłby porządek. I sprawa załatwiona. W najbliższych mistrzostwach świata Polska już gromi rywali. Ale są też inne znaki, które układają się w złowrogi kod. Nagle wiadomość: oto 38-letni żołnierz, weteran misji w Iraku i Afganistanie, popełnił samobójstwo. Jak prasa narodowa mogła to przeoczyć?! Wystarczy pomyśleć i połączyć tę śmierć ze śmiercią generała Petelickiego. I już wszystko się układa. Zabójstwo generała Papały, samobójstwa porywaczy Olewnika, tajemnicza śmierć Leppera... Wypadek CASA i śmierć całej kadry polskich sił powietrznych, aż w końcu Smoleńsk… Co będzie dalej? Włączam Radio Maryja i już wiem – zagłada narodu!

A tu naród jak na złość nawet flag nie chowa po przesławnym laniu, jakie dostaliśmy od Czechów, udekorowane są nimi nadal samochody i domy. To znak, że naród nie obraża się na naród. I całe szczęście. Jeśli porażki zanurzone są w ogólnym powodzeniu, nie zostawiają głębokich blizn.

*

Na spotkaniu wokół bardzo dobrej książki Ani Janko w stołecznym Trafficu. Znamy się z Anią tyle lat, że w międzyczasie wielu wspólnych znajomych, nie wiadomo jak i po co, zmieniło się w starców. „Pasja wedle św. Hanki” to rzecz o miłości, powieść, esej, wszystko razem. Dosyć pusto w wielkim domu książki, soki wysysa pobliska strefa kibica. Szybko uciekam, gdyż brakuje mi puenty do felietonu. Chmielna wesoło podchmielona, Czesi nurzają się w pianie od piwa i bratają z polskimi kibicami. Słońce, ale rześko, dostatnio, europejsko, radośnie, jakiś kibic idzie z gronostajem jak z szalikiem na szyi. Wracając do domu, mijam dawny Region Mazowsze „Solidarności” na Mokotowskiej, gdzie przez rok i cztery miesiące śniliśmy nasz sen wolności. Z całą mocą czuję, jak bardzo nam się teraz udało. Z mostu Siekierkowskiego lśni w dole Wisła, a w dali drży Stadion Narodowy, ul pełen pszczół. Z wielopoziomowego skrzyżowania przy Marsa górski krajobraz chmur rozogniony słońcem zachodu, tak potężny i niezwykły, że w górskiej naturze coś takiego nigdy się nie zdarza.
Więcej możesz przeczytać w 26/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.