Afera podsłuchowa na Słowacji - winnych nie będzie?

Afera podsłuchowa na Słowacji - winnych nie będzie?

fot. sxc.hu / Źródło: FreeImages.com
Szef słowackiego MSW Robert Kaliniak oświadczył w parlamencie, że wyjaśnienie tzw. afery "Goryl" z podsłuchami służb bezpieczeństwa ujawniającymi próby korumpowania wpływowych polityków przez biznesmenów, wymaga powołania kolejnego zespołu śledczego.

Nad wyjaśnieniem afery pracują od grudnia 2011 roku trzy ekipy śledczych. Jej akta liczą już 60 tysięcy stron. Przesłuchano 50 świadków. Szef specjalnego zespołu śledczych prokurator Duszan Kovaczik wystąpił jednak o powołanie kolejnego zespołu, twierdząc, że „na obecnym etapie śledztwa nie ma podstaw do oskarżenia jakichkolwiek osób”.

To największa afera w historii Słowacji. Chodzi o podsłuchy słowackich służb specjalnych (SIS) prowadzone w latach 2002-2010 w ramach tajnej akcji „Goryl”. Taśmy z nagraniami ujawnili najpierw słowaccy dziennikarze, sugerując korumpowanie polityków za rządów centroprawicy (premiera Mikulasza Dzurindy w latach 2002-2006) i lewicy (premiera Roberta Fico w latach 2006-2010) przez holding Penta, a zwłaszcza jego współwłaściciela Jaroslava Haszczaka.

W dokumentach, które ujawnił w 2011 roku na stronach internetowych opiniotwórczego dziennika „SME” Tom Nicholson, słowacki dziennikarz śledczy pochodzenia kanadyjskiego, pojawiają się nazwiska byłych członków rządu, ich rodzin i przyjaciół, jako osób, które otrzymywały wielomilionowe prowizje od Penty za „eliminację rywali” w zamówieniach rządowych. Z podsłuchów wynika na przykład, że były minister gospodarki Jirko Malcharek ze wspomnianych łapówek postawił nawet w Bratysławie okazałą willę.

- Śledztwo w tej sprawie przeciąga się, ponieważ przesłuchiwani politycy i przedstawiciele holdingu Penta zaprzeczają, że podsłuchy są prawdziwe – wyjaśnił posłom Kaliniak. Minister przypomniał, że „nie tak łatwo dotrzeć do korzeni całej afery, ponieważ słowackie prawo zakłada, że jeśli nagrania podsłuchów nie były wykorzystane, należy je zniszczyć, jeśli więc te nagrania zostały zachowane, to nie mogą być dowodem w sprawie, bo ich przetrzymywanie byłoby złamaniem obowiązującego prawa”.

Po ujawnieniu afery, która jesienią ubiegłego roku sprowokowała masowe demonstracje Słowaków domagających się ukarania winnych, Tom Nicholson przekazał swoje informacje prokuraturze. Zainicjowano śledztwo tylko dlatego, że ówczesna premier Iveta Radiczova wydała polecenie szefowi SIS, aby wycofał zakaz milczenia wobec agentów podsłuchujących polityków. Ci nie skorzystali jednak z nowej możliwości. Wówczas Tom Nicholson, który wolał przenieść się do Wielkiej Brytanii, postanowił całą sprawę opisać w książce.

Sąd okręgowy w Bratysławie, na wniosek Penty, nakazał jednak wstrzymanie druku książki. Dopiero w lipcu sąd wyższej instancji anulował wyrok i książka Nicholsona na temat przenikania się biznesu z polityką ukazała się właśnie teraz, 23 lipca, nakładem prywatnego wydawnictwa „Dixit”. Mimo że kosztuje ponad 50 euro, cały nakład został wykupiony na pniu.

Premier Fico, który wrócił do władzy po przedterminowych wyborach parlamentarnych i stoi na czele lewicowego rządu, powiedział, że „nie jest przeciwny wyjaśnieniu afery, ale książki Toma Nicholsona czytał nie będzie, ponieważ zawiera jedynie domysły, a nie potwierdzone fakty”.

"Po wielu miesiącach śledztwa afera rozmyje się zapewne w przypuszczeniach i sugestiach dziennikarzy. Zbyt silne są bowiem grupy nacisku - i to zarówno ze strony biznesmenów, jak i rządu - które nie chcą dopuścić do kompromitacji i ukarania winnych" – powątpiewa w swym wtorkowym wydaniu dziennik „SME”.

Czesko-słowacki holding Penta, powstał w 1994 roku i zatrudnia w swoich spółkach 25 tysięcy osób. Jego majątek szacuje się na 4 miliardy euro. Posiada swoje oddziały w Czechach, na Słowacji, w Holandii, na Cyprze i w Polsce. Firma inwestuje w różnych branżach: przedsiębiorstwa handlowe, odzieżowe, finansowe i lotnicze oraz firmy medyczne i przemysł ciężki.

mp, pap

Czytaj także

 0

Czytaj także