1990

„Jeżeli spokój jest u góry, to na dole jest wojna. Dlatego zachęcam państwa do wojowania” – tak Wałęsa zapowiada wojnę na górze. „Wprost” rozmawia z jej bohaterami.
Niedziela, 24 czerwca 1990 r. Na UW trwa spotkanie Komitetu Obywatelskiego przy przewodniczącym NSZZ „Solidarność”. W grupie 135 tworzących go ludzi legendarni opozycjoniści. Zebrało się ponad 150 osób. Ścisk i duchota. Dyskusja będzie trwała siedem godzin, tak ma wyglądać wojna na górze, którą Lech Wałęsa zapowiedział 13 maja: „Jeżeli spokój jest u góry, to na dole jest wojna. Dlatego zachęcam państwa do wojowania”.

„Wprost” prezentuje argumenty Wałęsy: „Cały zbudowany przeze mnie układ polityczny stanął w wygodnym dla siebie miejscu. I to mnie przeraża. Jestem z tego niezadowolony. Chcę nim wstrząsnąć”. I wstrząsa 24 czerwca.
– Sala była pełna, parlamentarzyści, działacze, dziennikarze, nawet studenci. Każdy mógł wejść, nie było zaproszeń – opowiada Adam Lipiński, wówczas członek założonego przez Jarosława Kaczyńskiego i jego zwolenników PC, które zażądało przyspieszenia reform. – Wałęsa zaprosił nas, by poszerzyć skład KO, by nie był zdominowany przez zwolenników obozu premiera Mazowieckiego. Czuło się niechęć do nas, nowych. Nas kilkunastu z PC i naprzeciw stara gwardia. Lech siedział za stołem, patrzył z góry na Jerzego Turowicza, naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Turowicz podszedł, stał niżej i słuchał.

Lech Wałęsa: – Staram się realizować wszystkie nasze założenia. I oto słyszę, że moi nauczyciele, np. pan Turowicz, który mnie uczył polskości i patriotyzmu, mają wątpliwości co do naszych intencji. Słyszę, że chcemy zdestabilizować kraj, podważamy premiera i rząd.

Wałęsa jest wściekły na rzeczniczkę rządu Małgorzatę Niezabitowską, bo nazwała go „przyspieszaczem z siekierą”.

Po pretensjach Wałęsa zaprasza uczestników do powszechnej spowiedzi, oddaje głos naczelnemu „Tygodnika Powszechnego”, z którego inicjatywy dwukrotnie odbyły się w Krakowie spotkania zwolenników Mazowieckiego. Nie udało im się jeszcze założyć partii ani przekształcić KO w popierającą rząd federację lub partię obywatelską. – Panie Turowicz, Polska czeka na pańskie pretensje do Wałęsy i demokracji – mówi do 78-letniego redaktora szef „Solidarności”.

Turowicz nie daje się sprowokować. – Gdy Wałęsa wywołał Turowicza do tablicy, poszedłem zapisać się do głosu – wspomina Władysław Frasyniuk, ówczesny szef dolnośląskiej „Solidarności”. – Bronisław Geremek przepuszczał mnie poza kolejką, bo wierzył, że ja mogę powstrzymać Lecha. Próbowałem.

– Jestem zdumiony sposobem tłamszenia i szmacenia ludzi na tym forum. Co to znaczy wzywanie pana Turowicza do głosu? Co, gówniarz?! – mówi Frasyniuk do Wałęsy. – Czy to jest zebranie powołujące partię polityczną mającą wystąpić przeciw Mazowieckiemu? – pyta i odpowiada: – Rozumiem, że to spotkanie, które buduje dwór despoty. Na zakończenie proponuje rozwiązanie KO, który jedyny nie poddaje się demokratycznym wyborom, a do sekretarza Komitetu, Henryka Wujca, Wałęsa wysłał faks: „Czuj się odwołany”. – Co to jest za instytucja, która za tarczę bierze „Solidarność”, za cep wąsy Wałęsy i przywala wszystkim? – krzyczy Frasyniuk.

Wałęsa: – To, co ty powiedziałeś, jest demagogią! Dzisiaj, gdyby ktokolwiek pokusił się o rozwiązanie KO… Ludzie – to zdrada Polski!

– Wałęsa się na mnie nie obraził – mówi Frasyniuk. – Później powiedział mi: Władek, ty mnie źle zrozumiałeś, ja mam do Mazowieckiego zaufanie, jest dobrym premierem.

W obronie gabinetu Mazowieckiego na posiedzeniu staje Adam Michnik, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”, której Komisja Krajowa „Solidarności” odebrała prawo posługiwania się znakiem związku: – Tego rządu będę bronił tak, jak będę umiał, niezależnie od tego, czy, szanowni antagoniści, będziecie mi dalej przypinali łatki, że jestem lewicą laicką, że jestem kryptokomunistą. Jeżeli ja jestem lewicą laicką i kryptokomunistą, to wy, szanowni moi antagoniści, jesteście świniami!

– Czas rządu Mazowieckiego się skończył. Interesy dawnej nomenklatury i interes społeczeństwa są sprzeczne. Hybrydalny system władzy Jaruzelski – Mazowiecki musi przestać istnieć – kwituje Jarosław Kaczyński. Zaznacza, że Mazowiecki nie nadaje się na prezydenta. – Kto się nadaje, a kto nie, zadecyduje naród – ripostuje Michnik, a Aleksander Hall, minister ds. współpracy z organizacjami politycznymi i stowarzyszeniami, dodaje, że Wałęsę, choć szanuje, nie uznaje za dobrego kandydata na prezydenta. – A ja nie widzę Olka Halla jako ministra – odpowiada Wałęsa.

Hall mówi, że wtedy przypieczętowano podział „Solidarności”: Mazowieckiego nie było na szczęście, bo wyjechał na konferencję do Budapesztu.

– To były porachunki sercowe, w których nie jestem mocny – skomentował posiedzenie na łamach „Wprost” Stefan Kisielewski, który rozpoczął wtedy cotygodniowe analizy życia politycznego Polski w rozmowach z Piotrem Gabryelem.

Po posiedzeniu 63 członków występuje z Komitetu. Tworzą Ruch Obywatelski Akcję Demokratyczną, a 2 grudnia powołują Unię Demokratyczną. Psują się kontakty Wałęsy z OKP. „Wprost” opisuje spotkanie w stoczni, na które Wałęsa zaprasza działaczy „Solidarności” i członków OKP i przemawia: – Pracujecie ciężko, ale społeczeństwo nie wie, co wy kombinujecie. Jeden podmuch górników czy rolników te wasze pisemka, ustawy, wrzuci do kosza. Tu musicie wrócić, do ludzi, ich się słuchać. Jeśli uważacie ich za barany, to wy jesteście pierwszymi! – Masę żeśmy osiągnęli wspólnie, a już po roku skoczyliśmy sobie do gardeł – konstatuje Edward Wende. Wałęsa: – Dla mnie, dla robotnika, to smutne, że mądrzy ludzie postępują jak gamonie. Bronisław Geremek: – Potrzebna jest jedność dla przyszłości kraju. Stefan Niesiołowski: – Jedność to hasło bolszewickie! W szóstej godzinie spotkania Wałęsa: – Nie mogę wytrzymać, idę do domu, możecie się obrazić.

„Wprost” publikuje cykl wywiadów z bohaterami wojny na górze. Lech Wałęsa o genezie przyspieszenia: „Kiedy Mazowiecki został premierem, wycofałem się z pierwszego planu. Sądziłem, że on i Geremek, jako szef OKP, sobie poradzą. Wierzyłem w ich mądrość. A potem patrzę na sytuację: Jezus Maria, co się dzieje! Wtedy wystąpiłem z przyspieszeniem”. Lech Kaczyński, ówczesny senator i wiceprzewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, o przyczynach podziału: „PC wymyśliliśmy dwa lata temu z bratem, przewidując, jak będzie się rozwijała sytuacja w opozycji, chodzi o równowagę. Istnieje grupa wpływowych polityków, dla których system jednolitego ruchu jest wygodny. Niektórzy z nich wierzą, że »oni i nikt więcej«. Jeśli w to wierzą, to znaczy, że im się w głowach pokręciło”. Adam Michnik o tym, dlaczego nie będzie głosował na Wałęsę: „Minął czas Wałęsy, bo jedna z różnic między Mazowieckim a Wałęsą polega na tym, że Mazowiecki wie, że nie wszystko wie”. Mazowiecki o tym, co najważniejsze: „Spokój, ale nie spokój cmentarny, lecz pozwalający na dynamiczny rozwój gospodarczy”.

Mazowiecki przegrywa wybory prezydenckie i podaje swój gabinet do dymisji. Już w pierwszej turze pokonuje go Stanisław Tymiński. Ostatecznie w Belwederze zasiada Lech Wałęsa, a podział wywołany wojną na górze trwa do dziś.

10 czerwca „Wprost” zmienia makietę, której główne elementy pozostały do dziś. W rubryce „kadry” pojawiają się coraz śmielsze fotomontaże. Wałęsa na II zjeździe NSZZ „Solidarność” ubrany w mundur generalski i czarne okulary żali się: „A dzisiaj, kiedy rzuciłem na rybkę prezydenturę, to zobaczcie, mówią, że prezydent powinien inaczej wyglądać”.

W sierpniu „Wprost” publikuje listę 20 najbogatszych Polaków, przypominając, że pięć lat wcześniej zamieścił listę najbardziej majętnej dziesiątki. Gdy inflacja roczna osiąga rekordową wielkość 1360 proc. we „Wprost” pojawia się hasło „Balcerowicz musi odejść”, jako tytuł do wywiadu z jego oponentem, ekonomistą Rafałem Krawczykiem. Balcerowicz w wywiadzie dla tygodnika wyznaje, że tylko dlatego ma jeszcze wszystkie okna w domu, bo mieszka na ósmym piętrze.
Okładka tygodnika WPROST: 36/2012
Więcej możesz przeczytać w 36/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także