Pajęczyca

Pajęczyca

Kiedyś wysyłała Jarosławowi Kaczyńskiemu kasztany, które miały neutralizować negatywne promieniowanie. Od kilku lat posyłana jest przez PiS na kluczowe misje medialne. Janina Goss, bo o niej mowa, ma teraz zrobić porządek w „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Posiedzenie zarządu wojewódzkiego Porozumienia Centrum w Łodzi, połowa lat 90. Zarząd debatuje nad jakąś ważną uchwałą.

W końcu, po kilku godzinach, jej treść zostaje uzgodniona i przegłosowana. W tym momencie na salę wpada Janina Goss. – Co wyście podjęli za uchwałę? – pyta. I dodaje: – Zaraz zadzwonię do pani Jadwigi Kaczyńskiej i to odkręcę. I rzeczywiście, po jakimś czasie jest telefon z centrali PC w Warszawie, że uchwała ma być anulowana.

 To anegdota, którą do dziś opowiadają sobie działacze PiS, żeby pokazać sposób działania Janiny Goss. Osoby tyleż tajemniczej, co wpływowej – kiedyś w PC, a dziś w Prawie i Sprawiedliwości. Choć formalnie pełniącej tylko funkcję skarbnika łódzkich struktur partii.

Ostatnio o Janinie Goss jest głośno w związku z wydarzeniami w „Gazecie Polskiej Codziennie”. Drugi tydzień września. Na czołówkach wszystkich mediów informacja o prowokacji, jaką dziennikarz „GPC” przeprowadził wobec prezesa gdańskiego sądu okręgowego Ryszarda Milewskiego. To pierwszy taki przypadek, by materiał z bardzo wyrazistego politycznie i niszowego dziennika tak mocno przebił się do mainstreamowych mediów. Ale akurat wtedy samej „Gazety Polskiej Codziennie” nie można nigdzie dostać. Jest dostępna tylko w Warszawie. To efekt zerwania umowy ze spółką Rejtan, która zajmowała się przewożeniem gazety z drukarni do kolporterów. Zerwanie tej umowy to była jedna z pierwszych decyzji, jakie podjęła Janina Goss, gdy została prezesem wydającej „GPC” spółki Forum. A została prezesem po tym, jak większość udziałów w Forum przejęły podmioty gospodarcze związane z PiS.

 Po jakimś czasie zostaje zawarta umowa z nową firmą transportową i „GPC” wraca do kiosków w całym kraju. Ale straty są nieodwracalne. W dodatku, także decyzją pani prezes, część zespołu nie dostaje wynagrodzeń. Chcieliśmy spytać Janinę Goss o przyczyny jej decyzji, ale była dla „Wprost” nieuchwytna.

Wśród osób zainteresowanych sprawą panuje opinia, że Goss zerwała umowę ze spółką Rejtan, bo związany z nią jest teść Tomasza Sakiewicza, naczelnego „GPC”. Niektórzy podejrzewają, że Goss w imieniu Kaczyńskiego będzie chciała bezpośrednio wpływać na pracę redakcji i linię pisma. Które co prawda ma poglądy zbliżone do PiS, ale do tej pory redagowane było przez dziennikarzy, a nie polityków. Pewne jest jedno. Jakiekolwiek decyzje będzie podejmować Janina Goss, będzie to na pewno zgodne z wolą Jarosława Kaczyńskiego. Bo jest to osoba, którą obdarza on szczególnym zaufaniem. Która nie pierwszy raz została posłana w trudną medialną misję. Janina Goss to postać w łódzkim PiS na poły legendarna. Jednak opinie o niej są niemal jednobrzmiące: apodyktyczna, konfliktowa, charakteropatka, pociągająca za wszystkie sznurki. To ona układa zawsze listy wyborcze, a zarazem unika obejmowania odpowiedzialnych funkcji. Samotna, nie lubi kobiet. Zdecydowana, dobra organizatorka, bezgranicznie oddana Jarosławowi Kaczyńskiemu. Według zgodnych opinii łódzkich działaczy PiS Goss karierę zawdzięcza przede wszystkim bliskiej znajomości z Jadwigą Kaczyńską, matką Lecha i Jarosława. Ta znajomość miała się zacząć na początku lat 60., gdy Jarosław i Lech kręcili w Łodzi film „O dwóch takich, co ukradli księżyc”. Bracia mieli wtedy mieszkać wraz z mamą u Janiny Goss lub jej rodziny. Goss jest jednak zaledwie siedem lat starsza od braci, więc w tamtym czasie musiała być dorastającą panną. – Słyszałem tę historię, ale nie bardzo w nią wierzę. Gdy w 1990 r. przyjmowałem Janinę Goss do Porozumienia Centrum, chyba nie znała jeszcze braci Kaczyńskich – mówi Wiesław Urbański, pierwszy prezes PC w Łodzi

 Łódzcy działacze nie pamiętają jej z burzliwych lat 80. – „Solidarności” i podziemia w stanie wojennym. Ale już w latach 90., jako działaczka PC, była zaprzyjaźniona z Jadwigą Kaczyńską i przyjeżdżała na niedzielne obiady do jej żoliborskiego domu. Przy okazji przywoziła pani Jadwidze zioła na poprawę zdrowia. Bo właśnie parzenie ziół to jedna z pasji Janiny Goss.

 Przyjaźń z Jadwigą Kaczyńską i udział w rodzinnych obiadach siłą rzeczy zbliżyły Janinę Goss do Jarosława Kaczyńskiego. Któremu z kolei miała przekazywać – jak relacjonowała w 2007 r. „Gazeta Wyborcza” – kasztany neutralizujące negatywne promieniowanie. – To podobny przypadek jak Małgorzaty Raczyńskiej, kontrowersyjnej szefowej telewizyjnej Jedynki za rządów PiS – opowiada była działaczka Prawa i Sprawiedliwości. – Podobno Lech Kaczyński, który rzadziej bywał na tych rodzinnych obiadach, miał nieco chłodniejszy stosunek do Janiny Goss niż Jarosław – dodaje.

 Porozumienie Centrum było w latach 90. targane konfliktami. Jednak Goss, która w tych konfliktach miała swój udział, do końca została przy Jarosławie. To pozwoliło Jarosławowi wymienić ją w wydanej w 2006 r. książce „O dwóch takich…” wśród najbardziej sprawdzonych działaczy, obok Ludwika Dorna, Przemysława Gosiewskiego czy Adama Lipińskiego.

Gdy w 2001 r. powstało PiS, od początku odgrywała w nim kluczową rolę. Nie chciała startować w żadnych wyborach, formalnie pełniła tylko funkcję skarbnika. Łódzcy działacze wiedzieli jednak, że jej opinia może być kluczowa dla ich dalszej kariery w partii. To wtedy przylgnęło do niej przezwisko Tekla – od pajęczycy Tekli z „Pszczółki Mai”. Partię miała bowiem oplatać siecią swoich wpływów. – To ona decydowała, kto jest w łódzkim PiS ważny, a kto przepadnie – opowiada łódzki działacz, proszący o zachowanie anonimowości.

Janinę Goss charakteryzowało nie tylko zachowanie, ale i oryginalny sposób ubierania się – na ogół w długie, powłóczyste szaty, często robione własnoręcznie na drutach. – Nieraz się zdarzało, że na uroczystościach 11 listopada, gdzie wszyscy uczestnicy pojawiali się w ciemnych ubraniach, Goss przychodziła ubrana w jaskrawe kolory. To powodowało, że niektórzy nie traktowali jej poważnie – opowiada łódzki polityk. Szczególną misję Goss otrzymała oczywiście w czasie, gdy PiS było przy władzy.

Została posłana na newralgiczny, medialny odcinek. Wiosną 2006 r. została członkiem rady nadzorczej TVP, wybranej przez nową KRRiT, zdominowaną przez PiS, Samoobronę i LPR. Formalnie Goss miała pewne przygotowanie do zasiadania w radzie – z zawodu jest prawnikiem, przez lata pracowała jako radca prawny w samorządowym kolegium odwoławczym, wojewódzkim inspektoracie ochrony środowiska, PSS Społem i Banku Gospodarki Żywnościowej. Ale jak twierdzi inny członek rady w tym czasie Tomasz Rudomino, o mediach miała słabe pojęcie.

 – Choć piliśmy razem herbatę, w sprawach telewizji mieliśmy kompletnie inne poglądy. Nie mogę powiedzieć, że była znawczynią materii – wspomina Rudomino. – Była za to uczynna, punktualna. Bardzo lubiła rozmawiaćo sadzonkach, kwiatach i roślinach w ogóle. Chyba się na tym dobrze znała – dodaje. W lutym 2007 r. to Goss wykonała misję błyskawicznego odwołania Bronisława Wildsteina z funkcji prezesa TVP.

Na Wildstenia zapadł polityczny wyrok liderów koalicji i jeszcze tego samego dnia zwołana została rada nadzorcza TVP. To Goss złożyła formalny wniosek o odwołanie prezesa „za brak kontaktów z radą”. Następcą Wildsteina został Andrzej Urbański, a Goss w nagrodę objęła stanowisko przewodniczącej rady nadzorczej TVP. Pośpiech był spowodowany tym, by uprzedzić ewentualną próbę zablokowania akcji przez przewodniczącą Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Elżbietę Kruk, przeciwną odwołaniu Wildsteina.

Przy odwołaniu Wildsteina to Goss rozdawała karty. Potem jednak nie była w stanie zapobiec zawieszeniu Andrzeja Urbańskiego i powołaniu na p.o. prezesa TVP Piotra Farfała. W 2009 r. minister skarbu Aleksander Grad w trybie nagłym wygasił kadencję rady nadzorczej, w której zasiadała Goss. Zaraz potem została jednak powołana do rady nadzorczej Polskiego Radia, w ramach koalicji medialnej PiS-SLD. Zasiadała w niej do 2011 r., po czym wróciła do Łodzi. – Dopóki Janina Goss będzie miała wpływ w łódzkim PiS, tak długo ta partia w Łodzi nie będzie istnieć – mówi Agnieszka Wojciechowska, dziś liderka PJN w Łodzi, która przez lata współpracowała z Goss w PiS.

Potwierdzają to inni. Goss zarządza partią nie tylko z tylnego siedzenia, ale w sposób trochę anachroniczny. – Zebrania wyglądają jak spotkania u cioci na imieninach. Zaczynają się od tego, że ona siedzi za stołem prezydialnym, a działacze wpłacają jej składki jako skarbnikowi. Bo ona nie uznaje czegoś takiego jak przelewy bankowe. Potem jest rozmowa, z tym że często nie ma żadnego protokołu, porządku obrad. Bywa tak, że ktoś zaczyna coś mówić, a Goss mu przerywa i mówi: „Siadaj, Kaziu, ja im powiem” – opowiada działacz PiS.

Dziś PiS w Łodzi ma zaledwie kilkuset członków. Człowiekowi z ulicy bardzo trudno się zapisać, bo często natyka się na nieufność Goss, której zdarzało się już drzeć na oczach innych działaczy deklaracje członkowskie. W ubiegłym roku w łódzkim PiS znów doszło do czystki. Większość czołowych działaczy znalazła się poza partią, wprowadzono zarząd komisaryczny, a komisarzem został zaufany Janiny Goss.

Tym razem pretekstem była zbyt bliska współpraca z PO. Gdy Goss zostawała szefową rady nadzorczej TVP, powiedziała swoim łódzkim kolegom, że „jedzie robić porządek do stolicy”. Czy w takim razie prezesowanie spółce Forum to ostatni przypadek takich „porządków”? Zważywszy na zaufanie, jakim niezmiennie darzy Goss Kaczyński, chyba nie. A podana niedawno przez kogoś na Facebooku informacja, że Goss może zostać kandydatem PiS na premiera, wcale nie musi być tylko czarnym humorem.
Okładka tygodnika WPROST: 39/2012
Więcej możesz przeczytać w 39/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0